Barca walczy o piąte trofeum


Rok 2015 niechybnie dobiega końca, a na jego finiszu do klubowej gabloty FC Barcelony może trafić już piąte trofeum. W finale Klubowych Mistrzostw Świata Katalończycy zmierzą się z argentyńskim River Plate. Prawdopodobnie zdolny do gry będzie już cały tercet ofensywny MSN.

River Plate 21.00, remis 8.50, FC Barcelona 1.13 – niedziela 11.30
Hiszpanie są murowanym faworytem tego meczu. W półfinale Barcelona gładko 3:0 ograła chińskie Guangzhou Evergrande Taobao. Hat-trickiem popisał się Luis Suarez – jedyny z trzech ofensywnych muszkieterów Barcy, który zagrał w tym meczu. Neymar dochodzi do siebie po krótkotrwałym urazie, a Messiego dopadły nietypowe problemy zdrowotne. Kamień nerkowy spowodował kolkę i spory ból, który nie pozwolił Argentyńczykowi odpowiednio zregenerować się przed meczem. Niedyspozycja Messiego i Neymara dała szansę gry innym zawodnikom, m.in. Munirowi, ale znów sprawy w swoje ręce musiał wziąć Suarez. Urugwajczyk jest w wybornej formie i jeśli wpisze się na listę strzelców w meczu z River Plate, trafimy kurs 1.44.

Prawdopodobnie zarówno Neymar, jak i Messi w niedzielnym meczu finałowym będą mogli już zagrać. Neymar jest gotowy, a w przypadku czterokrotnego zdobywcy Złotej Piłki sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Chodzi o wydalenie kamienia i ewentualne związane z tym konsekwencje. Wiele wskazuje jednak na to, że od początku meczu z rodakami Messi będzie na boisku. Argentyńczyk strzelał bramki w dwóch poprzednich finałach z udziałem Barcelony – w latach 2009 i 2011. Jeśli „Blaugrana” w swoim czwartym finale (w 2006 roku przegrała z brazylijskim Internacionalem) sięgnie po trzecie Klubowe Mistrzostwo Świata, będzie samodzielnym liderem w tej klasyfikacji. Obecnie dwa zwycięstwa ma na koncie także Corinthians. Trofeum dla Barcelony to kurs zaledwie 1.10.

Historia KMŚ nie jest długa. Pierwszy raz, próbnie, turniej rozegrano w 2000 roku, a regularnie rozgrywany jest od 2005 roku, jako nieoficjalny spadkobierca tradycji Pucharu Interkontynentalnego. W tymże od 1960 roku zawsze mierzył się zdobywca Pucharu Europy (Ligi Mistrzów) ze zwycięzcą Copa Libertadores, czyli południowoamerykańskiego odpowiednika. Te rozgrywki postanowiono jednak rozszerzyć o kluby z pozostałych kontynentów, stąd formuła Klubowych Mistrzostw Świata i nieco rozbudowana struktura. Kluby z Europy i Ameryki Południowej startują jednak zawsze od półfinałów i przeważnie finał jest wewnętrzną sprawą tych federacji, co obrazuje różnice w światowym futbolu. Siedmiokrotnie KMŚ wygrywał klub europejski, czterokrotnie południowoamerykański (zawsze brazylijski). Tylko dwa razy w finałach zabrakło przedstawiciela Copa Libertadores – w 2010 roku Inter grał z afrykańskim TP Mazembe (DR Kongo), a 2013 roku Bayern Monachium rywalizował z innym klubem z „Czarnego Lądu” – Raja Casablanca (Maroko). Oczywiście za każdym razem triumfowali Europejczycy.

Ze względu na trudność ze zgraniem terminarzy rozgrywek na całym świecie, Klubowe Mistrzostwa Świata rozgrywane są w grudniu, tuż przed Bożym Narodzeniem. Nie wpływa to zbyt korzystnie na prestiż rozgrywek. Równolegle toczą się rozgrywki ligowe, a europejski przedstawiciel musi przeważnie przekładać jedno spotkanie swojej rodzimej ligi, by móc wystąpić w turnieju. Nie zmienia to jednak faktu, że team Luisa Enrique jest na najlepszej drodze do zdobycia piątego trofeum w roku. Nie będzie to wprawdzie tak spektakularny sukces jak ten Pepa Guardioli, kiedy wygrał z Barceloną sekstet, ale osiągnięcie i tak dużego kalibru, zwłaszcza że i w tym sezonie Barcelona prezentuje się wybornie, co może zwiastować kolejne wielkie sukcesy.