The Next One - poznajcie nowego Gretzky'ego


Gość z innej planety. Obarczony najcięższym możliwym brzemieniem w hokeju na lodzie. Nazywany na cześć Wayne'a Gretzky'ego "The Next One" (Gretzky nosił pseudonim "The Great"). Drugi w historii, który dostąpił zaszczytu noszenia tej... ksywy obok Sidneya Crosby'ego. W jego żyłach płynie krew, a on sam - jeśli los da mu zdrowie - mknie po nagrodę MVP regularnego sezonu NHL. Oto John Tavares, który kontruje wszystkich piewców jego talentu: - "Liczy się wynik zespołu. Nie dołączyłem do ligi, by myśleć o indywidualnych nagrodach i tytule najlepszego gracza świata".

Bardzo skromnie jak na chłopaka, który był tak zdolny, że władze NHL musiały odrzucać wniosek, żeby przedwcześnie dołączył do draftu. Kiedy miał 17 lat chciała go cała liga, ale ostatecznie nie zrobiono dla niego wyjątku i w 2009 odebrał czapeczkę New York Islanders. Oczywiście jako no. 1 pick.

Imię i nazwisko absolutnie nie zdradza, że facet może mieć jakiekolwiek korzenie nad Wisłą. Tymczasem jego matka, Barb Tavares była jedną z dziesięciorga dzieci polskich imigrantów, Bolesława i Józefy Kowal. Ale na tym koniec, bo jego ojciec jest z kolei Portugalczykiem. John urodził się w stanie Ontario, więc z automatu stał się Kanadyjczykiem, choć przez długi czas nie rozstawał się z piłką przy nodze. Ostatecznie zamienił ją na kij w ręku. I krążek na lodowisku.

- To nieprawdopodobnie przyjemna dyscyplina sportu. Jeśli mam być absolutnie szczery, to proszę mi wierzyć - bawię się tak samo wyjeżdżając na lód jak w dzieciństwie - komentuje Tavares i przychodzi tylko na myśl, że geniusze chyba tak mają. To samo mówi np. Leo Messi, który o futbolu twierdzi: - Ostatni raz presję czułem jako 8-latek. Od tej pory tylko bawię się grą.

Porównania do najlepszych atletów świata nie są przesadzone.  Jako 16-latek pobił rekord Wayne'a Gretzykego w Ontario Hockey League (OHL). Sieknął 71 goli w... 65 meczach. Jakieś pytania? Jeśli są, to owszem, podsuwamy statystyki w dorosłym życiu. Tavares to, jak mawiają na forach dyskusyjnych fani Islanders, absolutny potwór. Nie bije może jeszcze rekordów Gretzky'ego w seniorskim hokeju, ale w tym roku jeden z nich wyrównał. W meczu ALL-Star Game strzelił 4 bramki, co w przeszłości udało się tylko pięciu graczom (w tym także genialnemu Mario Lemieux).

Zeszły sezon? Najlepszy zawodnik Islanders. Najwięcej punktów, bo aż 86. Obecne rozgrywki? 10 meczów: 5 bramek, 6 asyst. Od 29 października, ku rozpaczy kibiców z Barclays Center (Islanders przenieśli się od tego na Brooklyn) zmaga się z grupą i wyjeżdża na lodowisko. Władze klubu uspokajają, że zobaczą go na oczy ponownie na dniach. Zniecierpliwieniu nie można w żaden sposób się dziwić, bo nawet w sklepach z zabawkami jego figurki wiszą na tej samej półce z Gretzky'm. W dodatku w tych samych barwach (Edmonton Oilers mieli tę samą kolorystykę). Różni się jedynie logo. I nazwisko. Co pozwala upartym sądzić, że 25-latek jest nowym Mesjaszem hokeja...

- Robię to, co lubię, ale tylko i wyłącznie dzięki rodzicom. Tata nauczył mnie grać, a mama... woziła w te i wewte. Wujek z kolei... pokazał jak się strzela - puentuje Tavares, noszący imię właśnie po bracie swojego ojca. Inny John to z kolei absolutny, najlepszy bombardier w historii Lacrosse, bo w karierze zdobył ponad 800 bramek. Zdaniem ekspertów to znak potwierdzający tylko jedno - Tavares też będzie latami był rekordy strzeleckie i w pewnym momencie na pewno położy ręce na Pucharze Stanleya. Prawdopodobnie niejednym.