Pojedynek na szczycie NBA


Miami Heat podejmą San Antonio Spurs. Obie drużyny wymieniane są w gronie faworytów do wygrania swoich konferencji i udziału w czerwcu w wielkim finale NBA.

W listopadzie wszyscy mówili o świetnym początku sezonu w wykonaniu New York Knicks, czy Memphis Grizzlies. Zaczęto zadawać pytania czy są to drużyny, które mogą w tym sezonie rozdawać karty w NBA. Zaczęto się zastanawiać czy Amar'e Stoudemire ma w ogóle do czego wracać, bo Knicks radzą sobie przecież znakomicie bez niego. Grizzlies okrzyknięto rewelacyjnym kolektywem, który utrze nosa wielkim gwiazdom.

W sezonie zasadniczym NBA gra się aż 82 mecze. Na początku zawsze jest niewielka różnica w bilansie najlepszych drużyn. Najważniejsze jest jednak kto tę formę utrzyma w kolejnych nie tygodniach, ale i miesiącach. Z Knicks i Grizzlies może być różnie. Wymieniani są w gronie faworytów i na pewno będą mieli sporo do powiedzenia w play-offach, ale to Miami Heat i San Antonio Spurs będą uznawani przez większość za "pewniaków".

Ostrogi od ponad 10 lat nie opuściły czołówki NBA, a Heat to ostatni mistrzowie z Wielką Tróją w składzie. Co ciekawe to jednak nie LeBron James czy Dwyane Wade lub Chris Bosh jest najbardziej chwalony przez media na Florydzie. W końcu ile można pisać o tym samym? Wielka Trójka zawsze będzie grać dobrze, a jeśli zdarzy jej się kryzys, to szybko się z nim upora. Tymczasem kibice i dziennikarze podkreślają jak ważne było przyjście dwóch weteranów - Raya Allena i Rasharda Lewisa. Obaj znakomicie rzucają z dystansu i idealnie pasują do stylu gry Miami Heat. Straszą rzutem za trzy punkty, dzięki czemu rozciągają grę zespołu i zostawiają więcej możliwości do manewrów bliżej kosza liderom Heat.

Heat zajmują 1. miejsce na Wschodzie z bilansem 10-3. Wygrali wszystkie sześć meczów we własnej hali, a licząc poprzedni sezon zasadniczy w Miami wygrali 28 z ostatnich 30 spotkań! Spurs mają bilans 13-3, a na wyjazdach wygrali aż dziewięć z 10 pojedynków. Zajmują 2. miejsce Zachodzie - najlepsi są Memphis Grizzlies z bilnasem 11-2.

Obie drużyny traktują ten pojedynek bardzo prestiżowo, bo wiedzą, że w czerwcu mogą spotkać się w wielkim finale NBA. Do tego ważne jest, aby mieć jak najlepszy bilans w sezonie zasadniczym (liczy się każde zwycięstwo!), a dzięki temu przewagę własnego boiska w walce o mistrzostwo.

Spurs wygrali pięć ostatnich meczów. Wszystkie były na wyjazdach. Serię spotkań poza San Antonio drużyna Gregga Popovicha kończy właśnie w Miami.

Początek spotkania w nocy z czwartku na piątek o godzinie 2:00.

Nasz typ: Miami Heat 1,40. Kurs na San Antonio Spurs wynosi 3,00.

Bardzo ciekawie tej nocy zapowiada się też pojedynek Golden State Warriors - Denver Nuggets. Co prawda gospodarze mają lepszy bilans (8-6 przy bilansie rywali 8-7), to jednak nie ma większego znaczenia. Wojownicy grają nadspodziewanie dobrze na początku tego sezonu, ale wciąż nie są wymieniani w gronie faworytów do występów w play-offach. W przeciwieństwie do Nuggets, którzy zajęli 6. miejsce na Zachodzie.

Zespół z Denver mógł się ostatnio pochwalić czterema zwycięstwami z rzędu - w tym pokonaniem rewelacyjnych Memphis Grizzlies. Dobrą passę przerwali jednak w Salt Lake City, gdzie przegrali z Utah Jazz 103:105.

Co ciekawe Nuggets gościli Warriors w ostatni piątek. Wygrali gospodarze 102:91. Do zwycięstwa poprowadził ich Andre Iguodala, który zdobył 29 punktów. Danilo Gallinari dołożył 20, a Ty Lawson 19 "oczek". Rozgrywający Nuggets popisał się też dziewięcioma asystami. W zespole Wojowników najskuteczniejsu byli David Lee (21 punktów) i Carl Landry (19 punktów).

Mimo że grają na wyjeździe, to faworytami są Denver Nuggets po kursie 1,83. Kurs na Golden State Warriors wynosi 2,00.