Metr na wagę złota


1,7 pkt – tyle wynosi różnica punktowa pomiędzy Danielem-Andre Tande a Kamilem Stochem po trzech z czterech konkursów Turnieju Czterech Skoczni. W praktyce oznacza to, że skok dalszy o metr (w tych samych warunkach i przy tych samych notach za styl) da Stochowi zwycięstwo nad Norwegiem i triumf w imprezie. Pozostali zawodnicy już raczej nie liczą się w tej walce. W czwartek na skoczni w Bischofshofen treningi i kwalifikacje, a w piątek konkurs, który rozstrzygnie wszystko.

Turniej Czterech Skoczni – sprawdź kursy
Jak na razie po każdym z konkursów turnieju liderem był inny zawodnik. Po Oberstdorfie na prowadzeniu znalazł się Stefan Kraft. W Ga-Pa wyprzedził go minimalnie Stoch, który po raz drugi stanął na drugim stopniu podium pojedynczego konkursu. Loteryjny, pełen dziwnych sytuacji, konkurs w Innsbrucku mocno wstrząsnął klasyfikacją generalną. Kraft zawalił swój skok i praktycznie stracił szanse na zwycięstwo w imprezie. W Bischofshofen powalczy raczej o utrzymanie podium, bo za jego plecami czai się Piotr Żyła. Stoch skoczył lepiej i utrzymał się w czołówce, ale znakomita próba Daniela-Andre Tande pozwoliła mu na potrójny sukces – wygranie konkursu, wskoczenie na pozycję lidera Turnieju Czterech Skoczni, a także objęcie prowadzenia w Pucharze Świata. To mocny zastrzyk do pewności siebie tego zawodnika. W ostatnim konkursie wystartuje on z pozycji faworyta, zwłaszcza że w Ga-Pa to także on triumfował. Gdyby nie słabszy konkurs w Oberstdorfie mógłby już powoli odbierać gratulacje…

Póki co jednak różnica między Norwegiem a Polakiem jest mniejsza niż metr, za który przelicznik wynosi 1,8. W ostatnim konkursie może więc wydarzyć się wszystko, a znaczenie będą miały także najdrobniejsze szczegóły, jak sędziowskie noty. Obaj zawodnicy muszą postawić wszystko na jedną kartę. Obaj są jednak w nieco innych punktach kariery. Dla Tandego byłby to pierwszy poważny indywidualny sukces. Dla Stocha dopełnienie własnej gabloty, w której ma już złoto olimpijskie, złoto Mistrzostw Świata, a także Kryształową Kulę za cały sezon Pucharu Świata. Forma Stocha każe sądzić, że w sezonie 2016/17 jego dorobek może się powiększyć o kolejny medal MŚ w Lahti, a i Kryształowa Kula jest w zasięgu naszego najlepszego obecnie skoczka. Celem samym w sobie jest jednak Turniej Czterech Skoczni – brakujące trofeum. Do tej pory Stoch nie stał nawet na podium tej imprezy, najwyżej kończąc na 4. pozycji.

Bischofshofen to skocznia, która ponoć nie leży polskim skoczkom, więc hurraoptymizmu nie ma. Inna sprawa, że gdy Adam Małysz w 2001 roku był w życiowej formie, wygrał konkurs na tym obiekcie z gigantyczną przewagą, nie pozostawiając żadnych wątpliwości reszcie stawki. Stoch jest w całym Turnieju Czterech Skoczni bardzo równy – nawet na treningach nie zdarzają mu się krótsze skoki. Kwestia na ile obaj z Tande będą w stanie wytrzymać ciążącą na nich presję – zarówno te zewnętrzną, jak i presję własnych oczekiwań i nadziei. Stoch jest bardziej doświadczony, co na pewno może być istotnym czynnikiem.

W tle najważniejszej rywalizacji piątkowego konkursu Piotr Żyła może powalczyć o swój życiowy sukces, jakim byłoby podium Turnieju Czterech Skoczni. Wprawdzie nasz naczelny „śmieszek” wśród skoczków ma aż 7 punktów straty do Krafta, ale biorąc pod uwagę, że w Bischofshofen powinien odbyć się pełen konkurs (dwie serie), jest to jak najbardziej do odrobienia. Kraft zmaga się z chorobą i nie wiadomo w jakiej będzie formie w czwartek i piątek. Jedyny jego konkursowy skok na Bergisel sugerował, że problemy zdrowotne wpłynęły jednak na formę Austriaka. Żyła ustabilizował swoje skoki na naprawdę wysokim poziomie i być może będzie w stanie zrobić miłą niespodziankę. Polskie podium Turnieju Czterech Skoczni byłoby ogromnym sukcesem.

Na siódmym miejscu w „generalce” turnieju jest z kolei Maciej Kot. W jego wypadku całkiem możliwy jest awans o pozycję lub dwie, bowiem przewaga wyprzedzających go Manuela Fettnera i Marcusa Eisenbichlera wynosi kolejno: 5,6 pkt i 3,5 pkt. Zawodnicy za plecami Kota stratę mają już wyraźnie większą.

Bischofshofen może być więc pełne radości dla polskich fanów skoków, ale niczego nie można przesądzać. Bardzo nierówny, rwany, wietrzny konkurs w Innsbrucku każe podchodzić do tego ze sporą rezerwą. Oby tym razem wiatr nie rozdawał kart.