Czwarty raz Hancocka


Tylko jakiś zupełny kataklizm mógłby odebrać czwarty tytuł żużlowego Indywidualnego Mistrza Świata Gregowi Hancockowi. Amerykański jeździec potrzebuje raptem 3 punktów by zapewnić sobie kolejne złoto. W sobotni poranek (czasu polskiego) odbędzie się ostatnia eliminacja IMŚ – Grand Prix Australii.

Grand Prix Australii – kursy na zwycięstwo i pojedynki
Jeszcze trzy tygodnie temu wszystko zapowiadało sukces Jasona Doyle’a, który miał kilka punktów przewagi nad Hancockiem i w perspektywie ostatnie zawody przed własną publicznością w Australii. Wydawało się więc, że wielka sensacja, jaką byłoby złoto dla „Kangura”, stanie się faktem. Już na początku Grand Prix Polski w Toruniu sprawy przybrały jednak inny bieg. Po kraksie spowodowanej przez Chrisa Harrisa Doyle musiał wycofać się z zawodów i dalszej rywalizacji w sezonie 2016! Beznadziejny Harris podarował tytuł mistrzowski Hancockowi na srebrnej tacy.

Po zawodach w Toruniu „Jankes” ma 19 punktów przewagi nad drugim w klasyfikacji generalnej Taiem Woffindenem. Brytyjski aktualny mistrz świata musiałby więc w Melbourne zdobyć komplet 21 punktów, licząc że Hancock jakimś cudem nie zdobędzie trzech! Scenariusz z pogranicza fantastyki. Praktycznie pewny jest, że 46-latek z USA sięgnie po swój czwarty złoty medal żużlowych mistrzostw świata. Powoli adekwatnym staje się pytanie, że Hancock będzie w stanie z dobrym skutkiem rywalizować w Grand Prix do „pięćdziesiątki”. Na razie Amerykanin nie zdradza chęci zakończenia kariery.

Cykl Grand Prix dopiero po raz szósty wyjedzie poza Europę, szósty raz na kontynent australijski. Trzykrotnie na Antypodach triumfował nie kto inny jak Hancock. Być może tytuł mistrzowski przypieczętuje on w sobotę także triumfem w ostatniej z eliminacji. Kurs na sukces weterana żużlowych torów wynosi 4.50.

Znacznie ciekawsza będzie rywalizacja o pozostałe miejsca na podium cyklu. Na drugim miejscu znajduje się Doyle, ale on swojego dorobku już nie poprawi i musi liczyć na to, że rywale zza jego pleców nie zaliczą udanych zawodów w Melbourne. Trzeci Woffinden traci do Doyle’a 8 „oczek”, a czwarty Bartosz Zmarzlik 10. W grze jest także Chris Holder, który przed własną publicznością może być bardzo groźny – do Doyle’a traci on 14 punktów, ale już do Zmarzlika tylko cztery, a do „Tajskiego” sześć. Wszystko jest tu więc możliwe, zwłaszcza że w maksymalnym wariancie w Grand Prix można pokusić się o zdobycie 21 punktów. Holder zwycięzcą Grand Prix Australii? U nas kurs 6.50.

Ściskając kciuki za Zmarzlika, który w debiutanckim sezonie w Grand Prix może pokusić się o medal, nie zapominamy także o dwóch pozostałych Polakach w cyklu. Maciej Janowski i Piotr Pawlicki obecnie są na miejscach 6. i 7., które gwarantują utrzymanie w Grand Prix na sezon 2017. Poza ósemką jest jednak trzech poważnych rywali, którzy także nie chcą rozstawać się z cyklem – to Antonio Lindbaeck, Matej Zagar i Niels Kristian Iversen. Każdy punkt w sobotnich zawodach może okazać się na wagę złota, czyli w tym wypadku na wagę utrzymania w elicie światowego speedwaya. Awans do tej elity z Grand Prix Challenge uzyskał już Patryk Dudek, więc jest spora szansa na kolejny sezon z czterema Polakami na pokładzie. W takim wariancie trudno zaś liczyć na stałą „dziką kartę” od organizatorów dla Jarosława Hampela, który stracił pół sezonu 2015 i praktycznie cały 2016 z powodu złamania nogi. BSI raczej nie dopuści do sytuacji kiedy co trzeci stały uczestnik cyklu będzie Polakiem.

To jednak rozważania na dalsze tygodnie. W sobotę najważniejsza będzie rywalizacja na Antypodach o zwycięstwo w Grand Prix Australii i konkretne cele w klasyfikacji generalnej. Kolejny żużlowy sezon dobiega końca, ale ten finisz poza Europą zapowiada się naprawdę znakomicie. Początek zawodów o 10.00 czasu polskiego. Lepsze niż kawa!