NBA: Kolejna szansa Phoenix Suns


Bardzo trudne czasy dla ekipy z Arizony. Zespół Marcina Gortata przegrywa kolejne mecze, a przeciwnicy są coraz trudniejsi do pokonania. Kolejnej nocy Słońcom przyjdzie zmierzyć się z Chicago Bulls. Byki grają bez swojego lidera Derricka Rose’a, który ma powrócić po weekendzie gwiazd. Mimo braku MVP sezonu 2010/2011, zespół z Wietrznego Miasta spisuje się w tym sezonie naprawdę dobrze. Poprzedniej nocy ograli New York Knicks w Madison Square Garden drugi raz z rzędu. 

Phoenix Suns z kolei grali przeciwko Brooklyn Nets na wyjeździe i po bardzo słabej drugiej połowie przegrali 99:79. Dla Suns była to 17 porażka na wyjeździe w tym sezonie. Tylko 2-krotnie wygrywali poza US Airways Center. Jednak Chicago Bulls nie radzą sobie na własnym parkiecie tak, jak oczekiwaliby tego fani przychodzący na mecz do United Center. Po 19 meczach u siebie, Byki mają bilans 10-9. Ostatni mecz przegrali przeciwko Milwaukee Bucks. 

Słońca na wyjeździe przegrały 12 razy z rzędu. Seria, którą bez wątpienia chcą jak najszybciej przerwać. Drużyna Toma Thibodeau nie będzie w tym wypadku wymarzonym rywalem dla Suns. W starciu z Knicks, Byki przez 44 minuty dominowały nad rywalem utrzymując 20-punktową przewagę. Dopiero w końcówce gospodarze zrobili pościg, dzięki któremu na minutę przed końcem zeszli do 7 punktów, co uczyniło to spotkanie jeszcze bardziej interesującym. W ostatecznym rozrachunku dzięki trafionym rzutom osobistym w końcówce Bulls, goście obronili przewagę i odnieśli 20 zwycięstwo w sezonie. 

Z bilansem 20-14 ekipa z Chicago walczy z czołówką konferencji wschodniej. Jest tam naprawdę bardzo ciasno, co zapowiada ciekawą walkę o fazę rozgrywek posezonowych. Suns po porażce z Nets mają bilans 12-26. W trzech z ostatnich czterech spotkań Słońca rzucały poniżej 40% z gry. W zespole zabrakło konkretnego lidera, który byłby w stanie pociągnąć Suns na swoich barkach w kluczowych momentach spotkania. 

Stara się to robić Jared Dudley, lecz nigdy nie był uważany za gracza, który jest w stanie przejąć rolę lidera. Marcin Gortat spisuje się dobrze, ale nie jest gwiazdą ligi do tego stopnia, aby móc samodzielnie decydować o wynikach swojego zespołu. 

Kolejnej nocy Polak zmierzy się z Joakimem Noah i prawdopodobnie Tajem Gibsonem. Będzie to dla środkowego z Phoenix jeszcze trudniejsze zadanie niż to, któremu stawił czoła na Brooklynie przeciwko Brookowi Lopezowi. Gortat zakończył ten mecz mając na koncie 9 punktów i 8 zbiórek, ale trafił tylko 4 ze swoich 11 rzutów z gry. 

Mecz Chicago BullsPhoenix Suns odbędzie się w nocy z soboty na niedzielę o 2:00.

Nasz typ: Chicago Bulls 1,20. Kurs na Suns wynosi 4,67.

Ciekawie zapowiada się również starcie Miami Heat z Sacramento Kings, zwłaszcza, że mistrzowie NBA z poprzedniego sezonu mają ostatnio spore problemy pod koszem. W drużynie z Sac-Town coraz lepiej spisuje się środkowy DeMarcus Cousins, który jeszcze kilka tygodni temu sprawiał zespołowi sporo problemów. Może jednak być kluczowym graczem w rotacji zespołu wykorzystując słabą ostatnio postawę Heat pod koszem. 

Nad Sacramento jednak zebrały się ostatnio czarne chmury. Według pogłosek zespół jest bliski sprzedaży grupie inwestorów z Seattle. To oznacza, że powróciłby do miasta, które NBA opuściło w 2008. Wówczas grali tam jeszcze SuperSonics, ale już w kolejnych rozgrywkach występowali pod banerem Oklahomy City Thunder.

Heat przegrali trzy mecze z rzędu. Mimo to utrzymali pierwsze miejsce na wschodzie, bo trzy mecze z rzędu przegrali również New York Knicks. To sprawiło, że konferencja wschodnia stała się niezwykle wyrównana i liczyć się będzie każde zwycięstwo. 

Kings nie grają świetnej koszykówki, ale potrafią zaskoczyć rywala. Z bilansem 13-23 zajmują 13 miejsce na zachodzie. W ostatnim starciu przeciwko Dallas Mavericks zaprezentowali się naprawdę dobrze, ale w końcówce stracili Cousinsa, który został usunięty z parkietu i przegrali z Mavericks po dogrywce. DeMarcus może być kluczowym graczem w potyczce z Heat.