Po szerokiej, po złoto!


W sobotni wieczór w Manchesterze Polska może odzyskać złoty medal Drużynowego Pucharu Świata na żużlu. Biało-czerwoni są faworytami zawodów, które odbędą się w Anglii. Szyki spróbują im pokrzyżować Szwedzi, Australijczycy i gospodarze. Zabraknie złotych medalistów sprzed dwóch lat i srebrnych sprzed roku – Duńczyków. Przepadli w piątkowym barażu.

Finał Drużynowego Pucharu Świata – sprawdź kursy
Polacy są najbardziej utytułowanym zespołem w historii tej imprezy. Sześciokrotnie sięgaliśmy po złoty medal i w ostatnich latach niemal z urzędu jesteśmy faworytem do kolejnego triumfu. W latach 2014 i 2015 musieliśmy jednak przełknąć gorzką pigułkę. Przed dwoma laty było to srebro za plecami Danii, a rok temu ledwie brąz, za plecami Szwecji i Danii. Odejście Tomasza Golloba okazało się bolesne, a jego naturalny następca w osobie Jarosława Hampela na razie nie potrafi pociągnąć drużyny do sukcesów. Zresztą rok temu wypadł z walki z powodu kontuzji, której nie zaleczył do dziś. W związku z tym skład kadry budowany jest na innych zawodnikach. W półfinale w Vojens Marek Cieślak desygnował do boju Macieja Janowskiego, Piotra Pawlickiego, Patryka Dudka i Bartosza Zmarzlika. Ten pierwszy, będący kapitanem drużyny, zapunktował najsłabiej, w związku z czym Cieślak na finał dokonał zmiany. Za „Magica” pojedzie Krzysztof Kasprzak, a opaskę kapitańską drużyny przejmie Pawlicki.

Kluczem do zwycięstwa w Manchesterze powinna być właśnie równa forma wszystkich zawodników, którzy powinni punktować w każdym wyścigu na poziomie 2 lub 3 punktów, w najgorszym razie przyjeżdżając na trzeciej pozycji. „Dziury” w składzie zawsze są gwoździem do trumny w zawodach Speedway World Cup. Boleśnie przekonali się o tym Duńczycy, którzy jadąc bez Nickiego Pedersena nie zdołali najpierw wygrać półfinału, gdzie lepsi okazali się Polacy, a następnie przegrali baraż, ulegając minimalnie Australii. „Kangury” na angielskim torze w Manchesterze czuły się w piątek jak u siebie w domu, ale w składzie Chris Holder, Sam Masters, Max Fricke, Jason Doyle trudno uznać ich za faworytów. Kurs na triumf „Aussies” wynosi 5.00.

Najgroźniejszym rywalem dla Polaków powinni być obrońcy tytułu sprzed roku – Szwedzi. We wtorek dość pewnie zwyciężyli w swoim półfinale. Antonio Lindbaeck, Fredrik Lindgren, Andreas Jonsson i Peter Ljung to bardzo mocne zestawienie żużlowców – podobnie jak w składzie Polski trudno szukać tu potencjalnych „dziur”. W półfinale żaden ze szwedzkich jeźdźców nie przywiózł innego dorobku niż 3 lub 2 punkty, poza jednym wypadkiem, kiedy to wykluczony już na starcie został Lindgren. Można się zatem spodziewać dobrego występu „Trzech Koron”. Czy jednak na miarę obrony tytułu mistrzów świata? Kurs wynosi 3.50.

Stawkę finalistów uzupełniają gospodarze. To „nowa świecka tradycja” w Drużynowym Pucharze Świata – od kilku lat kraj organizujący baraż i finał ma z miejsca zapewniony udział w finałowej imprezie i walce o medale. Spotyka się to ze sporą krytyką w żużlowym środowisku, bowiem doszło już do absurdu, w którym miejsce w finale otrzymali Czesi – reprezentacja, dla której sam udział w półfinale stanowi już sukces. Anglicy to jednak dość solidna ekipa, z indywidualnym mistrzem świata na czele. Tai Woffinden, bo o nim mowa, powinien wespół z Chrisem Harrisem pociągnąć Brytyjczyków do niezłego występu. Swoje punkty dorzucić powinien także Craig Cook, który na co dzień reprezentuje barwy miejscowego Belle Vue Aces. W przypadku Wielkiej Brytanii sukcesem będzie jednak sam medal. Kurs na złoto to aż 9.00.