Kto przerwie austriacką hegemonię? Turniej Czterech Skoczni za pasem!


Nie ma chyba bardziej związanego z licznymi tradycjami miesiąca niż grudzień. Również w świecie sportu. Za pasem jest właśnie start 64. Turnieju Czterech Skoczni, o którym mówi, że to jedyna impreza sportowa na świecie, rozgrywana na przełomie dwóch lat. Skoczkowie rozpoczną zmagania 29 grudnia w Oberstdorfie, by skończyć 6 stycznia w Bischofshofen. Pytanie nr 1 jest powszechnie znane – czy uda się przełamać austriacką dominację?

Kursy na Turniej Czterech Skoczni
Skoczkowie z Austrii zwyciężali w siedmiu ostatnich edycjach Turnieju Czterech Skoczni. Byli to kolejno Wolfgang Loitzl, Andreas Kofler, Thomas Morgenstern, dwukrotnie Gregor Schlierenzauer, Thomas Diethart i w zeszłym roku Stefan Kraft. Wydaje się, że jest spora szansa, by wreszcie na najwyższym stopniu podium turnieju stanął reprezentant innego kraju, a podstawą takiego myślenia jest klasyfikacja generalna Pucharu Świata. Najwyżej notowany Austriak jest dopiero szósty – to Michael Hayboeck. Kraft jest z kolei 9. W przypadku Krafta kurs na wygranie T4S wynosi 7.00, a Hayboecka 9.00.

Wyżej notowani w naszych kursach są tylko dwaj zawodnicy – dominatorzy ostatnich miesięcy na światowych skoczniach. Peter Prevc i Severin Freund, bo o nich mowa, zakończyli ubiegły sezon Pucharu Świata z identycznym dorobkiem punktowym, co zdarzyło się po raz pierwszy w historii. Od początku bieżącej kampanii obaj znów narzucili swoje warunki, prezentując znakomitą formę. Prevc jest liderem „generalki”, wyprzedzając o 165 punktów Freunda i kolejnych 29 „oczek” więcej Norwega Kennetha Gangnesa. Słoweniec wygrał trzy ostatnie konkursy z rzędu. Co ciekawe, w karierze wygrał w sumie już 9 konkursów, po trzy w ostatnich trzech sezonach. Już w Oberstdorfie Prevc może uczynić ten sezon najlepszym pod względem liczby zwycięstw indywidualnych w zawodach Pucharu Świata. Wygrana tego zawodnika w najbliższym konkursie to kurs 2.25.

Po zawodach w Oberstdorfie (29 grudnia) cała światowa czołówka przeniesie się do Garmisch Partenkirchen (1 stycznia). Kolejne konkursy odbędą się już w Austrii – w Innsbrucku (4 stycznia) i Bischofshofen (6 stycznia). Taki układ zawodów to niemal świętość, niezmienna od wielu lat. M.in. dlatego Turniej Czterech Skoczni jest tak prestiżowym trofeum, ważnym dla każdego skoczka na świecie.

 

Start sezonu nie układa się po myśli Simona Ammanna, który wygrywając Turniej Czterech Skoczni zdobył ostatni brakujący skalp w bogatej karierze. „Simmi” był już złotym medalistą olimpijskim, mistrzem świata, zdobywcą Pucharu Świata, a także mistrzem świata w lotach narciarskich. Do dopełnienia fantastycznej karty historii brakuje mu tylko sukcesu w niemiecko-austriackim turnieju przełomu lat. Wówczas Ammann stałby się drugim w historii skoczkiem z kompletem najważniejszych trofeów – po Mattim Nykanenie. Sukces Ammanna wyceniany jest jednak na 41.00 i wyraźnie świadczy o tym, że Szwajcar jest daleki od dobrej formy.

Podobnie jest zresztą z Kamilem Stochem. Polak w sezonie 2015/16 także mógłby doskoczyć do wybitnego Fina Nykanena, ale potrzebuje do tego triumfu w „Czterech Skoczniach”, a ponadto tytułu mistrza świata w lotach. Wykonalne? Jak najbardziej! Ale nie w tej formie… Stoch rozpoczął sezon kiepściutko, pałęta się poza czołową „piętnastką” Pucharu Świata i tylko raz na kilka skoków prezentuje przebłyski swoich możliwości. Weryfikacją formy Polaków miały być zaplanowane na 26 grudnia Mistrzostwa Polski w Wiśle, ale z powodu braku śniegu zawody odwołano. Tylko nagły wystrzał odpowiedniej formy może predestynować Stocha do walki o wygranie turnieju. Tak kiedyś stało się z Adamem Małyszem, więc może… Na razie taki scenariusz niestety trzeba odbierać w kategoriach science-fiction. Kurs 36.00.

Skład reprezentacji Polski na Turniej Czterech Skoczni uzupełniają Piotr Żyła, Maciej Kot, Stefan Kula i Klemens Murańka. Niestety, po żadnym z nich nie możemy spodziewać się, że stanie się „nowym Stochem”.

Swoje cele do spełnienia mają także inni zawodnicy. Gregor Schlierenzauer może zostać samodzielnym liderem pod względem konkursowym zwycięstw w turnieju. Jak na razie wygrywał 9-krotnie (trzy razy w Ga-Pa i po dwa w każdym z innych miast). Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że „Schlierie” nie będzie miał okazji do szturmu na to osiągnięcie, bowiem świat obiegła informacja, że cudowne dziecko austriackich skoków rezygnuje z udziału w imprezie. Podobno lekarze stwierdzili u Schlierenzauera poważne wycieńczenie organizmu. Finalnie znalazł się on jednak w kadrze na zawody i jest przez wielu typowany do odegrania czołowej roli. Kurs na to, że stanie na podium turnieju wynosi 5.00.

Z kolei Japończyk Noriaki Kasai może zostać najstarszym zawodnikiem na podium Turnieju Czterech Skoczni. 43-letni „samuraj” może pobić osiągnięcie Austriaka Seppa Bradla, któremu udało się to w wieku 38 lat. Kasai jest już najstarszym skoczkiem, który stanął na podium zawodów Pucharu Świata, a także najstarszym, któremu takie zawody udało się wygrać. Poza tym, gdyby forma dopisywała, Kasai może być także drugim Japończykiem, po Kazuyoshim Funakim, który wygrał cały turniej. To jednak zadanie bardzo trudne, biorąc pod uwagę choćby to, że dla wielu skoczków Turniej Czterech Skoczni jest najważniejszą imprezą w tym sezonie. Po cichu liczymy więc, że Kamil Stoch wróci do optymalnej formy, a znacznie głośniej domagać się możemy wielkich emocji, związanych ze startującą imprezą. W powietrzu unosi się wielka historii 63 poprzednich turniejów, więc powinno być godnie i ciekawie.