Hej, hej, tu NBA


Jeszcze tylko parę dni i każdy kibic basketu będzie mógł powtórzyć słynne powiedzonko Włodzimierza Szaranowicza „Hej, hej, tu NBA”. Najlepsza koszykarska liga świata wraca jak co roku targana swoimi problemami, z przewróconą hierarchią klubów.

Najważniejszym ruchem kadrowym po zakończeniu minionego sezonu był transfer powrotny LeBrona Jamesa. „Król” wrócił bowiem na stare śmieci do Cleveland Cavaliers, gdzie zaczynał podbój NBA. Tym razem z mistrzowskimi aspiracjami, których nie udało mu się ziścić kilka lat temu. 30-letni niski skrzydłowy ma szansę po raz 5. w karierze zostać MVP całych rozgrywek. Jeśli James zostanie najlepszym zawodnikiem ligi trafimy kurs 2.05.

Dużo lepszy skład „Kawalerzystów” stawia ich w roli faworyta do wygrania całych rozgrywek. LBJ otoczony jest klasowymi zawodnikami – Kyrie Irving, Kevin Love czy też doświadczony Shawn Marion, to nazwiska uznane na amerykańskim rynku. Kurs na mistrzostwo Cavs wynosi 4.00.

Kto może zagrozić zespołowi z Cleveland? Na Wschodzie akces do finału zgłaszają Chicago Bulls. W zespole „Byków” do pełnej sprawności powrócił już Derrick Rose, lecz jego zwyżkująca forma w meczach przedsezonowych nie zrobiła specjalnego wrażenia na ekspertach. 26-letni rozgrywający już raz był najlepszym zawodnikiem ligi. Tym razem kurs na tytuł MVP dla D-Rose’a wynosi aż 26.00.

Eksperci stawiają drużynę Toma Thibodeau jako nr 2 w Eastern Conference. Rose, wsparty Joakimem Noah i Pau Gasolem pod tablicami, będzie chciał udowodnić, że Bulls mogą wziąć na rogi wszystkich. Mistrzowskie pierścienie dla ekipy z Wietrznego miasta to kurs 8.50.

Na Zachodzie numerem 1 nadal pozostają San Antonio Spurs. Pięciokrotny mistrz NBA w porównaniu z rywalami nie jest zespołem jednej gwiazdy otoczonej solidnymi wyrobnikami. „Ostrogi” stanowią kolektyw, w którym każdy z zawodników jest ważnym ogniwem. W San Antonio nie brakuje wielkich nazwisk – jest Tim Duncan, jest Tony Parker, jest Manu Ginobili, czy eksplodujący talentem MVP ubiegłorocznych finałów Kawhi Leonard. Żaden z nich nie jest jednak graczem, wokół którego kręci się cała gra. Finał Cavaliers – Spurs? Czemu nie? U nas za 6.50.

Gdzie tkwi klucz do sukcesu Spurs, skoro drużyna nie ma jednego, konkretnego lidera na parkiecie? Teksańczycy najważniejszą osobę trzymają na ławce. Jest nią trener, Gregg Popovich. Pod jego wodzą od 1999 roku San Antonio rokrocznie melduje się w fazie play-off. Popovich sześć razy doprowadził drużynę do finału NBA, który wygrał 5-ciokrotnie. Trzykrotnie wybierany najlepszym trenerem ligi, jako jedyny czynnie pracujący szkoleniowiec może w tym sezonie po raz czwarty otrzymać nagrodę Trenera Roku NBA, czym ustanowiłby rekord. Kurs na to wydarzenie wynosi 3.50.

Co z resztą ligi? Jak zwykle wiele drużyn ma swoje cele i aspiracje. Miami Heat będą chcieli udowodnić, że istnieje życie po LeBronie. Eksperci mocno tonują ich nastroje. Kurs na mistrzostwo „Żaru” to 36.00, zaś powtórka ubiegłorocznego finału, czyli Miami – San Antonio wyceniana jest na 41.00.

Czerwcowy draft nie dostarczył wielu emocji. Z numerem 1 został wybrany Andrew Wiggins, ale Cleveland Cavaliers szybko użyli go jako karty przetargowej w pozyskaniu Kevina Love z Minnesota Timberwolves. Szansę Wigginsa na tytuł debiutanta roku to kurs 4.00. Wyżej cenione są notowania Jabari Parkera, który ma ciągnąć grę Milwaukee Bucks. „Kozły” wciąż nie mogą nawiązać do lat 70., kiedy święcili jedyne mistrzostwo w historii. Parker może pójść w ślady Kareema Abdul-Jabbara. Kurs na nagrodę Rookie of the Year dla niskiego skrzydłowego z Wisconsin wynosi 3.50.

Równe szanse na tytuł Obrońcy Roku w NBA mają Joakim Noah z Bulls i DeAndre Jordan z Los Angeles Clippers. Typując tytuł dla jednego z nich możemy pomnożyć swój wkład o 4.00.

Jednym z najlepiej punktujących zawodników NBA jest Kevin Durant. Silny skrzydłowy z Oklahoma City Thunder opuści jednak początek sezonu z powodu kontuzji. Jego powrót jest planowany na początek grudnia. Mimo to eksperci nadal upatrują Duranta jako zawodnika, który będzie miał najlepszą średnią punktów na mecz. Jeśli tak się stanie trafimy kurs 1.65.

Rekord strzelecki jednego zawodnika z ubiegłego sezonu wyniósł 62 punkty w jednym meczu. Taki wynik osiągnął Carmelo Anthony z New York Knicks w meczu przeciwko Charlotte Bobcats rozgrywanym w Madison Square Garden. Jeśli postawicie, że „Melo” popisze się w tym sezonie zdobyczą punktową powyżej 50 pomnożycie swój wkład o 2.30.

Nie wspomnieliśmy jeszcze o drużynie naszego rodzynka w NBA. Washington Wizards Marcina Gortata, pomimo urazu Bradleya Beal’a, typowani są jako pewniak do play-off. Aby uniknąć gry z mocniejszymi zespołami należy jednak wygrywać większą liczbę spotkań. W minionym sezonie Czarodzieje wygrali 44 mecze, co pozwoliło im zająć 5. miejsce w Konferencji Wschodniej. U nas możecie pokusić się o typ over/under 49,5 zwycięstw Wizards. Oba zdarzenia wyceniamy identycznie – 1.86. A to tylko część z naszej szerokiej oferty NBA.