Marzenie o Polach Elizejskich


Nawet średnio zorientowany kibic sportowy wie, że nie ma ważniejszego wyścigu kolarskiego od Tour de France. Od wielu lat to właśnie pierwsza sobota lipca jest datą startową „Wielkiej Pętli”. Nie inaczej jest teraz. Dziś w Mont-Saint-Miche na starcie tej wyniszczającej batalii o końcowy triumf na Polach Elizejskich staje 219 kolarzy z 22 zespołów. Z całą pewnością nie wszyscy dotrą do mety i z całą pewnością tylko jeden będzie mógł na koniec powiedzieć o sobie, że jest zwycięzcą. Czy będzie to ubiegłoroczny triumfator – Chris Froome?

Anglik jest najpoważniejszym kandydatem do trzeciego w karierze, a drugiego z rzędu zwycięstwa. Co niezwykle istotne – od czasów niesamowitego Hiszpana Miguela Induraina żaden zawodnik nie wygrał Tour de France rok po roku. Indurain dokonywał tego nieprzerwanie w latach 1991-95. Oczywiście była w kolarstwie epoka Lance’a Armstronga, który wygrał TdF aż siedem razy z rzędu. Gdy udowodniono mu doping, wszystkie tytuły przepadły, a Amerykanin okrył się najgorszą sławą kłamcy i manipulatora. Na kartach historii wyścigu dookoła Francji nie jest zwycięzcą choćby jednego wyścigu czy etapu. Wracając do Froome’a – rok temu wygrał we Francji w sposób imponujący. Przypominał właśnie niesamowitego, wspomaganego farmakologicznego Armstronga. Nie było na niego mocnych. Czy to może powtórzyć się w tym roku? Trudno powiedzieć. Z jednej strony obrońcy tytułu na pewno nie można skreślać, ale jego forma na początku sezonu była daleko od idealnej. Wyraźną zwyżkę Anglik zasygnalizował niedawno, wygrywając Criterium du Dauphine. W Unibet.com kurs na triumf zawodnika grupy Sky wynosi 2.15.

Jego najpoważniejszym rywalem powinien być Nairo Quintana. Kolumbijczyk do tej pory startował w Wielkiej Pętli dwukrotnie – za każdym razem kończył za plecami Froome’a (2013 i 2015). 26-latek potrafił już jednak triumfować w Giro d’Italia, a swoją przynależność do ścisłej czołówki wieloetapowych wyścigów udowadniał nie raz. Co godne podkreślenia – w przypadku gdyby Quintana stanął na podium, będzie pierwszym od 2002 roku kolarzem, który w pierwszych trzech startach w Tour de France, zawsze kończył wyścig w najlepszej trójce. Poprzednim takim zawodnikiem był Joseba Beloki. Mając wsparcie w takim pomocniku jak Alejando Valverde (trzeci kolarz zeszłorocznego wyścigu), Kolumbijczyk jest mocnym kandydatem do zwycięstwa i niemal pewniakiem do podium – kurs 1.42.

Wśród faworytów nie może zabraknąć Alberto Contadora. Kolarz grupy Tinkoff odpuścił start w Giro d’Italia, gdzie liderem grupy był Rafał Majka. Hiszpan przygotowywał się do walki o swój trzeci w karierze triumf we Francji. Poprzednio zwyciężał w latach 2007 i 2009. Teraz mając wsparcie m.in. Majki, chce po siedmioletniej przerwie wrócić na szczyt „Wielkiej Pętli”. Przy okazji wygrywając Le Tour, Contador wskoczyłby na 3. miejsce w klasyfikacji wszech czasów wieloetapowych klasyków. Byłoby to ósme zwycięstwa tego kolarza – poza dwoma zwycięstwa w TdF, dwa razy wygrał Giro i trzykrotnie Vueltę. Osiem sukcesów ma na koncie także Jacques Anquetil. Lepsi są Bernard Hinault (10) i Eddy Merckx (11). Kurs na zwycięstwo Contadora to 6.00.

Kogo jeszcze na pewno należy wymienić wśród potencjalnych faworytów? Fabio Aru z Astany! Piąty kolarz ubiegłorocznego Tour de Pologne i zwycięzca ubiegłorocznej Vuelty ma być liderem kazachskiej ekipy. Dla 26-letniego Włocha będzie to pierwszy udział w „Wielkiej Pętli” i na pewno brak doświadczenia może być problemem. Wsparcie z kolei będzie na pewno tak wspaniały zawodnik u boku, jak Vincenzo Nibali. Zwycięzca Giro d’Italia we Francji prawdopodobnie będzie pracował na konto młodszego kolegi, bowiem sam po trudach wyścigu w ojczyźnie, raczej nie będzie w stanie rywalizować o zwycięstwo. Ostatnim kolarzem, który potrafił pogodzić Giro i Le Tour w jednym roku, zwyciężając w obu trzytygodniowych imprezach, był Włoch Marco Pantani w 1998 roku. W historii kolarstwa udawało się to prawie wyłącznie największym. W Astanie wiedzą o tym doskonale i dlatego stawiają na Aru, licząc na drugi wielki sukces grupy w tym sezonie. Wato dodać, że rok temu Nibali we Francji był na 5. miejscu, wyprzedzając Contadora, ale ustępując Valverde, Quintanie i Froome’owi.

Co z Polakami? Poza Rafałem Majką na trasie wyścigu zobaczymy jego drużynowego kolegę – Macieja Bodnara, a także Bartosza Huzarskiego. Jeśli któryś z nich ma jednak odegrać istotną rolę, to będzie to Majka. Wprawdzie na zwycięstwo w całym wyścigu liczyć raczej nie powinniśmy, to na poszczególnych etapach, Polak znów może pokazać klasę. W karierze wygrywał już trzy etapy Tour de France (dwa w 2014 i jeden rok temu). W 2014 był zresztą triumfatorem klasyfikacji górskiej całego wyścigu, przebojem wdzierając się wówczas do kolarskiej elity, zwłaszcza tych, którzy specjalizują się we wspinaczkach pod największe górskie przełęcze. Piąte miejsce w tegorocznym Giro pokazało, że Majka nie stracił swoich walorów, choć nie brakowało głosów, że to lekki niedosyt i Polak mógł pokusić się o lepszy wynik. Teraz Majka popracuje na konto nomen omen Contadora.

Tour de France to oczywiście nie tylko walka o żółtą koszulkę i końcowy sukces za ponad trzy tygodnie. To także kilka innych rywalizacji – o wspomnianą koszulkę dla najlepszego górala, czy choćby o zielony trykot, dla najlepszego w klasyfikacji punktowej. To specjalność sprinterów, którzy wygrywają etapy po finiszach z peletonu – w ten sukces mierzy na pewno Peter Sagan. Słowak wygrywał już klasyfikację punktową TdF cztery razy. Więcej zwycięstw w tej kategorii ma tylko Eric Zabel – sześć.

Emocje startują dziś, kończą się w niedzielę 24 lipca. Rozstrzygające dla losów wyścigu powinny być tradycyjnie górskie etapy w Alpach i Pirenejach, a także jazda indywidualna na czas. Ciekawie będzie jednak codziennie, bo każdy z kolarzy ma swoje mniejsze lub większe cele do spełnienia.