Pomarańczowa misja „Gangu Rasmussena”


Na początku duńskich Mistrzostw Świata mało kto widział Polki w ćwierćfinale, nie mówiąc o dalszej fazie gier. Eksperci twierdzili, że ekipa Kima Rasmussena m.in. bez Aliny Wojtas może powalczyć co najwyżej o 1/8 finału. Potwierdzały to bukmacherskie kursy. Dziś zapowiadamy właśnie mecz półfinałowy, w którym biało-czerwone zagrają z pomarańczowymi, czyli z Holandią. Czy ktoś jeszcze chce powiedzieć, że nie mamy szans?

Holandia 1.33, remis 11.00, Polska 4.70 – godz. 18.00
W Polsce radość jest ogromna. Polki nie tylko sprawiają wielkie niespodzianki na tych mistrzostwach, ucierając nosa wielkim rywalom, ale także wpisują się w znakomity rok polskiego szczypiorniaka. Brąz Polaków na Mistrzostwach Świata w Katarze, 3. miejsce Vive Kielce w Lidze Mistrzów, a teraz awans Polek do czołowej trójki kobiecego Mundialu. Czy znów skończy się 3. miejscem? Byłby to niewątpliwie wielki sukces ekipy Kima Rasmussena, ale oznaczałby porażkę w dzisiejszym meczu. A tego nie chcemy.

Mecze Mistrzostw Świata oglądać można w Unibet TV

Największą wartością pracy Rasmussena i naszych ukochanych pań jest metamorfoza, którą zespół zaliczył po niemal beznadziejnej fazie grupowej. Przypomnijmy, że Polki męczyły się ze wszystkimi słabeuszami, ledwo wygrywając te mecze, przegrały aż 11 bramkami z Holandią i minimalną różnicą ze Szwecją. Jedynie po meczu z „Trzema Koronami” nie można było mieć pretensji do Polek. Od 1/8 finału oglądamy już jednak zupełnie inną reprezentację Polski. Mur obronny, za którym stoi jeszcze świetnie dysponowana bramkarka (z Węgrami Anna Wysokińska, z Rosją Weronika Gawlik) stał się przeszkodą nie do przejścia już dla dwóch faworyzowanych reprezentacji. Gra ofensywna wciąż nieco kuleje – Polki są momentami irytująco nieskuteczne, marnują rzuty karne i stuprocentowe sytuacje, ale nadrabiają to walecznością i żelazną konsekwencją w defensywie.

Czy więc może powtórzyć się scenariusz z grupowego meczu Polski z Holandią? Teoretycznie może, bo „Oranje” to naprawdę silna personalnie drużyna. Pamiętajmy jednak, że mecz meczowi nierówny, a rozpędzone Polki powinny wraz z trenerem wyciągnąć szereg wniosków z tamtego meczu. Z kolei Holenderki mogą mieć z tyłu głowy swoje wysokie zwycięstwo i podświadomie lekceważyć rywala. To wszystko zadziała na naszą korzyść.

Awans do finału byłby największym sukcesem w historii polskiej piłki ręcznej kobiet. Polki o spełnienie marzeń zagrają o 18.00. W drugim półfinale Norweżki zagrają z Rumunkami. Z jedną z tych reprezentacji Polki zmierzą się w niedzielę – albo w meczu o brąz, albo w wielkim finale. Tak czy inaczej – czekają nas jeszcze dwa epizody pełne gigantycznych emocji i mamy nadzieję, że dwa kolejne happy endy. Trzeba pamiętać, że jeszcze kilka lat temu Holandia nie należała do światowej czołówki w piłce ręcznej. Tamtejsze władze federacji rozpoczęły jednak misję Rio 2016. Przynosi to niesamowite efekty i choć nasze panie w ostatnich latach wielokrotnie potrafiły pokonać pomarańczowe, dziś nie są faworytkami.

To wszystko o 18.00 przestanie jednak mieć jakiekolwiek znaczenie. Liczyć się będzie boiskowe tu i teraz. Oby znów dyspozycja „Gangu Rasmussena” pozwoliła mu na zdemolowanie teoretycznie silniejszego rywala.