NBA: Mecz numer pięć w Miami


Pacers udało się doprowadzić do remisu choć wiele osób skazywało ekipę z Inidany na porażkę. Dla ekipy z Florydy była to naprawdę gorzka pigułka do połknięcia. Po meczu numer trzy, gdy LeBron James zdominował swojego rywala – Paula George’a, trener Frank Vogel wprowadził kilka zmian, które miały ograniczyć możliwości lidera Miami Heat.

Podczas ostatniego starcia między zespołami, James z sześciu posiadań tyłem do kosza, nie wykorzystał ani jednego, co świadczy o ogromnej pracy wykonanej przez graczy Franka Vogela. Już przed serią było wiadomo, że jeżeli ekipie z Indiany uda się w choć małym stopniu wyłączyć Jamesa z gry, to będą mieli przepustkę do pokonania mistrzów NBA z poprzedniego sezonu i tym samym do gry w Finale NBA, gdzie już czekają San Antonio Spurs.

Erik Spoelstra – trener Miami Heat raz jeszcze musi przypomnieć swoim podopiecznym, że play-offy nie będą taką sielanką jak sezon regularny, gdy ekipa z Florydy wygrywała mecz za meczem. Jeżeli Heat przegrają mecz numer pięć, mocno zaciśnie im się pętla na szyi, bowiem kolejny pojedynek będzie miał miejsce w Indianapolis, a tam Pacers mogą być dodatkowo zmotywowani, grając przed własną publicznością.

- W naszej szatni jest mnóstwo profesjonalistów i graczy lubiących rywalizację – mówi Spoelstra. – Biorą to wszystko naprawdę na poważnie. Gramy przeciwko trudnemu rywalowi i jeżeli go zlekceważymy, to nas pokona. Z drugiej strony jeżeli pokażemy, jakim jesteśmy zespołem, to my pokonamy ich. O to właśnie w tym wszystkim chodzi – musimy być przygotowani na mecz numer pięć – dodaje trener, który rok temu poprowadził tę ekipę do mistrzostwa.

Po dwóch spotkaniach w Indianie zrodziła się dyskusja na temat wymuszania fauli oraz nieczystej gry pomiędzy obiema ekipami. Od tego sezonu liga zaczęła karać zawodników, którzy symulowali. Za pierwsze tego typu przewinienie gracze NBA płacą 5,000 dolarów. Za każde kolejne o kolejne 5,000 dolarów więcej. Ten system sprawdził się podczas sezonu regularnego, ale w play-offach znów oglądamy jego eskalację, co nie podoba się fanom.

Nie takiego widowiska oczekujemy po finale konferencji, więc kolejne starcie ma reprezentować już znacznie wyższy poziom pod tym względem. Kto je wygra? Więcej szans daje się gospodarzom, czyli Heat, ale Pacers mogą sprawić niespodziankę.

Mecz Miami Heat – Indiana Pacers odbędzie się w nocy z czwartku na piątek o 2:30

Nasz typ: Miami Heat, 1,24. Kurs na Pacers wynosi 4,15.