NBA: Lakers bez Kobego Bryanta


Gwiazda Jeziorowców doznała urazu w meczu z Atlantą Hawks i przez jakiś czas nie wyjdzie na parkiety NBA. Co to oznacza dla Los Angeles Lakers? Jeszcze trudniejszą walką o awans do fazy rozgrywek posezonowych. Mimo wszystko w Mieście Aniołów pozostają dobrej myśli. Aktualnie drużyna zajmuje ósme miejsce w zachodniej konferencji. Tuż za nimi są Utah Jazz, którym pozycja ta została odebrana, liczyć się mogą także Mavericks.

Jednak to Jazzmanów Lakers obawiają się najbardziej. Ich kolejnym rywalem będzie druga najlepsza ekipa wschodniej konferencji – Indiana Pacers. Eksperci nie mają wątpliwości, że to właśnie drużyna Franka Vogela będzie faworytem tej batalii.

Pacers z ostatnich 10 spotkań wygrali 7 i mimo, że w składzie nadal brakuje strzelca Danny’ego Grangera, świetnie sobie radząc, wykorzystując przełomowy sezon Paula George’a oraz jednego z czołowych silnych skrzydłowych w NBA – Davida Westa. Po zakończeniu sezonu 2012/2013, West trafi na rynek wolnych agentów jako niezastrzeżony wolny gracz. Rzekomo kilka ekip już ostrzy sobie na niego zęby i zapowiada walkę rożnymi metodami.

Lakers również z ostatnich 10 spotkań wygrali 7, ale głównie za sprawą świetnej formy Kobego Bryanta. Lider Jeziorowców prowadził swój zespół do kolejnych zwycięstw, przejmując mecze w ostatnich kwartach. To samo miał zrobić w starciu z Atlantą Hawks. Przy stanie 94:92 poprowadził indywidualną akcję i nie trafił z półdystansu. Co gorsza – spadając skręcił poważnie kostkę. W zespole nie wiedzą, kiedy dokładnie Black Mamba powróci na parkiet.

Dla Jeziorowców to mocne osłabienie. Mimo to w zespole nadal są Steve Nash oraz Dwight Howard, czyli dwójka, która niejednokrotnie samodzielnie prowadziła swoje zespoły do zwycięstwa. W tym sezonie nie potrafią się dogadać, ale ostatnio poprawiła się komunikacja w całym zespole. Zatem lepsza współpraca rozgrywającego z centrem jest tylko kwestia czasu.

W meczu przeciwko Orlando Magic Dwight Howard zaprezentował cały wachlarz swoich możliwości notując aż 39 punktów i 16 zbiórek.  W rywalizacji z Pacers, Jeziorowcy liczą na jego pojedynek z Roy’em Hibbertem, który uchodzi za jednego z najlepszych obrońców w lidze. Będzie to zatem bardzo ciekawy pojedynek.

Mecz Indiana Pacers – Los Angeles Lakers odbędzie się w nocy z piątku na sobotę o północy.

Nasz typ: Indiana Pacers, 1,19. Kurs na Lakers wynosi 4,85.

Bardzo ciekawie zapowiada się także starcie Miami Heat z Milwaukee Bucks. Ekipa z Wisconsin kiedyś przerwała serię 33 zwycięstw z rzędu Los Angeles Lakers. Było to dokładnie w sezonie 1971/1972. Ci, którzy nie sympatyzują z mistrzami z poprzedniego sezonu, liczą na to, że Bucks dokonają kolejnej nocy podobnej rzeczy i przerwą serię zwycięstw LeBrona Jamesa i spółki.

Ta bowiem trwa już od 20 spotkań. Ostatni raz taką serię zaliczyli Houston Rockets w sezonie 2007/2008, gdy z Tracym McGradym i Yao Mingem w składzie wygrali 22 spotkania z rzędu. Wówczas członkiem tej drużyny był Shane Battier, grający obecnie dla Miami Heat.

LeBron James oraz Dwyane Wade cały czas powtarzają, że nie chodzi o serię zwycięstw, lecz o wygrane, które przybliżą ekipę Żaru do drugiego z rzędu zwycięstwa. W ostatnim meczu Heat wygrali z Philadelphią 76ers, ale musieli się sporo napocić, bo ostatecznie zwycięstwo odnieśli zaledwie 4 punktami.

Milwaukee Bucks z ostatnich 10 spotkań wygrali 6 i zawsze mogą sprawić niespodziankę. Duet Brandon Jennings i Monta Ellis jest nieprzewidywalny. Pozatym pod koszem Bucks mają Larry’ego Sandersa – jednego z najlepszych blokujących NBA.

Nasz typ: Miami Heat, 1,41. Kurs na Bucks wynosi 2,95.