Emocje na peryferiach


Piłka wszędzie jest tak samo okrągła, jedynie poziom umiejętności zawodników i zainteresowanie zagranicznych kibiców mogą być nieco inne – z takiego właśnie założenia co roku wychodzi grupa polskich piłkarzy, którzy decydują się na futbolową emigrację w dość niecodziennych miejscach. Sprawdziliśmy, w jakich mniej znanych rozgrywkach można natknąć się na biało-czerwonych tej jesieni.

Jeśli sugerować się rankingiem UEFA, na miano największych ekscentryków w polskim futbolu zasługują Adrian Cieślewicz i Antoni Sarnowski. Obaj zdecydowali się bowiem na grę w Walii, od której niżej w zestawieniu znajdują się jedynie Gibraltar, Andora i San Marino. Trzeba jednak przyznać, że Cieślewicz na walijskich boiskach jest prawdziwą gwiazdą – w minionym sezonie w 28 meczach ligowych zdobył 10 bramek i walnie przyczynił się do zdobycia przez The New Saints mistrzostwa kraju (oraz Pucharu Walii i Pucharu Ligi). Blisko 25-letni Cieślewicz z walijskim klimatem jest już jednak doskonale obeznany, bo zanim trafił do obecnego klubu z farerskiego B36 Torshavn przez pięć sezonów bronił barw Wrexham (choć akurat ten klub na co dzień rywalizuje z angielskimi klubami z niższych lig). 17-letni Sarnowski z kolei na status gwiazdy dopiero pracuje – jako junior zdobywał szlify we wspomnianym już The New Saints, a od tego sezonu walczy o miejsce między słupkami w ekipie Bangor City. W ubiegłym roku utalentowany bramkarz był już także powołany na konsultacje reprezentacji Polski do lat 17 w Woli Chorzelowskiej.

W europejskim rankingu Walia plasuje się na 51. miejscu, a dwie pozycje wyżej znajdują się Wyspy Owcze, gdzie także odnajdziemy polskie akcenty. Czołową postacią tamtejszej ligi już piąty rok jest bowiem Łukasz Cieślewicz, czyli starszy brat przywoływanego już Adriana. Pochodzący z Gniezna pomocnik z B36 Torshavn dwukrotnie wywalczył w tym czasie mistrzostwo kraju i dzięki temu miał nawet okazję zagrać przeciwko bratu w europejskich pucharach. Prawie 28-letni zawodnik jest zresztą na najlepszej drodze, aby w grającej systemem wiosna-jesień lidze obronić niebawem tytuł i po raz kolejny zapisać się w historii farerskiego futbolu. Śladami starszego z Cieślewiczów zamierza iść 17-letni Michał Przybylski z NSI Runavik. Jego drużyna w tym sezonie dotarła do finału zmagań o krajowy puchar i ma duże szanse, aby zdobyć wicemistrzostwo ligi, które da przepustkę do eliminacji Ligi Europy. Pozostaje mieć nadzieję, że do tego czasu urodzony w Świnoujściu pomocnik zdoła sobie wywalczyć miejsce w podstawowym składzie czarno-żółtych.

Na 46. miejscu w rankingu UEFA plasuje się Irlandia Północna, gdzie od kilku sezonów występuje Artur Kopyt. Wywodzący się z Radomia pomocnik grał już w klubach z Belfastu (Sparta, East), a od zeszłego roku ponownie przywdziewa biały trykot Lisburn Distillery – jednego z założycieli ligi, który od 2013 roku występuje na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej. O ile nazwisko Kopyta w Polsce może coś mówić jedynie zagorzałym fanom Radomiaka, o tyle postać Dariusza Łatki z łotewskiego FK Jelgava jest całkiem dobrze znana nawet przeciętnemu kibicowi. 37-letni obecnie pomocnik przez całą karierę był bowiem związany z polskimi klubami (w barwach Jagiellonii, Korony, Podbeskidzia i Wisły Kraków zaliczył nawet130 meczów w ekstraklasie) i dopiero jesienią ubiegłego roku zdecydował się na grę w zagranicznym klubie z powodów rodzinnych – jego małżonka otrzymała bowiem interesującą ofertę pracy na Łotwie jako menedżer w jednej z tanich linii lotniczych. Na razie Łotysze w rankingu UEFA są na 42. pozycji, ale kto był w ich kraju, ten wie, że na inwestycjach w sport tam się nie oszczędza i znaczny progres wydaje się być tylko kwestią czasu. A sam Łatka decyzji o przeprowadzce też nie żałuje, bo na stare piłkarskie lata wywalczył pierwszy w karierze puchar kraju, a w tym sezonie jego klub cały czas ma realne szanse nawet na mistrzostwo Łotwy.

Tuż nad Łotwą w zestawieniu europejskiej federacji znajduje się Irlandia, gdzie od niespełna dekady mieszka Grzegorz Sykuła. 37-letni napastnik w Polsce grał głównie w klubach z województwa świętokrzyskiego (Granat Skarżysko-Kamienna, Star Starachowice, MZKS Kozienice, KSZO Ostrowiec czy Szydłowianka Szydłowiec), a na Zielonej Wyspie znów jest teraz zawodnikiem Saint Patrick’s Boys, której to ekipie od lat marzy się miejsce w irlandzkiej ekstraklasie. Podobny sposób na życie co Sykuła wybrał również Artur Lemanowicz. Zamiast tułać się po klubach z centralnej Polski (Mazowsze Płock, Widzew Łódź, Unia Skierniewice), wybrał on spokojny żywot w Finlandii, która w rankingu UEFA jest obecnie na 37. pozycji. 30-latek, mający ma na koncie sześć gier w polskiej ekstraklasie, od 2008 roku – z krótką przerwą na grę w Błękitnych Gąbin – wierny jest drużynie Vasa IFK, czyli aktualnemu beniaminkowi fińskiej drugiej ligi. Zespół z Vaasy jest wprawdzie głównym kandydatem do spadku w trwających właśnie rozgrywkach, ale trudno przypuszczać, aby doświadczony obrońca z Sierpca nagle zdecydował się po sezonie na zmianę otoczenia.

Polskich przedstawicieli nie brakuje także w drugiej z najmniej popularnych lig skandynawskich – islandzkiej. Zarówno 29-letni Tomasz Łuba (Vikingur Olafsvik), jak i 26-letni Maciej Majewski (Grindavik) wywodzą się z Podlasia, ale w rodzinnych stronach kariery nie zrobili. W niezwykle malowniczej „krainie ognia i lodu” dłuższy staż ma Łuba, który trafił tam w 2009 roku, dwa lata przed Majewskim. Niestety, ich obecnych zespołów próżno szukać w zdominowanej przez kluby ze stołecznego Reykjaviku islandzkiej ekstraklasie. Trzeba jednak pamiętać, że z roku na rok poziom tamtejszego futbolu idzie mocno do góry po znaczących inwestycjach w infrastrukturę oraz szkolenie młodzieży – najlepszym tego dowodem jest postawa reprezentacji Islandii, która była o krok od awansu na ubiegłoroczny mundial, a teraz pewnie zmierza po historyczny awans na Euro 2016 we Francji. W rankingu UEFA, tworzonym na podstawie postawy klubów w europejskich pucharach, Islandczycy są na razie na 35. miejscu.

Nieco wyżej, bo odpowiednio na 33. oraz 31. pozycji, są Węgry i Słowacja. Do obecności piłkarzy z obu tych krajów w polskiej ekstraklasie już dawno wszyscy zdążyli się przyzwyczaić. Przenosiny w kierunku odwrotnym ciągle jednak traktowane są w kategoriach niemałej ciekawostki. Mimo to, ciekawskich nie brakuje, czego dowodem były choćby ubiegłoroczne przenosiny 23-letniego Szymona Grucy z III-ligowego Orła Przeworsk (a wcześniej m.in. Kolejarz Stróże) do Partizana Bardejov, który występuje w słowackiej drugiej lidze. O sportowym awansie można też mówić w przypadku Michała Nalepy, który po występach w pierwszoligowej jeszcze Termalice Nieciecza i 16 spotkaniach w ekstraklasie dla Wisły Kraków trafił do Ferencvarosu Budapeszt. Z nowymi kolegami 22-letni obrońca zdążył już bowiem sięgnąć po Puchar i Superpuchar Węgier oraz Puchar Ligi. Ferencvaros znakomicie rozpoczął też obecne rozgrywki ligowe (siedem zwycięstw w pierwszych siedmiu meczach!), więc niewykluczone, że lista sukcesów Nalepy po tym sezonie znowu się powiększy.

Niewiele zresztą brakowało, aby polska kolonia w egzotycznych dla nas ligach europejskich była jeszcze liczniejsza. Dość powiedzieć, że na początku sierpnia na testach w Birkirkara FC, trzecim zespole maltańskiej ekstraklasy, był Damian Lenkiewicz. Ostatecznie jednak 23-letni pomocnik, przynajmniej na razie, pozostanie zawodnikiem pierwszoligowej Miedzi Legnica.

Przy okazji warto też wspomnieć o kilku graczach, którzy grają w mało znanych ligach znacznie dalej od rodzinnego domu. Takim zawodnikiem jest choćby Jacek Magdziński, który od początku tego roku broni barw Academiki Petroleos Clube do Lobito w Angoli. Inna sprawa, że blisko 29-letni napastnik jak mało kto zasłużył na miano „piłkarskiego obieżyświata”, bo w ciągu minionej dekady przywdziewał koszulki aż 15 klubów. Były wśród nich nieco bardziej znane polskie marki (Flota Świnoujście, Zawisza Bydgoszcz, Chojniczanka Chojnice, a nawet Lech Poznań – jeden występ w nieistniejącym już Pucharze Ekstraklasy), jak i zupełnie anonimowe kluby angielskie. Mimo powrotu w ojczyste strony Krzysztofa Mączyńskiego, swojego reprezentanta mamy ciągle także w Chinach, gdzie tamtejszą ligę z ekipą Henan Jianye próbuje podbić Mateusz Zachara. Niewykluczone również, że niedługo nowy zespół w jakimś całkowicie egzotycznie piłkarskim kraju znajdzie sobie znów Ben Starosta, który ostatnio pozostawał bez przynależności klubowej. Mający również obywatelstwo brytyjskie obrońca, w swoim CV ma już grę w Australii (Dandenong Thunder) oraz na Filipinach (Global FC Manila), gdzie wywalczył nawet mistrzostwo kraju. No cóż, jak widać, piłkarskie koleje losu potrafią być doprawdy niezbadane…