NBA: Nets sprawdzą Bulls


W Chicago ostatnio dzieje się wiele niedobrych rzeczy. Poza grą są cały czas kontuzjowani Joakim Noah, Marco Belinelli oraz Richard Hamilton. Nie wiadomo, czy któryś z nich wróci na starcie z Brooklyn Nets w Barclays Center. Nets mieli walczyć z Bulls o czwarte miejsce na wschodzie, ale dla ekipy z Chicago ta walka może być bardzo nierówna.

Niemal na pewno w tym sezonie regularnym nie powróci do gry Derrick Rose. Rozgrywający Chicago Bulls dostał zielone światło od lekarzy, ale najwyraźniej nie czuje się jeszcze na siłach, aby grać na wysokim poziomie bez żadnych ograniczeń.

Rose wiele razy podkreślał, że musi odzyskać swobodę spadania na lewą nogę, czyli tą w której miał zerwane więzadło krzyżowe. Niemniej w zespole nie wykluczyli możliwości powrotu MVP rozgrywek 2010/2011 na tegoroczne play-offy. Ekipa z Chicago niedawno przypieczętowała swoje miejsce w PO, podobnie Brooklyn Nets.

Do końca sezonu regularnego pozostały niecałe trzy tygodnie, zatem walka pomiędzy Nets i Bulls może być jeszcze bardzo zacięta. Wszystko jednak zależy od tego, czy ekipie z Wietrznego Miasta uda się odzyskać kluczowych graczy.

W zespole z Brooklynu na parkiecie brakuje Joe Jonhsona, który ma problem z mięśniem udowym. Strzelec Nets opuścił już pięć spotkań, ale powinien być gotowy na fazę rozgrywek posezonowych. W międzyczasie świetnie spisuje się Deron Williams, który po bardzo słabej pierwszej połowie sezonu, teraz znów gra na niezwykle wysokim poziomie.

Nets mogą być na wschodzie czarnym koniem. W walce z takimi ekipami, jak Miami Heat i Indiana Pacers nie daje się im za wiele szans, ale to nadal zespół, który gra ze sobą dopiero pierwszy sezon. Jeżeli nadal będą rozwijać się w tak dobrym kierunku, to w kolejnych rozgrywkach z pewnością staną się poważnym zagrożeniem dla największych tej ligi.

Byki na wyjeździe mają bilans 19-17, co jest całkiem przyzwoitym osiągnięciem. Z kolei Nets na własnym parkiecie wygrali 22 spotkania, przegrywając 14. Prócz Noah, Belinelliego i Hamiltona, dla Bulls może nie zagrać także Taj Gibson, który doznał kontuzji kolana w przegranym przez Bulls meczu z Washington Wizards na wyjeździe.

Mecz Brooklyn Nets – Chicago Bulls odbędzie się o 1:00 w nocy z czwartku na piątek

Nasz typ: Brooklyn Nets, 1,52. Kurs na Bulls 2,57

Zaraz po meczu Nets przeciwko Bulls, na parkiet w Oklahomie wybiegną ekipy Thunder oraz Spurs. To starcie może być jeszcze ciekawsze niż wcześniejszy pojedynek. Otóż drużyny z Oklahomy oraz San Antonio walczą o pierwsze miejsce w konferencji zachodniej i ten pojedynek może być jednym z decydujących.

W tym momencie Oklahoma City Thunder ma bilans 54-20, z kolei San Antonio Spurs 56-21. Oba zespoły są zatem bardzo blisko siebie. Gracze Grzmotów przed tym meczem mieli aż cztery dni odpoczynku, co pewnie zadziała na ich korzyść. Jednak trener Gregg Popovich w poprzednim spotkaniu swojej drużyny pozwolił odpocząć niektórym graczom.

Takie praktyki na tym etapie sezonu są bardzo często spotykane. Zespoły, które będą walczyć w play-offach, pozwalają odpocząć kluczowym zawodnikom, aby Ci mogli przed fazą rozgrywek posezonowych podładować baterię.

W meczu na pewno nie zagra Manu Ginobili. Argentyńczyk ma problemy z mięśniem udowym i jego powrót może nastąpić dopiero w play-offach. To bez wątpienia mocne osłabienie ławki rezerwowych Ostróg.

Nasz typ: Oklahoma City Thunder, 1,28. Kurs na Spurs 3,75