NBA: Dwie wielkie rywalizacje


Dwa spotkania, które powinni wstrząsnąć NBA. Najpierw Chicago Bulls na własnym parkiecie zmierzą się z Brooklyn Nets, którzy uratowali się w meczu numer pięć i na własnym parkiecie pokonali Byki, dla których nie mógł zagrać rozgrywający – Kirk Hinrich. Nie wiadomo, czy lider Byków wystąpi w starciu numer sześć w United Center. Lewa łydka nie daje mu spokoju i w gruncie rzeczy przerwa zawodnika może potrwać znacznie dłużej.

To oznacza, że na wyżyny swoich możliwości będzie musiał się wspiąć Nate Robinson. To właśnie bohater meczu numer 4 musi być filarem ofensywnym Chicago Bulls. Ekipa z Wietrznego Miasta już w kolejnym meczu może dostać się do drugiej rundy fazy rozgrywek posezonowych. Stan rywalizacji wynosi 3-2. Jeżeli Byki nie wygrają tego spotkania, staną w bardzo trudnym położeniu, bowiem powrót na Brooklyn i gra w siódmym meczu o awans, będzie niezwykle trudna.

Po meczu numer pięć seria stała się z pewnością jeszcze bardziej interesująca. Już teraz według ekspertów jest najlepszym pojedynkiem w pierwszej rundzie fazy rozgrywek posezonowych. Spotkanie w United Center może dodać mu pikanterii bądź zakończyć ten horror zarówno dla fanów ekipy z Chicago, jak i kibiców Nets, którzy dzielne wspierali drużynę w Barclays Center.

Nie wiadomo, czy dla ekipy z Brooklynu zagra rzucający obrońca – Joe Johnson. Zawodnik ma ogromne problemy z rozcięgnem podeszwowym w lewej stopie. - Kiedy zbiorę piłkę, nie bardzo potrafię z nią ruszyć. Są także problemy z pick-and-rollami. Jestem wiec ograniczony do rzucania, bo nie jestem w stanie za wiele zrobić - przyznał w rozmowie przed meczem numer 6 pierwszej rundy play-offów.

Joe w poprzednim starciu trafił kilka ważnych rzutów, które ostatecznie pozwoliły Nets uciec od Bulls i odnieść łatwe zwycięstwo. Goście zostali w tym meczu zdemolowani w czwartej kwarcie. Wyraźnie było widać absencję Kirka Hinricha. Zawodnik świetnie bronił Derona Williamsa na obwodzie, jego nieobecność pozostawiła defensywę Toma Thibodeau w niezwykle trudnym położeniu. Mniejszy o D-Willa – Nate Robinson, nie potrafił go zatrzymać.

Przed Bulls bardzo trudne wyzwanie. Jeżeli pozwolą Nets na kolejny ofensywny spektakl, to mogą mieć ogromne problemy, bowiem nie radzą sobie najlepiej po atakowanej stronie parkietu. Kluczowa będzie postawa Carlos Boozera. Silny skrzydłowy był do tej pory najrówniej grającym zawodnikiem Bulls, ale w ostatnim meczu był niewykorzystywany w dostateczny sposób.

Mecz Chicago Bulls – Brooklyn Nets odbędzie się w nocy z czwartku na piątek o godzinie 2:00

Nasz typ: Chicago Bulls, 1,80. Kurs na Nets wynosi 2,04.

Zaraz po tym meczu, swoje szóste starcie rozpoczną Golden State Warriors i Denver Nuggets. Po zakończeniu starcia numer pięć, które Bryłki wygrały w Pepsi Center – rywalizacja przenosi się do Oracle Arena, gdzie Wojownicy mogą liczyć na wsparcie swoich fanów.

Będzie ono im niezwykle potrzebne, bo Nuggets potraktują szósty mecz serii jakby walczyli o swoje życie. Udało się im za pierwszym razem, czemu teraz mieliby zawieść? Jednym z powodów są właśnie fani z Oakland, którzy tworzą jedną z największych i najlepszych baz fanów w NBA.

Warriors prowadzą 3-2 i potrzebują tylko jednego zwycięstwa, aby przejść do drugiej rundy. Tam zmierzą się z San Antonio Spurs, którzy w czterech meczach pokonali Los Angeles Lakers.

Stephen Curry ma coś do udowodnienia. Po dość słabej postawie w poprzednim starciu, rozgrywający musi się wspiąć na wyżyny swoich możliwości i –jeśli taka zajdzie potrzeba – poprowadzić Warriors do zwycięstwa samodzielnie.

Nasz typ: Golden State Warriors, 1,86. Kurs na Nuggets wynosi 1,96.