NBA: Pobudka Marcina Gortata?


Polak w ostatnich meczach grał poniżej oczekiwań. W następnym starciu przyjdzie mu się zmierzyć ze swoim byłym kolegą zespołu – Dwightem Howardem, który rozgrywa jeden ze swoich najsłabszych sezonów w karierze. Z punktu widzenia słabszej postawy obu - rywalizacja powinna być interesująca. Nie tylko pomiędzy tą dwójką, samo starcie Phoenix Suns i Los Angeles Lakers może okazać się bardzo ciekawe.

Niemniej faworytem są bez wątpienia Jeziorowcy, którzy w ostatnim meczu zostali pokonani przez Miami Heat. Mimo to zaprezentowali dobrą grę, nie byli jednak w stanie zatrzymać LeBrona James. Słońca gracza takiego kalibru u siebie w zespole nie mają. Pierwszym strzelcem Suns miał być Michael Beasley, ale szybko się okazało, że nadal jest tym samym zawodnikiem, co w Miami i Minnesocie. Miał kilka przebłysków, nie jest jednak zawodnikiem, któremu można powierzyć losy zespołu.

Lakers przeciwko Suns zagrają na własnym parkiecie. Postarają się zrewanżować drużynie z Arizony za porażkę w Phoenix. Ekipa z Miasta Aniołów z bilansem 24-28 zajmuje 10 miejsce na zachodzie. Tymczasem Suns po ostatnich wygranych New Orleans Hornets, spadli na ostatnie miejsce i walka o playoffy skończyła się dla nich już kilka tygodni temu.

Teraz Słońca muszą skupić się na przebudowie. Przy tej okazji dużo mówi się o ewentualnym wytransferowaniu Marcina Gortata. Ostatnio pojawiły się pogłoski, iż Polak mógłby trafić do Utah Jazz za Ala Jeffersona. Wcześniej mówiono o wymianie z Atlantą Hawks za Josha Smitha. Jeżeli w Phoenix myślą o przewróceniu sytuacji do góry nogami, wytransferowanie środkowego będzie prawdopodobnie nieuniknione.

Lakers meczem z Heat zakończyli serię siedmiu spotkań na wyjeździe, podczas której zaprezentowali dużo dobrej koszykówki. Nad zespołem jednak wiszą czarne chmury ze względu na kontuzje oraz nie najlepszą atmosferę spowodowaną pogłoskami o braku chemii między Kobe Bryantem i Dwightem Howardem. Black Mamba chciał, aby center grał mimo bólu, ten miał inne zdanie na ten temat.

Suns tymczasem przegrali 7 ze swoich ostatnich 9 spotkań i najwyraźniej Lindsey Hunter nie jest w stanie zmienić kultury gry w ekipie z Arizony. Słońca kolejne trzy mecze rozegrają na wyjeździe, co nie zapowiada niczego dobrego, zwłaszcza, że poza US Airways Center zespół ma bilans 5-22, najgorszy w lidze.

Mecz Los Angeles Lakers – Phoenix Suns odbędzie się o 4:30 w nocy z wtorku na środę.

Nasz typ: Los Angeles Lakers, 1,18. Kurs na Suns wynosi 5,00.

Ciekawe starcie będzie miało miejsce kilka godzin wcześniej. O 1:30 zmierzą się ze sobą Portland Trail Blazers i Miami Heat. Lider wschodniej konferencji – prowadzony przez niesamowitego LeBrona Jamesa – gra ostatnio lepiej, po problemach w ostatnich tygodniach. Blazers z kolei będą liczyć się w walce fazę rozgrywek posezonowych na zachodzie.

Heat wygrali cztery mecze z rzędu, podczas których LeBron James prezentował się jak gracz, który przybył na planetę ziemia z zupełnie innego układu słonecznego. Trafiał na zabójczej skuteczności i kierował grą swojego zespołu, niczym generał.

Niemniej ekipa z Miami nie może ciągle polegać tylko i wyłącznie na nim. Trzeba zatem pochwalić również pozostałych graczy w rotacji Erika Spoelstry, którzy byli w stanie otrząsnąć się z chwilowego marazmu i powrócić do gry na najwyższym poziomie. Dotyczy to zwłaszcza Dwyane’a Wade’a, który powoli odzyskuje formę.

Portland Trail Blazers prowadzeni przez młodego Damiana Lillarda oraz LaMarcusa Aldridge’a, są bardzo groźny, niepozornym rywalem. Do tej pory sprawili największym tej ligi kilka niespodzianek. Na parkiecie Heat będą mieli jednak bardzo ciężko sprostać wyzwaniu rzuconemu przez mistrzów NBA z poprzedniego sezonu.