Klasyk po chorwacku


Jeszcze nigdy w historii ekstraklasowych potyczek Legii z Lechem obaj trenerzy tych drużyn nie pochodzili z Chorwacji. W niedzielę tak się właśnie stadionie. Na stadionie w Poznaniu gospodarze dowodzeni przez Nenada Bjelicę spróbują ograć przyjezdnych, których opiekunem jest Romeo Jozak. Skłamalibyśmy jednak twierdząc, że stawka tego meczu jest większa niż życie. Do końca sezonu jeszcze daleko, a jedni i drudzy utrzymują minimalny dystans do prowadzącego Górnika Zabrze.

Lech Poznań 2.45, remis 3.15, Legia Warszawa 3.00 – godz. 18:00
Lechici niedawno stracili prowadzenie w ligowej tabeli, bowiem ich wizyta we Wrocławiu zakończyła się porażką 0:2, do której strzałem „z wapna” przyczynił się były Lechita, Marcin Robak. Na szczyt wdrapał się więc beniaminek z Zabrza, który jest oczarowaniem tego sezonu. Sezonu, który wprawdzie różni się tym od poprzednich, że punkty z fazy zasadniczej nie ulegną podziałowi, to jednak do jego zakończenia jeszcze grubo ponad dwadzieścia kolejek. Legia niby zawodzi, skompromitowała się w pucharach, zwolniła trenera, a w Ekstraklasie do lidera traci trzy oczka, a do swojego niedzielnego oponenta zaledwie jeden. Prosta kalkulacja pokazuje więc, że w niedzielę o 20:00 Legia może być przed Lechem, a przy bardzo szczęśliwych okolicznościach, może mieć w dorobku tyle samo punktów co lider. Wygrana Legii (zakład bez remisu) po kursie 2.07.

Trzeba jednak obiektywnie spojrzeć – gra Legii w tym sezonie nie może napawać jej kibiców zbyt dużą dawką optymizmu. Podopieczni Jacka Magiery, a następnie Romeo Jozaka w praktycznie żadnym meczu nie zagrali na naprawdę dobrym poziomie – wyjątkiem był tu dwumecz z amatorami z Finlandii w eliminacjach Ligi Mistrzów. Tam Legia zagrała skutecznie i z rozmachem, dosłownie miażdżąc przeciwnika. Poza tym? Przeciętność. Dwa pierwsze mecze Jozaka w roli trenera zakończyły się zwycięstwami, ale szczęśliwy triumf nad Cracovią i wygrana z Ruchem Zdzieszowice w Pucharze Polski nie mogły zbudować mitu „nowej miotły”, a już pierwsza poważna szykana zakończyła się kolizją – Legia w poprzedniej kolejce przegrała z Jagiellonią Białystok. Czy w Poznaniu, tak jak w Białymstoku, gospodarze zwyciężą 1:0? Kurs 8.00.

Lech z europejskimi pucharami pożegnał się jeszcze wcześniej niż Legia. Trener Bjelica ma jednak chyba mocniejszą pozycję w klubie niż Jacek Magiera, bo prezesi nie zwolnili go. Za występy w lidze nie bardzo mieli do tego powodu, bo Lech przez kilka kolejek przewodził tabeli Ekstraklasy, a po porażce ze Śląskiem spadł na 3. miejsce. Bilans 5-3-2 może nie zachwyca i pokazuje, że stawka w lidze jest wyrównana, jednakowoż Bjelica może czuć się dość pewnie przed konfrontacją ze swoim rodakiem. Z tej perspektywy patrząc przewagę ma „Kolejorz”. Jozak dopiero poznaje swój zespół, a Bjelica w obecnych warunkach Ekstraklasy jest jednym z najdłużej pracujących w jednym klubie trenerów. Prowadzenie Lecha do przerwy? Kurs 3.05.

Bjelica nie ma także większych problemów personalnych. Poza grą może być jedynie ukraiński defensor, Volodymyr Kostevych. Po karencji za czerwoną kartkę wraca Maciej Gajos. Jozak nie może skorzystać z usług Miroslava Radovicia, Guilherme i prawdopodobnie Jakuba Czerwińskiego, choć ten i nie byłby raczej podstawowym zawodnikiem. Po raz ostatni z kontuzją palca zagrać powinien za to Artur Jędrzejczyk, którego w najbliższym czasie czeka operacja i kilkutygodniowa przerwa.

W ostatnim sezonie Lech nie mógł wspominać miło meczów z Legią. W rundzie zasadniczej dwukrotnie 2:1 triumfowali gracze ze stolicy, w dodatku dwukrotnie dzięki bramkom Kaspera Hamalainena w końcówkach. Fin wcześniej grał w Lechu i dla kibiców „Kolejorza” jest zdrajcą. W fazie finałowej sezonu Legia po raz trzeci okazała się lepsza od rywala z Wielkopolski – tym razem wygrała 2:0. Czy znów w meczu Legii z Lechem ekipa z Warszawy zdobędzie co najmniej dwa gole? Kurs na over 1,5 bramki gości to 2.75.