Mistrzowska batalia przy Łazienkowskiej


Żądny rewanżu za finał Puchar Polski Lech Poznań znów przyjeżdża do stolicy. Tym razem na Pepsi Arenie przy Łazienkowskiej 3 zagra z Legią. Już pierwszy mecz rundy finałowej może okazać się kluczowy dla losów tytułu mistrzowskiego. „Kolejorz” chce wyrwać Legii fotel lidera i pomknąć jak „Pendolino” do ostatniej stacji. W Warszawie mają jednak zgoła odmienne plany.

Legia Warszawa 2.10, remis 3.15, Lech Poznań 3.60 – godz. 15.30
Legia to lider Ekstraklasy, dwukrotny Mistrz Polski w ostatnich dwóch sezonach i zdobywca Pucharu Polski sprzed tygodnia. Pomimo tych wszystkich okoliczności, gospodarze nie są murowanym faworytem do wygrania polskiego „L-Klasiko”. Legia w tym sezonie przegrała już osiem ligowych gier, a zremisowała kolejnych pięć. To pokazuje, że mimo sporego potencjału, jakość gry podopiecznych Henninga Berga w wielu meczach nie jest odpowiednia. Lider na pewno nie jest walcem, który rozjeżdża każdą kolejną napotkaną przeszkodę. Podwójna szansa na gości w tym meczu to kurs 1.68.

Problemem Lecha są jednak mecze wyjazdowe. Gdyby Lechici co tydzień grali u siebie, pewnie już teraz świętowaliby mistrzostwo. Z delegacji ekipa Macieja Skorży (a wcześniej Mariusza Rumaka) przywiozła zaledwie cztery zwycięstwa. To bardzo mało, jak na drużynę, której celem jest wygranie ligi. W rozgrywanym przed tygodniem meczu o Puchar Polski na Stadionie Narodowym poznaniakom znów nie wyszło, choć przecież obiekt nie był atutem żadnej ze stron. Po samobójczym golu Tomasza Jodłowca prowadził Lech, ale Jodłowiec zrehabilitował się golem na 1:1, a bramkę na wagę triumfu strzelił Marek Saganowski. „Sagan” to jeden z faworytów do otwarcia wyniku w sobotnim meczu ligowym – kurs 6.00.

Niezmiennie w notowaniach bukmacherskich na strzelca gola w Legii wysoko stoją akcje Orlando Sa. 2.65 na gola z Lechem. Problem w tym, że u trenera Berga akcje Portugalczyka stoją na zupełnie innym poziomie. Bergowi wyraźnie nie po drodze z krnąbrnym napastnikiem i dlatego Sa regularnie rozpoczyna mecze na ławce rezerwowych. Tak było także przed finałem Pucharu Polski. Wieść gminna niesie, że Portugalczyk obraził się wówczas na trenera i odmówił uczestnictwa w meczu. Obaj panowie doszli już do jako-takiego porozumienia i nie jest wykluczone, że Sa zagra z Lechem. – Jeśli to Orlando strzeli gola na wagę zwycięstwa, to będę się z tego bardzo cieszył, bo to przybliży nas do mistrzostwa – komentuje jego rywal, Saganowski.

Dla Legii i Lecha będzie to już czwarta bezpośrednia konfrontacja w tym sezonie. Przypomnijmy, że jesienią na Łazienkowskiej było 2:2, choć to Lech prowadził już 2:0. Z tamtego meczu zapamiętaliśmy fantastyczną, choć nieco szczęśliwą bramkę Tomasza Brzyskiego.

W meczu rewanżowym w fazie zasadniczej przy Bułgarskiej w Poznaniu górą byli gospodarze. Kluczowym momentem meczu była czerwona kartka dla Arkadiusza Malarza i strzelony chwilę później przez Barry’ego Douglasa gol z rzutu wolnego. Wynik końcowy tamtej potyczki to 2:1 dla Lecha. Ostatnia konfrontacja to wspomniany już mecz z zeszłej soboty, wygrany przez Legię 2:1. Jak zatem widać we wszystkich tych meczach padały minimum trzy gole. Over 2,5 w kolejnym meczu oznaczony jest kursem 1.95.

Zwycięstwo w sobotnich „Derbach Polski” będzie miało niebagatelne znaczenie dla losów mistrzostwa, ale w matematycznej praktyce o niczym jeszcze nie zdecyduje. Po meczu obu ekipom pozostanie jeszcze sześć kolejek i wszystko będzie możliwe. Tyle tylko, że jeden z zespołów może mieć atut w postaci przewagi psychologicznej, o punktowej nie wspominając.