Czas zarwanych nocek


NBA ma w Polsce mnóstwo fanów, którzy dla obejrzenia najlepszej koszykówki są poświęcić parę godzin swojego snu. Właśnie rozpoczyna się nowy sezon koszykarskiej uczty. Za oceanem najlepsze drużyny po raz 71. rywalizować będą o mistrzowski pierścień. Tytułu bronią Cleveland Cavaliers, ale głównymi faworytami są wicemistrzowie, Golden State Warriors.

NBA – oferta kursowa
„Wojownicy” to murowani pewniacy do zgarnięcia głównego lauru rozpoczynającego się sezonu NBA. W zeszłym sezonie GSW byli bliscy obrony tytułu. Najpierw dominowali w sezonie zasadniczym, bijąc rekord zwycięstw (73) należący do słynnej drużyny Chicago Bulls, a potem prowadzili w finałowej rozgrywce z Cavs 3:1! Mimo to „Kawalerzyści” odrobili straty i w decydującym meczu na wyjeździe pokonali Warriors i sięgnęli po tytuł. Trzecie mistrzostwo LeBrona Jamesa stało się faktem, a GSW nie udała się sztuka obrony tytułu mistrzowskiego.

Teraz team z Oakland wraca na parkiety teoretycznie jeszcze silniejszy. Warriors byli bowiem bohaterami najgłośniejszego ruchu transferowego w przerwie międzysezonowej. Do ich drużyny trafił czołowy strzelec ligi, jej czterokrotny król strzelców oraz były MVP, Kevin Durant. Teraz wraz z Stephenem Curry (MVP poprzednich dwóch sezonów), Klay’em Thompsonem i Draymondem Greenem mają stworzyć drużynę nie do pokonania, absolutną maszynę do wygrywania. Już dawno przedsezonowy kurs na mistrzowski tytuł dla jednej z ekip nie był tak niski. Wynosi 1.75.

Eksperci są zdania, że sezon 2016/17 przyniesie większą dywersyfikację punktów i dokonań w zespole GSW, przez co szanse Curry’ego, który momentami na parkiecie wyprawiał rzeczy niesamowite, na kolejny tytuł MVP są mniejsze. W NBA nie brakuje zespołów, w których gra toczyć się będzie dookoła jednej gwiazdy, a pozostali będą w cieniu. W GSW punkty, asysty czy zbiórki będą rozkładać się znacznie równiej. No chyba, że potwierdzą się słowa Marcina Gortata, który przed sezonem, będąc pod wrażeniem siły składu Warriors, powiedział, że ten zespól będzie zdobywał po 200 pkt. na mecz. Tak czy inaczej wśród faworytów do tytułu MVP należy wymienić Curry’ego, Jamesa, Duranta, ale też Russela Westbrooka z Oklahoma City Thunder – kurs 5.00.

Czy wobec tego jesteśmy skazani na trzeci z rzędu sezon z finałem Cavs vs GSW? To wielce prawdopodobne. Trudno sobie wyobrazić by w finale zabraknąć miało dream teamu z Oakland, ale równie trudno wyobrazić sobie decydującą rozgrywkę NBA bez LeBrona. Ostatni raz taki przypadek miał miejsce w 2010 roku! Potem James czterokrotnie z Miami Heat i dwukrotnie z Cleveland Cavaliers wchodził do finałów. Wygrał je „tylko” trzykrotnie i wciąż jest w pogoni za dokonaniami swojego idola – Michaela Jordana. Rok temu James poradził sobie z wielką presją i poprowadził „Kawalerzystów” do pierwszego tytułu w historii klubu, w dodatku odrabiając straty. Kolejne mistrzostwo dla Cavs wyceniamy na 4.00.

Przed bieżącym sezonem jeden z najwybitniejszych koszykarzy w historii wypalił: – Drużyny zmieniają graczy i trenerów, nie zmienia się tylko jedno - chcą mnie pokonać – te nieskromne słowa są jednak bardzo prawdziwe. W tym sezonie każdy jednak będzie chciał na równi pokonać mistrzów z Jamesem w składzie, ale i wicemistrzów, będących przecież głównymi pretendentami.

Co poza mistrzowską rozgrywką powinno przykuwać naszą uwagę? W lidze wciąż sporo do pokazania ma Marcin Gortat, który niezmiennie pozostaje czołową postacią Washington Wizards. W jakiej formie będzie nasz „Hammer”? Przekonamy się wkrótce, ale oglądanie NBA, w której Polak regularnie zdobywa double-double to dodatkowa przyjemność.

Warto podkreślić, że władze NBA nie odchodzą od pomysłu promocji swojego „produktu” poprzez mecze poza granicami USA czy Kanady. 12 stycznia NBA znów zagości w Londynie, a dwa inne mecze w tym miesiącu rozegrane zostaną w Meksyku. Jeśli jesteśmy już przy kalendarzu – w lutym (17-19) elita ligi pojawi się na All Star Weekend w Nowym Orleanie. Runda zasadnicza skończy się 12 kwietnia i niemal natychmiast rozpoczną się playoffy.