Zmarzlik wraca do gry?


W sobotę na stadionie im. Edwarda Jancarza odbędzie się już ósma eliminacja tegorocznego cyklu Grand Prix. Jeśli Gorzów Wielkopolski to faworyt może być tylko jeden – Bartosz Zmarzlik. Brązowy medalista sezonu 2016 powoli rozkręca się także w bieżącym cyklu i wcale nie stoi na straconej pozycji w walce o podium tegorocznych zmagań. Na dziś trudno nawet wykluczyć wariant hiperoptymistyczny – trzech Polaków w czołowej trójce Indywidualnych Mistrzostw Świata.

Grand Prix Polski w Gorzowie – sprawdź kursy
Skąd tak daleko posunięte scenariusze? Wystarczy spojrzeć na klasyfikację generalną Grand Prix. Otwiera ją nazwisko Macieja Janowskiego, za nim plasuje się Jason Doyle, a za Australijczykiem jest Patryk Dudek. Zmarzlik traci do podium 10 punktów, ale w ostatniej części sezonu jest wyraźnie w znakomitej formie i odrabia straty poniesione w pierwszych eliminacjach. Biorąc pod uwagę fakt, że większość ekspertów właśnie Zmarzlika widziało na końcowym podium SGP 2017, można spodziewać się, że 22-latek nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Okazja by odrobić kolejne punkty straty jest przed nim idealna. Gorzowski tor zna jak własną kieszeń – wygrywał tu w Grand Prix 2014, startując z „dziką kartą”. Przed rokiem wygrał tu jednak ktoś inny – Doyle. W ogóle „Jancarz” jak nazywają obiekt w Gorzowie fani speedway’a ma to do siebie, że od kiedy gości światową elitę „czarnego sportu”, co roku zwycięzca jest inny. Poza Zmarzlikiem i Doylem byli to Matej Zagar, Martin Vaculik, Jarosław Hampel czy Greg Hancock. Nie zmienia to jednak faktu, że Zmarzlik to niemal etatowy finalista zawodów w Gorzowie Wielkopolskim, a pierwszy raz wdarł się na podium mając zaledwie 17 lat! Dla Gorzowa staje się on kimś takim, jak Tomasz Gollob dla Bydgoszczy. Faworyt sobotniego ścigania jest więc oczywisty – kurs na Zmarzlika to 3.35.

Pozostali Polacy startujący w sobotę także mają swoje miłe wspomnienia związane z Gorzowem Wielkopolskim i w zasadzie po każdym z biało-czerwonych możemy w tym dniu spodziewać się czegoś dobrego. Janowski i Dudek nie mogą tracić punktów, jeśli chcą walczyć o złoty medal, Piotr Pawlicki potrzebuje dobrych występów, by utrzymać się w cyklu. Z kolei jadący z „dziką kartą” Krzysztof Kasprzak będzie chciał przypomnieć się szerszej żużlowej publiczności. „Kasper” w 2014 roku został wicemistrzem świata, ale już rok później z hukiem wyleciał ze światowej elity zajmując 15. miejsce w cyklu i zdobywając zaledwie 45 punktów (dla porównania rok wcześniej zdobył ich 132). Kasprzak gorzowski tor także zna doskonale z ligowych występów w barwach Stali i w przypadku triumfu tego żużlowca zgarniamy kurs 17.00.

Po rywalizacji w Gorzowie Wielkopolskim, karuzela Speedway Grand Prix zahaczy jeszcze o cztery lokalizacje – niemiecki Teterow, Szktokholm, Toruń i wreszcie Melbourne. Do zdobycia zatem całkiem sporo punktów, ale na tym etapie każda strata jest już odczuwalna i wkrótce może okazać się niepowetowana. Polscy kibice liczą na historyczny, fenomenalny sezon biało-czerwonego żużla. Sukcesy drużyny (DPŚ, World Games), wyczyny juniorów i wreszcie ewentualne polskie podium w rywalizacji o Indywidualne Mistrzostwo Świata. To rozbudza wyobraźnie i apetyty. I zapewne polska publiczność w Gorzowie poniesie w sobotę pięciu polskich orłów do wysokich lotów od pierwszego startu.