Ta sama fryzura i pasja co ćwierć dekady temu - 22 sezon Jagra w NHL


6 października 1990.  25 lat temu pierwszy raz w oficjalnym meczu NHL na lód wyjeżdża gość z fryzurą na "czeskiego hokeistę". Dziś ten sam facet jest zawodnikiem wszech czasów w... Czechach właśnie i rozpoczął swój 22 sezon w NHL. Historia zatacza koło - Jaromir Jagr zapuszcza włosy, by przywrócić swój look z początku lat 90-tych i oszukać czas, bo ma już 43 lata.

Mecze NHL – sprawdź ofertę
- Postawiłem przed sobą misję. Jeśli Jagr wróci do swojej mitycznej fryzury, będę zapieprzał 24 godziny na dobę! Mogę się założyć - takie deklaracje jeszcze niedawno padały z ust bramkarza Florida Panthers, Robert Luongo. Teraz nie ma odwrotu, bo skrzydłowego zespołu z Sunrise nie trzeba było wcale przekonywać do tego pomysłu. Czech próbuje oszukać przeznaczenie, bo mógłby być ojcem wszystkich zawodników wybieranych w drafcie i... nie tylko.

- Zamierzam grać do 50-tki. Nie muszę się upierać, nie robię nic na siłę. Pasja jest we mnie taka sama jak na początku mojej drogi. Nie przygasła nawet moment - odgryza się Jagr. - Sprawa jest jasna. Ten facet może mieć tylko jedną żonę o dość wyszukanym imieniu. A brzmi ono "Hokej" - mówi Martin Havlat, jego kolega z Florida Panthers, a w przeszłości z reprezentacji Czech. 43-latek w zeszłym roku ostatecznie stwierdził, że nigdy więcej nie będzie reprezentował ojczyzny. Ma prawo, bo należy do wąskiego grona 25-członków tzw. "Triple Gold Club", czyli zwycięzców igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Pucharu Stanleya. Z kadrą dorzucił nawet mistrza globu juniorów, ale mniejsza o to...

Jeśli ktoś chce przyjrzeć się jego wszystkim osiągnięciom, kilka razy byłby zmuszony przewijać jego profil na Wikipedii, którą non-stop trzeba aktualizować o kolejny... rekord. Dopiero co dołączył do Gordiego Howe jako drugi zawodnik w historii NHL, który trafiał do bramki na przestrzeni... ćwierćwiecza. Naturalnie ma też najwięcej goli ze wszystkich aktywnych graczy i prowadzi w klasyfikacji kanadyjskiej pod względem bramek/asyst otwierających wyniki meczów (13 goli, 26 asyst).

Żeby nie zagłaskać i tak prawdopodobnie najlepszego europejskiego hokeisty wszech czasów - na Jagra da się znaleźć kilka haków. Miał swoje wzloty i upadki. Miał być stołecznym Mesjaszem, kiedy zamienił Pittsburgh Penguins (dwa mistrzostwa) na Washington Capitals w 2001 roku, podpisując 7-letni, warty 77 milionów dolarów. Skończył z pustymi rękoma, a umowy nawet nie wypełnił, odchodząc do New York Rangers.

- Lata mijają, sport się zmienia. Widzę to nawet na zwykłym przedsezonowym treningu. Młodzi obóz przygotowawczy traktują jak my (w domyśle - starsi gracze) playoffy. Są gotowi do rozgrywek już miesiąc przed startem właściwych przygotowań, bo muszą udowodnić swoją jakość, grać najlepiej jak tylko się da. Starsi mają w głowie, że w najwyższej dyspozycji trzeba znajdować się w trakcie prawdziwych playoffów. To zupełnie inna mentalność. Stąd weterani czasem wyglądają na gorszych. Tyle, że dochodzenie do szczytu formy na starcie sezonu nie ma sensu, bo nie utrzymasz tej dyspozycji przez następne 9 miesięcy - puentuje Jagr, którego głodu zwycięstw nikt nie podważa. Fryzura sprzed lat jest już na miejscu, brakuje tylko medalu za Puchar Stanleya, który ostatni raz wygrał 23 lata temu...