"Pasy" kontra lider Ekstraklasy


W sobotę na stadionie przy ul. Kałuży w Krakowie przekonamy się ile warta jest Legia Stanisława Czerczesowa w obecnej formie. Do tej pory wiosną rywale „Wojskowych” nie należeli do najwyższej półki i choć stołeczna drużyna awansowała dość szybko na pozycję lidera, to zdążyła zaliczyć także wstydliwą wpadkę w Niecieczy. Cracovia powinna być papierkiem lakmusowym dla głównych kandydatów do Mistrzostwa Polski.

Cracovia 3.60, remis 3.50, Legia Warszawa 2.05 – godz. 18.00
W ligowej tabeli obie drużyny dzieli drugi Piast Gliwice, a także różnica dziewięciu punktów. To wszystko jest jednak mocno wirtualne, bo jak wiemy po rundzie zasadniczej (30. kolejce) nastąpi podział punktów na dwa. Teoretycznie więc po sobotnim meczu w Krakowie ta strata „Pasów” może być bardzo znikoma. Czy zespół Jacka Zielińskiego stać w tym sezonie na tytuł? To mimo wszystko mało prawdopodobne, choć już teraz można być pewnym, że Cracovia pozostawi po sobie dobre wrażenia, głównie ze względu na świetny, charakterystyczny styl gry. Być może pójdzie z nim w parze wynik – nawet awans do europejskich pucharów byłby przecież dla kibiców „Cracsy” sporym osiągnięciem.

Legia jadąc do Krakowa powinna obawiać się gospodarzy. Cracovia w tym sezonie strzeliła na własnym stadionie już 33 gole – najwięcej z całej Ekstraklasy. Druga w tej klasyfikacji Legia ma ich 27. Siłą Cracovii jest wspomniany styl, oparty o krótką wymianę dużej ilości podań – po prostu krakowska piłka.

Co więcej, w zespole aż roi się od potencjalnych kadrowiczów na Euro 2016. Niemal pewny powołania może być młody Bartosz Kapustka, ale ostatnio mówi się że na towarzyskie spotkania biało-czerwonych zaproszenie otrzyma także inny pomocnik – Damian Dąbrowski. Nie wiadomo czy trener Adam Nawałka rozważa także powołanie dla Mateusza Cetnarskiego, ale „dziesiątka” Cracovii rozgrywa sezon życia i kto wie czy tak kreatywny zawodnik nie byłby receptą na trudne momenty we Francji. Gol „Cetnara” przeciwko Legii? Kurs 4.40.

Wiosną Cracovia punktuje w kratkę, za to Legia poza nieszczęsnym meczem z Termalicą – bardzo solidnie. Stanisław Czerczesow przepracował ze swoimi podopiecznymi pierwszy pełny okres przygotowawczy i wielu obserwatorów twierdzi, że będzie to widoczne na boisku. Legioniści mają przygotowaniem kondycyjnym wyprzedzać resztę ligi i w kluczowych momentach sezonu czuć świeżość, a nie zmęczenie intensywnością gry. Zespół o tak szerokiej i mocnej kadrze jak Legia nie powinien mieć problemów ze zdobyciem mistrzostwa na stulecie klubu, zwłaszcza że w grupie pościgowej nie ma poznańskiego Lecha – aktualnego mistrza. 15-punktowa strata „Kolejorza” nawet w kontekście podziału punktów jawi się jako przepaść. Tylko skuteczny pościg na koniec rundy zasadniczej, przy jednoczesnej „zadyszce” Legii może oznaczać powrót Lecha do walki o złoto.

W tym momencie główni kontrkandydaci warszawskiej drużyny do mistrzostwa to gliwicki Piast i właśnie Cracovia. Z tego powodu sobotni hit Ekstraklasy ma tak duże znaczenie – pokaże na co w chwili obecnej stać jednych i drugich. Legia wreszcie zmierzy się wiosną z godnym siebie rywalem, a Cracovia będzie mogła pokazać, że jej styl gry może być także efektywny w meczach z ligowymi potentatami.

W pierwszym spotkaniu obu zespołów w październiku Legia wygrała u siebie 3:1, a hat-trickiem popisał się oczywiście Nemanja Nikolić. Obrońcy „Pasów” powinni drżeć tym bardziej, że Węgier nie strzelił gola w czterech ostatnich meczach Legii, a taka seria nie przydarzyła mu się w Ekstraklasie jeszcze nigdy. Mało prawdopodobne by ta swoista „zacinka” Nikolicia miała potrwać dłużej. Jego gol przy Kałuży wyceniany jest na 2.00.