NBA: Czy Marcin Gortat straci miejsce w piątce Phoenix?


Kiedy Marcin Gortat grał ze Steve'em Nashem Polak był jednym z najważniejszych zawodników drużyny. Był liderem drużyny pod względem punktów, zbiórek i bloków. W wakacje doszło jednak do sporych zmian w Phoenix. Zamiast Nasha rozgrywa lubiący indywidualne akcje Goran Dragić. Oprócz niego są też inni zawodnicy lubiący dużo rzucać. Gortat nie może się odnaleźć w nowej rzeczywistości i ostatnio nawet w mediach dał wyraz swojemu niezadowoleniu.

Phoenix Suns przegrali ostatnio trzy spotkania z rzędu. Ich pogromcami byli Chicago Bulls, Los Angeles Lakers i Miami Heat. Zespoły wyraźnie mocniejsze, ale nie tylko fakt porażek frustruje Gortata. Jest po prostu mało wykorzystywany w ataku. Zagrywki nie są pod niego ustawiane. Koledzy grają indywidualnie i przez to z Lakers Marcin zaliczył zaledwie 6 punktów i 8 zbiórek w 28 minut, a następnie z Heat 4 punkty i 6 zbiórek w 24 minuty.

Suns przegrali cztery z ostatnich pięciu meczów. Gortat zaczął sezon od kilkunastu punktów i ponad 10 zbiórek niemal w każdym spotkaniu. Teraz jednak jego skuteczność spadła (35%), a średnie z ostatnich pięciu meczów nie wyglądają dobrze - tylko 6,8 punktu i 8,2 zbiórki.

Gortat jest bardzo niezadowolony z obrotu sytuacji. Powiedział na łamach Przeglądu Sportowego, że nie może się dogadać na boisku z Dragicem i że nie mają zagrywek, w których można wykorzystać go w ataku. Obecny oraz przyszły sezon dla Polaka są bardzo ważne, bo w 2014 roku kończy mu się kontrakt. W tym sezonie zarobi niecałe 7,3 miliona dolarów, a w następnym 7,7 miliona dolarów. W 2014 roku jako 30-latek będzie chciał podpisać jak najwyższy kontrakt, który mógłby mu dać nawet 40 czy 50 milionów dolarów za kolejne cztery lub pięć lat gry. Nie uda mu się to jednak, jeśli jego statystyki wyraźnie spadną.

Trener Phoenix Suns odniósł się do wypowiedzi Gortata. - Nic się nie zmieni - powiedział Alvin Gentry. - Staramy się do niego dogrywać i będziemy próbowali to robić, tak często jak to możliwe. Bardzo byśmy chcieli dać mu piłkę pod koszem, aby zdobywał dla nas punkty, ale to nie jest jego najmocniejsza strona, naprawdę.

Co ciekawe Gentry zapowiedział też zmiany w pierwszej piątce Suns na środowy mecz z Portland Trail Blazers. Nie ujawnił, jakie to będą zmiany, ale z wyjściowego składu może wypaść nawet dwóch zawodników. Być może rzucający obrońca Shannon Brown, który mimo że gra 22 minuty jest trzecim strzelcem zespołu, zastąpi Jareda Dudleya? Możliwe, że z piątki wypadnie Luis Scola lub Michael Beasley, który oddaje bardzo dużo rzutów, rzadko trafia, a do tego słabo broni.

Gentry może też chcieć wrócić do koncepcji sprzed dwóch sezonów. Wtedy Robin Lopez wychodził w pierwszej piątce, grał krótko, a potem na boisku dominował Marcin Gortat. Może teraz szkoleniowiec Suns uznać, że lepiej, aby mecze zaczynał doświadczony Jermaine O'Neal? Może to być jednak oznaka konfliktu w drużynie na linii Gortat - Gentry.

Zamieszanie wokół wypowiedzi Gortata, trzy porażki z rzędu i zapowiedzi o zmianach w wyjściowym składzie nie pomagają Phoenix. W środową noc grają we własnej hali, ale podejmują Portland Trail Blazers, którzy są na fali wznoszącej.

Po czterech porażkach z rzędu Blazers wygrali trzy spotkania z Kings, Rockets i Bulls. Znakomicie grają LaMarcus Aldridge, Nicolas Batum i debiutant Damian Lillard. To właśnie pojedynek Dragić - Lillard może wzbudzić największe emocje. Rozgrywający Portland ma zaledwie 22 lata, a od pierwszego spotkania w NBA zachowuje zimną krew i popisuje się świetnymi zagraniami. Ostatnio z Rockets zdobył 27 punktów trafiając bardzo ważne rzuty w decydujących momentach.

Phoenix Suns są gospodarzami i faworytami tego spotkania (początek meczu o 3:00 w nocy czasu polskiego). Kurs na Słońca wynosi 1,78. Ich słabsza postawa, zamieszanie w drużynie oraz dobra ostatnio dyspozycja Blazers skłaniają jednak do zastanowienia się czy nie postawić na gości?

Nasz typ: Portland Trail Blazers 2,06.

W nocy z środy na czwartek w NBA aż 14 meczów. W tym prawdziwe hity jak Boston Celtics - San Antonio Spurs czy Oklahoma City Thunder - Los Angeles Clippers.