Barcelona po raz 24. czy Real po raz 33.?


W sobotę o 17.00 równolegle startują dwa najważniejsze mecze tej kolejki Primera Division. W Granadzie gospodarze podejmują FC Barcelonę, a La Coruni „El Depo” zmierzą się z Realem. Ostatnie 90 minut zmagań i poznamy mistrza. Wszystkie karty w ręku ma Barca, która zgromadziła punkt więcej niż „Królewscy”. Czy da się to przegrać? Przykład Ajaxu Amsterdam pokazuje, że tak…

Granada 26.00, remis 12.00, FC Barcelona 1.09 – godz. 17.00
„El Grana” w ostatniej ligowej kolejce zapewniła sobie utrzymanie w La Liga na kolejny sezon. Poza kibicami zespołu z Andaluzji, najbardziej ucieszyli się z tego wyniku fani Barcelony. Oznacza to bowiem, że Granada w ostatniej kolejce nie musi walczyć na śmierć i życie o każdy centymetr boiska. Ich los jest już znany. W przedmeczowych wywiadach piłkarze Granady podkreślają jednak, że nie zamierzają jednak ułatwiać zadania przyjezdnym i chcą zagrać na 100%. Z obozu miejscowych płyną głosy, że w zespole są zarówno sympatycy Barcelony, jak i Realu, więc nie ma mowy o żadnej taryfie ulgowej dla faworyta. Jeśli „Blaugrana” chce być mistrzem, musi sobie sama zapracować na to.

To oczywiście tylko przedmeczowe dywagacje, a najlepszym weryfikatorem będzie jutrzejsze 90 minut na stadionie w południowej Hiszpanii. Przede wszystkim potencjał piłkarski Barcelony jest na tyle duży, że nawet wznoszący się na własne wyżyny zawodnicy Granady mogą sobie nie poradzić i nie będzie w tym za grosz ich winy. O tym, że życie zna różne wypadki przekonuje jednak przywołany już przykład Ajaxu Amsterdam. To na pewno spora przestroga dla Luisa Enrique i jego podopiecznych. Dla zespołu z Camp Nou najlepszym scenariuszem byłby szybko strzelony gol, który pozwoli drużynie na spokojniejszą grę. Jeśli ten nie będzie padał, presja upływającego czasu może spętać nogi nawet takim asom jak Messi, Neymar czy Suarez.

9 stycznia na Camp Nou w pierwszym meczu obu tych zespołów padł wynik 4:0 dla Barcelony, a hat-trickiem popisał się Messi. Taki wyczyn Argentyńczyka w sobotę wyceniany jest przez nas na 7.00.

Deportivo La Coruna 13.00, remis 7.75, Real Madryt 1.20 – godz. 17.00
Niewiele trudniejsze zadanie czeka Real Madryt. „El Depo” także nie grozi już spadek, ale drużyny tej nie da się ocenić mianem innym niż „przeciętniak”. Real wygrał jedenaście ligowych spotkań z rzędu, więc trudno przypuszczać, by nagle miał się potknąć w sobotę, zwłaszcza gdy wciąż tli się ostatnia iskierka nadziei na mistrzostwo. To mistrzostwo miałoby zupełnie unikalny smak. Smak sukcesy, ale zarazem wielkiego upokorzenia odwiecznego rywala. Wystarczy przypomnieć, że po 29 kolejkach Real miał 12 punktów straty do „Dumy Katalonii”. Po takim ciosie Barcelonie byłoby ciężko się pozbierać. „Królewscy” doskonale zdają sobie sprawę, że nie mogą „spartolić” tej sytuacji. Muszą zrobić swoje i liczyć na korzystne, ale i sensacyjne zarazem wieści z Granady.

Warto uwzględnić fakt, że Deportivo nie jest w ostatnich latach zbyt wymagającym dla Realu przeciwnikiem. W ostatnich 10 pojedynkach zanotowaliśmy ledwie jeden bezbramkowy remis i aż 9 zwycięstw zespołu ze stolicy Hiszpanii. Ostatnie zwycięstwo Deportivo nad Realem miało miejsce w 2008 roku. Mało tego, w zeszłym sezonie w La Coruni „Królewscy” urządzili sobie strzelecki popis, zdobywając 8 goli, a samemu tracąc 2.

Prawdziwym katem Deportivo jest oczywiście Cristiano Ronaldo. Portugalczyk w ośmiu konfrontacjach przeciwko tej drużynie strzelił 9 goli. Czy strzeli kolejnego w sobotę? Kurs 1.39.

Jeśli Barcelona wygra ligę w sobotni wieczór, jej dominacja w ostatnich latach tylko się pogłębi. Byłoby to szóste mistrzostwo „Blaugrany” w ostatnich ośmiu sezonach. Patrząc szerzej – na 12 ostatnich sezonów ekipa z Camp Nou miałaby w dorobku 8 triumfów. Statystyki naprawdę wyborne, biorąc pod uwagę konkurencję w postaci Realu, a ostatnio także drugiego madryckiego klubu – Atletico. Wszystko wyjaśni się tuż przed 19.00.