NBA: Starcie Królów! Kobe Bryant vs. Carmelo Anthony


Nowy Jork i Los Angeles już dawno przesiąkły koszykówką. Oba miasta wykształciły pewne tradycje, które będę kultywowane przez wiele kolejnych lat. Nie zawsze jednak można zbudować zespół będący w stanie rywalizować na najwyższym poziomie sezon za sezonem. Świadomi tego są zwłaszcza fani Knickerbockers, bowiem drużyna już od bardzo dawna nie była postrzegana jako faworyt.

Knicks z bilansem 20-7 rywalizują o pierwsze miejsce we wschodniej konferencji z Miami Heat, którzy mają jedną porażkę mniej. Przed sezonem nikt nie spodziewał się tak dobrej formy zespołu z Nowego Jorku, zwłaszcza, że skład został mocno przebudowany. Kpiono nawet z włodarzy zespołu, bowiem stworzyli w Madison Square Garden najstarszą ekipę w całej NBA. 

Plan zakładał wymieszanie doświadczenia z fantazja młodszych pokoleń. Tyson Chandler, J.R. Smith, Carmelo Anthony, czy Raymond Felton - stworzyli trzon zespołu gotowego do rywalizowania w coraz szybszej koszykówce. Z kolei Rasheed Wallace, Jason Kidd, czy Marcus Camby mieli ich wesprzeć swoim ogromnym doświadczeniem zebranym przez lata gry na parkietach NBA. 

Minęły niecałe dwa miesiące rozgrywek i jak na razie plan ten wydaje się przynosić korzyści. Zupełnie inne nastroje panują w Los Angeles, gdzie nadal brakuje Lakers zwycięstwa nad mocnym rywalem. Jeziorowcy wygrali cztery ostatnie mecze, lecz w ich grze nadal było sporo niedoskonałości. Aktualnie ekipa z Miasta Aniołów ma bilans 13-14 i jest na 11 miejscu w konferencji zachodniej. 

Choć ostatnio pojawiły się pogłoski, że to Kobe Bryant jest w głównej mierze odpowiedzialny za brak chemii na parkiecie, gdyż za dużo rzuca i tym samym zabija grę zespołową, która miała się w zespole rozwijać – to są to jedynie głosy sfrustrowanych wynikami zespołu fanów i ekspertów. Kobe notuje średnio w tym sezonie 29,7 punktu, 1,6 przechwytu, 5 asyst, 5,4 zbiórki i trafia aż 47% z gry. Na tak dobrej skuteczności Bryant nie grał nigdy wcześniej w swojej karierze. 

Lakers najwyraźniej potrzebują czasu, aby zrozumieć swoje potrzeby na parkiecie. Mike D’Antoni stara się poukładać ten zespół do kupy i bez wątpienia pomoże mu w tym powrót Steve’a Nasha, który wyszedł na parkiet na mecz z Warriors i zanotował 12 punktów oraz 9 asyst. To właśnie Kanadyjczyk na odpowiadać za tempo gry nowego zespołu i to on ma scalać ze sobą wszystkie elementy. 

W meczu z Knicks – ekipa z Miasta Aniołów będzie starała się zwyciężyć za wszelką cenę, bowiem potrzebuje wygranej nad silnym rywalem, aby odbudować się mentalnie po słabym początku sezonu. Grają na własnym parkiecie, więc to z pewnością stanowi dodatkową motywację, choć przegrywali już u siebie 6 razy w tym sezonie. 

Gdy Lakers zawitali do Madison Square Garden wcześniej w tym sezonie – Knicks nie mieli z nimi żadnych problemów wygrywając 116:107. Wówczas Carmelo Anthony rzucił w pierwszej kwarcie spotkania 22 punkty. Jego pojedynek z Kobe Bryantem będzie bez wątpienia ozdobą tego meczu. 

Według ekspertów – Bryant nie liczy się w walce o nagrodę MVP, ponieważ Lakers notują słabe wyniki. Za to Melo jest jednym z głównych kandydatów, obok LeBrona Jamesa i Kevina Duranta. Niemniej obaj gracze są strzelcami z najwyższej półki, więc możemy spodziewać się bardzo zaciętego pojedynku. Jednak będzie to możliwe tylko jeśli Lakers wzmocnią swoją obronę i nie dadzą rzucić Knicks 68 punktów po pierwszej połowie, jak miało to miejsce w pierwszym starciu tych ekip. 

Mecz Los Angeles LakersNew York Knicks rozpocznie  się w pierwszy dzień świąt, we wtorek o godzinie 21:00.

Nasz typ: New York Knicks 2,50. Kurs na Lakers to 1,55.

W pierwszy dzień świąt prawdziwa uczta dla kibiców koszykówki w Europie. Od 18:00 pojedynek Brooklyn Nets - Boston Celtics. Następnie o 21:00 starcie Lakers - Knicks, a na deser rewanż za ostatni finał NBA. Mistrzowie NBA z Miami podejmować będą Oklahoma City Thunder.