NBA: Zapowiedź finałów Heat - Spurs


Przed nami najważniejsza część sezonu. W nocy z 6 na 7 czerwca San Antonio Spurs i Miami Heat na parkiecie American Airlines Arena rozpoczną Finały, które wyłonią tegorocznego mistrza NBA. Najlepsza ekipa poprzedniego sezonu zmierzy się z doświadczoną drużyną Gregga Popovicha, która ostatni raz mistrzostwo zdobywała sześć lat temu. Wówczas LeBron James, jeszcze jako gracz Cleveland Cavaliers, nie był w stanie samodzielnie pokonać Ostrogi. Przed kolejną serią ze Spurs, MVP sezonu regularnego jest przekonany, że od tamtego czasu wiele się zmieniło.

San Anotnio Spurs w finałach konferencji pokonali Memphis Grizzlies po czterech meczach. Jednak wbrew pozorom wcale nie była to łatwa seria dla drużyny Gregga Popovicha. W każdym kolejnym pojedynku Niedźwiedzie trzymały się bardzo blisko i były o krok od zwycięstwa. W ostatecznym rozrachunku doświadczenie Spurs zdecydowało o tym, kto w decydujących momentach miał więcej cierpliwości i lepszą egzekucję.

Bardzo dużo zależało od rozgrywającego Tony’ego Parkera. Francuz podczas fazy rozgrywek posezonowych notuje średnio 23 punkty, 1,2 przechwytu, 7,2 asysty i 3,9 zbiórki, rzucając 48% z gry i 38% z dystansu. Na tak dobrej skuteczności Tony nie grał od kilku lat. Teraz jednak czuje się odpowiedzialny za zespół, bowiem od jego gry na obwodzie w głównej mierze zależy to, co Ostrogi wykreują w ataku. Zdobywając średnio 106,5 punktu na sto posiadań Spurs mają do tej pory drugi najlepszy atak w play-offach. W finale przyjdzie im zmierzyć się z drużyną, która w tej statystyce jest najlepsza.

Po ciężkich bojach z Indianą Pacers, Miami Heat po raz trzeci z rzędu zagrają w finale NBA. Dwa lata temu nie udało się przeciwko Dallas Mavericks, rok temu poszło gładko z Oklahomą City Thunder, jak będzie teraz? Spurs może mają drugi najlepszy atak, ale w defensywie do tej pory byli najlepsi, pozwalając rywalowi na średnio 95,4 punktu na sto posiadań. Dla drużyny Erika Spoelstry będzie to pierwszy przeciwnik, który gra tak skuteczną ofensywę i świetnie radzi sobie w obronie.

Do tej pory Heat spotykali się z przeciwnikami, którzy nie słyną w lidze ze swojej ofensywy. Milwaukee Bucks w pierwszej rundzie nie istnieli prawie w ogóle. Momentami następowały zrywy, ale Miami przez cały czas kontrolowało tempo gry. Następnie pojedynek z Chicago Bulls, który dla Żaru rozpoczął się od niespodziewanej porażki. Drużyna z Chicago mimo braku Luola Denga, Kirka Hinricha oraz Derricka Rose’a - postawiła się Heat i była to seria, która udźwignęła swój ciężar gatunkowy. Z kolei finały wschodu były jedyne w swoim rodzaju. W ostatecznym rozrachunku, dzięki pomocy Dwyane’a Wade’a w meczu numer siedem, LeBron James wciągnął swoją drużynę do kolejnej walki o pierścienie.

Mówimy ciągle, że Spurs są już za starzy i to może być ich ostatnia szansa. Mimo to co rok od finałów 2007 powracają do walki starając się podkreślić swoją siłę. W końcu udało się dotrzeć na pole walki ostatniego pojedynku. Niestety podczas sezonu regularnego starcia obu ekip zostały zaburzone przez personalne decyzje trenerów, więc trudno szukać tam punktu odniesienia.

Możemy jedynie prognozować. Kto będzie krył LeBrona Jamesa? To zadanie może być podzielone na Kawhi Leonarda, Danny’ego Greena oraz Tima Duncana, przy czym skrzydłowy zajmie się LBJ-em, gdy ten zacznie schodzić coraz bliżej środka. Green w tym wypadku może odegrać mniejszą rolę, bowiem jego priorytetem będzie upewnienie się, aby Dwyane Wade nagle nie wrócił do świata żywych. Od kolana gracza Heat może w tej serii naprawdę wiele zależeć. Dotąd ból wyraźnie wpływał na jego dyspozycję. Jeżeli LBJ nie dostanie pomocy ani od niego, ani od Chris Bosha, który w meczu numer 7 z Pacers trafił 3/13 z gry, to MVP sezonu regularnego jeszcze raz będzie musiał wziąć drużynę na własne barki i spróbować samodzielnie poprowadzić ją do zwycięstwa.

Po stronie Ostróg decydującym czynnikiem może być postawa Parkera. Francuz w serii z Grizzlies świetnie rozprowadzał piłkę, a także kreował dla siebie na półdystansie. Jeżeli znów nie pojawią się problemy z łydką, to Gregg Popovich bez wątpienia będzie chciał wykorzystać Tony’ego jako gracza kontrolującego ruch piłki oraz spacing Spurs. Dzięki temu zespół z Teksasu wiele razy rozbijał defensywę rywala na części pierwsze. Ostrogi miały przeszło tydzień odpoczynku, dlatego niektórzy spodziewają się, że będą odrobinę zardzewiali. Lekceważące byłoby przyjęcie takiego założenia przez Jamesa i spółkę.

Heat będą musieli podjąć trudną decyzję – czy zmieniać krycie podczas prób pick-and-rolli, czy starać się walczyć na zasłonach i nie pozwolić Spurs na, tzw. mis-matche, czyli bezpośrednie pojedynki, które są na niekorzyść drużyny broniącej, w tym wypadku Heat. Jednak ekipa z Erika Spoelstry z tego rodzaju problemem wiele razy radziła sobie poprzez zastawianie pułapki, czyli agresywne podwajanie gracza z piłką. Tą taktyką starali się odciąć wszystkie możliwości podania i ostatecznie doprowadzić do straty, którą mogliby zamienić na łatwe punkty.

Popovich musi przestrzec swoich podopiecznych przed tą duszącą defensywą Miami Heat. Ekipa z Florydy będzie starała się zatrzymać Parkera na obwodzie, bowiem gdy Francuz penetruje, otwiera pozycję swoim partnerom z drużyny (Spurs trafiają 36,2% z dystansu) – Leonardowi, Greenowi, Bonnerowi czy Manu Ginobiliemu. Argentyńczyk podczas tegorocznych play-offów trafia 38% z gry i 34% za trzy. Jego rolą z ławki będzie utrzymanie odpowiedniego rytmu w ataku Spurs, gdy na parkiecie zabraknie Parkera.

Niektórzy wskazują również na przewagę Spurs w osobie Gregga Popovicha. Trener Ostróg jest o wiele bardziej doświadczonym szkoleniowcem od Erika Spoelstry. Niemniej system Heat z Jamesem w roli point-forwarda jest czymś naprawdę wyjątkowym. - Miami Heat nie da się teraz zatrzymać - mówi Erik Bäcklund, ekspert Unibetu. - Z Indianą Pacers przeszli bardzo ważny test i nie sądzę, aby San Antonio Spurs mieli odpowiednią broń, która pozwoliłaby im zwyciężyć. […] Większość naszych czytelników stawia na Miami - dodaje.

James wygrywając kolejny mistrzowski tytuł udowodniłby, że sezon po-lockout'owy nie był żadnym wyjątkiem i dominacja Heat nad resztą ligi jest autentyczna. Po sezonie regularnym i serii 27 zwycięstw z rzędu ciężko byłoby temu zaprzeczyć. Niemniej ostatni testem będzie rywalizacja z Ostrogami, które są gotowe jeszcze raz w obecnym składzie powalczyć o mistrzostwo NBA, za którym tak bardzo stęsknił się Tim Duncan.

Czy to jednak już naprawdę ostatnia szansa Spurs? Niekoniecznie. Kilka dni temu Manu Ginobili zaprzeczył, jakoby chciał odchodzić na sportową emeryturę. Nie myśli o tym również Duncan. Z kolei Tony Parker ma jeszcze w nogach mnóstwo energii, aby nie tylko poprowadzić drużynę z Teksasu do kolejnego triumfu, ale także pomóc w transformacji jaka nastąpi o odejściu Tima i Manu. W zespole są już Green, Leonard, Splitter, a to dopiero początek przygotowywania gruntu pod nową erę koszykówki w San Antonio.

Przed nami rywalizacja o kolejny tytuł. Nad kopułą której hali zawiśnie w przyszłym sezonie nowy baner? Piąty w San Antonio czy trzeci w Miami?

Pierwszy mecz Miami Heat – San Antonio Spurs odbędzie się w nocy z czwartku na piątek o 3:00.

Nasz typ: Miami Heat 1,40. Kurs na Spurs wynosi 3,00.