Curry czy James? Finały NBA czas zacząć!


Na pokładzie mistrzowskiej łajby sezonu 2014/15 NBA zostały już tylko dwie załogi, dowodzone przez niezwykłych kapitanów. To Golden State Warriors ze znakomitym Stephenem Currym i Cleveland Cavaliers z fenomenalnym LeBronem Jamesem. W nocy z czwartku na piątek startują finały!

Golden Stare Warriors 1.44, Cleveland Cavaliers 3.10 – piątek, godz. 3:05
„Wojownicy wracają do finałów NBA po… 40 latach! W sezonie 1975 zespół z Oakland pokonał 4:0 Washinngton Bullets i sięgnął po mistrzostwo. „Kawalerzyści” w najważniejszej rywalizacji sezonu znaleźli się po znacznie krótszej przerwie. W sezonie 2006/07 Cavs przegrali jednak z San Antonio Spurs, nie wygrywając ani jednego meczu. Powrót LeBrona Jamesa do Cleveland pozwolił zespołowi na nowo złapać oddech i myśleć o najwyższych celach. Nic w tym dziwnego – dla „króla koszykówki” to piąte z rzędu finały NBA. Niektórzy twierdzą, że przepis na awans do elity najlepszej koszykarskiej ligi świata to sprowadzenie LeBrona Jamesa, który nawet w towarzystwie emerytów, rencistów i dzieci z przedszkola zdołałby uzyskać awans do ostatniej pary sezonu.

Finały NBA oglądaj w Unibet TV

Tegoroczne finały w konferencjach były wyjątkowo krótkie. Wszyscy ci, którzy pamiętali emocje z sezonu 2013/14 mogli poczuć się lekko zawiedzeni. Cavaliers gładko przejechali się po Atlanta Hawks, nie przegrywając ani razu. Niewiele większe kłopoty mieli Golden State Warriors, którzy raptem raz dali się pokonać Houston Rockets. Finaliści zaoszczędzili więc sporo sił na najważniejsze konfrontacje sezonu i wydaje się, że powinno to zadziałać z korzyścią dla widowisk, a co za tym idzie – dla kibiców NBA.

Faworytem pierwszego meczu są gospodarze. Golden State Warriors mają atut własnego boiska w przypadku rywalizacji do siedmiu spotkań, a wynika to z faktu, że „Wojownicy” byli wyżej notowani po fazie zasadniczej, którą notabene wygrali. Cavs w playoffach pokazali jednak, że radzą sobie równie dobrze we własnej, jak i obcych halach. Ekipa z Cleveland przegrała raptem 2 z 14 meczów w drodze do finału. GSW nie są wiele gorsi – zaliczyli 3 porażki w 15 spotkaniach.

Zapowiedź finałów ze strony głównej

Nie tylko przez wzgląd na ewentualny atut własnego parkietu, ale także z powodu mocniejszej na papierze kadry, faworytem walki o mistrzostwo NBA są koszykarze z Oakland. Cleveland muszą radzić sobie bez Kevina Love. Do tej pory nie odbijało się to na jakości gry „Kawalerzystów”, ale w finale, gdy po drugiej stronie staną Klay Thompson, Andrew Bogut czy przede wszystkim Stephen Curry, brak takiego asa może okazać się bardzo bolesny. Wielka klasa LeBrona może okazać się zbyt małym atutem, podobnie jak to miało miejsce w zeszłorocznych finałach. Wówczas w barwach Miami Heat James nie był w stanie sprostać sile San Antonio Spurs.

Wspaniały Curry, który został wybrany MVP fazy zasadniczej sezonu, ma chrapkę na ten sam tytuł w finałach. Artysta rzutów z dystansu, który trafia „trójki” jak maszyna, jest faworytem do tego lauru – 1.47. W przypadku króla LeBrona kurs ten wynosi 3.00. Walka tych dwóch liderów może przypominać nieco rywalizację Messiego z Ronaldo w piłce nożnej. Dwaj wybitni prowadzą swoje drużyny do sukcesów i blasku złota. Uda się tylko jednemu.