Koniec nudy, wraca liga!


Letnia przerwa w rozgrywkach piłkarskich w Polsce nie jest długa i męcząca. Kibice Legii nie zdążyli się jeszcze dobrze nacieszyć tytułem mistrzowskim, a ich ukochana drużyna już rozpoczęła batalię o awans do Ligi Mistrzów, a w sobotę rozpocznie także batalię o kolejne złoto. Liga rusza jednak już dziś, bo jak zwykle kolejki rozgrywane będą od piątku do poniedziałku, z drobnymi wyjątkami. Na starcie spoglądamy więc na potencjał drużyn, szukając faworytów w grze o mistrzostwo i tych, którzy cytując klasyka, Franciszka Smudę, powalczą o spadek.

Ekstraklasa 2017/18 – sprawdź kursy
Wśród najlepszych hierarchia nie powinna ulec wielkiej zmianie. Na pewno sporą niewiadomą stanowić będzie Jagiellonia Białystok, dla której wicemistrzostwo było wielkim sukcesem i nikt nie ma wątpliwości, że Jaga zawdzięcza ten wynik w dużej mierze Michałowi Probierzowi. Drugim z ojców sukcesu, tym boiskowym, był Estończyk Konstantin Vassiljev. Dziś obu w Białymstoku już nie ma – jeden objął stery w Cracovii, a drugi będzie kreował grę Piasta Gliwice, gdzie grał już zresztą w przeszłości. To może niepokoić kibiców klubu z Podlasia, ale z drugiej strony pierwsze pucharowe mecze pod wodzą Ireneusza Mamrota mogą napawać umiarkowanym optymizmem – srebrni medaliści sezonu 2016/17 prezentują się nieźle.

Murowanym faworytem do tytułu pozostanie niezmiennie Legia. W stolicy celem nr 1 jest oczywiście póki co kolejny awans do Ligi Mistrzów, ale Jacek Magiera zapowiada, że nie będzie stosował tak dużej rotacji składu, jak jego poprzednicy, którzy w okresie walki o Champions League czy Ligę Europy, całkowicie zmieniali wyjściowy skład na mecze ligowe. To zresztą poniekąd było zrozumiałe, ze względu na dwa razy mniejszą wartość punktów w fazie zasadniczej – punkty po niej dzielono na pół, a dopiero w fazie finałowej grano faktycznie „za trzy”. Ten podział w bieżącym sezonie został wycofany i choć kontrowersyjny system ESA 37 nadal funkcjonuje, to już mowy o lekceważeniu pierwszej części rozgrywek być nie może. Wracając do Legii – jej ruchy transferowe na razie nie powalają, ale dla pozostałych klubów to i tak sufit. Z zespołem pożegnał się MVP rozgrywek 16/17 – Vadis Odjidja-Ofoe. Z zamiarem odejścia nosi się też Michał Pazdan. Klub pozyskał m.in. Krzysztofa Mączyńskiego, Łukasza Monetę czy wczoraj albańskiego napastnika, Armando Sadiku. Kurs na tytuł dla Legii to 2.50.

Kto może zagrozić mistrzom Polski w kolejnej obronie tytułu? Tradycyjnie kandydatami są Lech Poznań i Lechia Gdańsk, ale i tam nie brakuje problemów. Lech odmienił swój skład w bardzo znaczący sposób. Z klubu odeszli Dawid Kownacki, Jan Bednarek, Tomasz Kędziora i Maciej Wilusz, ale do szatni przyjechała wręcz wywrotka nowych zawodników – niemal wszystkich z zagranicy. Mówi się zresztą, że to nie koniec przemeblowania szatni „Kolejorza”, bo do transferu z Lechii Gdańsk przymierzany jest Rafał Janicki. O tym, że przebudowa nie jest sprawą prostą, Lech przekonał się wczoraj w meczu pucharowym z FK Haugesund. Poznaniacy przegrywali już 0:3, ale na szczęście potrafili zniwelować ten wynik i finalnie przegrali tylko 2:3. To jednak nie musi być sezon usłany różami dla podopiecznych Nenada Bjelicy – Lech już nie raz nie wytrzymywał presji ważnych meczów, a z ostatnich przykładów wystarczy przypomnieć mecze z Legią w sezonie 2016/17 czy finał Pucharu Polski. To jednak wciąż Lech jest drugim kandydatem do tytułu – po kursie 4.50.

Mniejsze szanse daje się Lechii, która póki co nie została królem polowania na transferowym rynku, a do tego w przeszłości byliśmy przyzwyczajani. Wprawdzie do klubu powrócił Daniel Łukasik, przeszedł Michał Nalepa czy Mateusz Lewandowski, ale wyraźnie brakuje wzmocnień ofensywy. Szczególnie uwidoczni się to, jeśli do skutku dojdzie transfer Rafała Wolskiego do Legii, a ponoć Jacek Magiera widziałby w swoim zespole tego piłkarza, dla którego byłby to zresztą powrót na Łazienkowską. Czy Lechia wreszcie ziści swoje aspiracje? Mistrzostwo za 7.00.

Wiemy kto powinien zdominować grę o czołowe lokaty, natomiast nie wiemy kto będzie nerwowo bronił się przed degradacją. Nie wiemy, bo w tym sezonie wskazanie kandydatów do spadku jest po prostu zadaniem trudnym. Tradycyjnie można w tej roli umieścić beniaminków, ale tak naprawdę spadek rok po awansie zdarza się dość rzadko. W Górniku Zabrze i Sandecji Nowy Sącz nikt raczej nie celuje w coś więcej, ale zespoły wydają się dość stabilne. Sandecja pokusiła się nawet o ściągnięcie kilku ciekawych zawodników, takich jak Patrik Mraz, Mateusz Cetnarski czy Tomasz Brzyski. Głównym problemem Sandecji będzie brak własnego boiska – swoje mecze beniaminek rozgrywać będzie póki co na stadionie Bruk-Bet Termaliki w Niecieczy.

Wiele osób spadkowicza widzi w Koronie Kielce, gdzie stery przejęli niemieccy inwestorzy, którzy jak na razie obsadzili w roli trenera nikomu nieznanego Gino Lettieriego i upychają skład kompletnymi no-name’ami. Transfery z regionalnej niemieckiej ligi czy sprowadzanie zawodników, którzy ostatnio byli bez klubu nie wróży niczego dobrego. Z drugiej jednak strony w ostatnich latach Korona regularnie stawiana jest w roli „pewniaka” w kategorii spadkowicz, a tymczasem rokrocznie potrafi dość spokojnie uniknąć problemów na finiszu rozgrywek. Być może i w tym dość ekscentrycznym towarzystwie kielczanie zaskoczą.