Giganci już na starcie


W ten weekend rusza kolejna z wielkich europejskich lig. Ta obecnie najsilniejsza, niemalże taśmowo „produkująca” zwycięzców Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Hiszpańska La Liga to największe gwiazdy światowego futbolu, artyzm w grze i odwieczna rywalizacja Barcelony z Madrytem. Od kilku sezonów siły stolicy są zdwojone, choć na pewno nie występują we wspólnej sprawie…

La Liga 2016/17 – sprawdź kursy
Na starcie sezonu faworytem nr 1 do wygrania rozgrywek znów jest FC Barcelona. Podopieczni Luisa Enrique po raz kolejny przystępują do obrony tytułu, po raz kolejny w roli zdobywcy podwójnej korony na krajowym podwórku, w dodatku na świeżo po triumfie w Superpucharze Europy. Zdaje się, że madryccy potentaci są świadomi, że do detronizacji „Dumy Katalonii” potrzebny jest po prostu sezon doskonały – praktycznie bez wpadek.

Barcelona nie dokonała wprawdzie latem żadnych spektakularnych transferów, ale solidnie wzmocniła się na konkretnych pozycjach. Do zespołu przybyli Andre Gomes, Denis Suarez, Lucas Digne i Samuel Umtiti. Dwaj pierwsi wzmacniają konkurencję w drugiej linii, zaś dwaj kolejni dają trenerowi Enrique większe pole manewru w defensywie. W kuluarach mówi się, że przed Barceloną jeszcze przynajmniej jeden transfer – zawodnika do ofensywy, który byłby godnym zmiennikiem dla ofensywnego trio marzeń – Messi-Suarez-Neymar. Na starcie sezonu tę rolę pełnią na zmianę Arda Turan i Munir. Obaj są skuteczni, więc nieobecność Brazylijczyka spowodowana udziałem w Igrzyskach Olimpijskich, nie powinna być dla Katalończyków wielką przeszkodą. Prędzej na Camp Nou zapłaczą za Claudio Bravo, który podobno jest już jedną nogą w Manchesterze City. Wprawdzie Marc-Andre ter Stegen to fachowiec podobnej klasy, ale na ławce nie widać już godnych kandydatów do gry w bramce. Enrique będzie musiał dmuchać i chuchać na Niemca, jeśli rzeczywiście Bravo wybierze Etihad Stadium. Kurs na mistrzowski tytuł dla Barcelony wynosi 1.75.

 

Kto będzie głównym rywalem Barcelony w mistrzowskim wyścigu? To raczej oczywiste – Real Madryt. Zwycięzcy dwóch z trzech ostatnich edycji Champions League przystępują do rywalizacji, podobnie jak Barca, z Superpucharem na koncie. „Królewscy” zdobyli Superpuchar Europy, notabene także pokonując Sevillę. To tyle podobieństw między głównymi rywalami. Są także i różnice. Real wykazał się znacznie większą pasywnością na rynku transferowym, co pokazuje, że trener Zinedine Zidane jest zadowolony ze swojej kadry. Jedynym wzmocnieniem jak na razie jest powrót z wypożyczenia Alvaro Moraty. Po stronie poważniejszych strat także jedno nazwiska, także napastnika. Do Paris SG trafił bowiem Jese Rodriguez – tyleż utalentowany, co kontuzjogenny.

Podwyższamy kursy na start czołowych lig Europy

A’propos urazów – głównym problemem Zidane’a u progu nowego sezonu Primera Division jest właśnie kontuzja najważniejszej z gwiazd w królewskiej konstelacji. Chodzi oczywiście o Cristiano Ronaldo, który doznał urazu w finale Mistrzostw Europy przeciwko Francji. Portugalczykowi przepadł już mecz o Superpuchar Europy i prawdopodobnie przepadnie też kilka pierwszych kolejek sezonu La Liga. Real sezon inauguruje meczem z Realem Sociedad i jest wielce prawdopodobne, że „Zizou” nie będzie mógł skorzystać z usług nie tylko Ronaldo, ale też Karima Benzemy i wspomnianego Moraty. Mecz z Sevillą w Trondheim udowodnił jednak, że siłą Realu mogą być też zmiennicy. Na 38-etapowym dystansie właśnie postawa zawodników drugoplanowych często jest kluczem do sukcesu. W Realu wszyscy celują w detronizację Barcelony, a kurs na to wynosi 2.50.

 

Trzecim i ostatnim poważnym kandydatem do gry o tytuł jest Atletico Madryt. Zespół, który pod wodzą Diego Simeone niespodziewanie stał się równorzędnym rywalem dla wielkiej katalońsko-kastylijskiej dwójki. Z bandą „Cholo” liczyć się muszą wszyscy, a tajemnicza recepta na dobre wyniki jest wciąż taka sama – doskonała wręcz gra w defensywie całego zespołu, przekładająca się na minimalne straty bramkowe. Jan Oblak to prawie murowany faworyt w wyścigu o największą liczbę czystych kont. Postawa Atletico na rynku transferowym także może napawać fanów z Vicente Calderon umiarkowanym optymizmem. Zespół nie stracił jak dotąd żadnego z czołowych zawodników, choć dużo mówiło się o odejściu np. Antoine Griezmanna. Ba, Simeone i włodarze klubu postarali się o napływ świeżej krwi, z Kevinem Gameiro z Sevilli na czele. Mocnym akcentem było też sprowadzenie Nico Gaitana z Benfiki Lizbona. W przypadku Atletico kurs na tytuł jest bardzo okazały i kuszący – wynosi 12.00.

Nie mniej interesująca powinna być walka o koronę króla strzelców. W ostatnim sezonie Cristiano Ronaldo niespodziewanie został pozbawiony tego trofeum i co jeszcze bardziej niespodziewane – nie przez Leo Messiego, a przez jego klubowego kolegę – Luisa Suareza. Urugwajczyk był arcyskuteczny przez cały sezon, a Argentyńczyk, który niewiele mu ustępował, na początku sezonu stracił ponad miesiąc gry z powodu kontuzji. Wtedy jasne stało się, że traci szansę na kolejny w karierze tytuł najlepszego snajpera La Liga. Teraz taka szansa jest znacznie bardziej realna, a kontuzja Ronaldo stawia Messiego w uprzywilejowanej pozycji przed tym wyścigiem. Kursy są jednak bardzo wyrównane. Messi 2.75, Ronaldo 2.90, Suarez 3.50.