Warriors i Cavs po raz trzeci


Podobnie jak w 2015 i 2016 roku, o tytuł najlepszej drużyny w NBA powalczą koszykarze Golden State Warriors i Cleveland Cavaliers. Dwa lata temu triumfowali „Wojownicy”, w zeszłym roku lepsi okazali się „Kawalerzyści”. Taka obsada finałowego starcia nikogo nie dziwi. Przed nami rywalizacja, w której na parkietach w Golden State i Cleveland w akcji zobaczymy m.in. Stephena Curry’ego, Kevina Duranta, Klaya Thompsona, Draymonda Greena, LeBrona Jamesa, Kyrie’a Irvinga czy Kevina Love. Istne „Gwiezdne Wojny”.

Finały NBA 2017 – sprawdź kursy
W roku 2015 sukces Golden State Warriors odbierany był jako niespodzianka. Eksplozja talentu Curry’ego pozwoliła jednak GSW na dojście do finałów i triumf nad Cavs w stosunku 4:2. Rok później „Wojownicy” zanotowali niesamowity, rekordowy sezon zasadniczy, w którym wygrywali mecz za meczem. Do playoffów mistrzowie ligi przystępowali już jako murowany faworyt do powtórnego sukcesu. W rozgrywce finałowej prowadzili 3:1 i wydawało się, że jest „pozamiatane”, bowiem nikt w historii finałów ligi nie zmarnował takiej przewagi. Wtedy jednak LeBron James pokazał dlaczego nazywany jest jednym z największych koszykarzy w historii. To on poprowadził Cavs do trzech kolejnych zwycięstw, w tym ostatniego, decydującego, w hali w Golden State! James zanotował w nim triple-double (27 punktów, 11 zbiórek, 11 asyst)!

Transmisje meczów finałowych na żywo w Unibet TV

Tamten triumf Cavaliers był swego rodzaju odstępstwem od reguły, bo w większości wypadków triumf w rozgrywce finałowej przypada w udziale drużynie, która ma przewagę własnego parkietu. W 21 ostatnich przypadkach aż 15 razy potwierdzała się ta prawidłowość. W tym roku znów najwyżej notowanym zespołem po fazie zasadniczej byli Warriors i w przypadku remisu 3:3, decydujący mecz rozegrany będzie w Oracle Arena. Kurs na to, że „Wojownicy” wygrają serię 4:3 wynosi 4.00.

Warto wspomnieć, że do finału awansowały dwie bezdyskusyjnie najlepsze ekipy w tym sezonie. Niemal wszyscy eksperci przed sezonem wskazywali na taki obrót spraw, a przebieg zmagań nie był zaskakujący. Szokująca może być jedynie przewaga jaką nad resztą ligi wypracowali sobie „Wojownicy” i „Kawalerzyści”. W play-off GSW nie przegrali ani jednego meczu i z bilansem 12-0 najmniejszym możliwym nakładem sił zameldowali się w rozgrywce finałowej. Cavs awans do finału nie kosztował dużo więcej – LeBron James i spółka przegrali raptem jeden mecz – w finale Konferencji Wschodniej z Boston Celtics. Statystyki są miażdżące. Cavaliers i Warriors pokonywali rywali średnio różnicą 14,9 punktów w swoich meczach na drodze do wielkiego finału. Żadna finałowa para w historii NBA nie dominowała tak bardzo jak ta dwójka.

O Golden State już przed sezonem mówiło się, że to największy „dream team” w historii NBA. Do niesamowitej ekipy, która wyśrubowała fenomenalny wynik w fazie zasadniczej zeszłego sezonu, doszedł jeszcze Kevin Durant. Takie wzmocnienie miało być gwarantem, że nie powtórzy się już sytuacja sprzed roku, kiedy niemal pewny tytuł wymknął się z rąk GSW. Wówczas jednak podczas playoffów swoje problemy zdrowotne miał Curry i jego punktów wyraźnie brakowało w finałowych potyczkach, gdzie tylko w trzech na siedem spotkań rzucił on ponad 20 punktów. Wsparcie od Duranta jest nieocenionym wzmocnieniem siły ofensywnej drużyny, ale mimo to „Wojownicy” w play-off imponowali przede wszystkim defensywą. W dwunastu spotkaniach tej fazy podopieczni Steve’a Kerra wykręcili najlepszy „defensive rating” – 99,1 pkt.

Wspomniany Kerr nie prowadzi zespołu od kilku tygodni. Ostatni raz zasiadł na ławce trenerskiej w drugim meczu pierwszej rundy play-off z Portland Trail Blazers. Powodem absencji Kerra są jego problemy z plecami. – Nie czuję się na tyle dobrze, by wrócić już na ławkę – rozwiał wątpliwości szkoleniowiec GSW, potwierdzając że w finałach jego zespół nadal prowadzić będzie asystent Mike Brown. To dodatkowy smaczek finałowej rywalizacji, bowiem Brown był w przeszłości trenerem… Cleveland Cavaliers. W 2007 roku doszedł z Cavs nawet do finału, ale wówczas bezdyskusyjnie lepsi okazali się San Antonio Spurs (4:0).

Wracając do Curry’ego – tym razem nie ma on żadnych problemów zdrowotnych. Punktuje „jak zły” – w play-off średnio 28,6 punktu przy skuteczności na poziomie 50,2 proc. z gry i 43,1 proc. z dystansu! Siła rażenia Curry’ego i Duranta może być już nie do przebicia dla LeBrona Jamesa. Liderzy GSW to faworyci do nagrody MVP – kurs 2.75 w obu wypadkach. Jeśli ten tytuł trafi w ręce LeBrona – kurs 3.35.

W fazie zasadniczej obaj finałowi rywale wygrali ze sobą po razie. Ekipa Tyronna Lue w Boże Narodzenie u siebie zwyciężyła w stosunku 109:108. Niecały miesiąc później gracze z Golden State wzięli srogi rewanż, gromiąc „Kawalerzystów” 126:91.

To wszystko sprawia, że czekają nas fascynujące starcia finałowe, pełne smaczków i w gwiazdorskiej obsadzie. Mistrzostwo dla pretendentów po kursie 1.40, a dla obrońców tytułu 3.05. Trzeba jednak pamiętać, że przed rokiem notowania były podobne, a w momencie gdy GSW prowadzili 3:1, szanse Cavs oceniano na około 1 procent. Jak to się wszystko skończyło, wiemy już z powyższego tekstu.