Ostatni wysiłek Realu?


Finisz sezonu w La Liga jest kwestią tygodnia. W tym czasie Real Madryt rozegra jeszcze trzy mecze. „Królewskim” wystarczy zdobycie siedmiu punktów, by zapewnić sobie upragniony tytuł. Dziś zespół ze stolicy Hiszpanii rozegra prawdopodobnie najtrudniejszy z tych trzech meczów. Na Santiago Bernabeu przyjeżdża Sevilla, która 15 stycznia w meczu ligowym na swoim stadionie ograła madrytczyków 2:1. Dziś błagalne modlitwy w kierunku Andaluzyjczyków wznosić będą praktycznie wszyscy kibice FC Barcelony.

Real Madryt 1.20, remis 8.00, FC Sevilla 11.50 – godz. 20:00
Nie ma najmniejszych wątpliwości, że to gospodarze są faworytem tego spotkania. Wprawdzie w minioną środę „Królewscy” przegrali 1:2 z Atletico, ale była to zwycięska porażka, bo dała podopiecznym Zinedine’a Zidane’a awans do finału Ligi Mistrzów. Można więc być pewnym, że zawodnicy Realu są w świetnych nastrojach – wciąż bardzo prawdopodobne jest zdobycie przez nich podwójnej korony – mistrzostwa Hiszpanii i Champions League. W wypadku europejskiego pucharu byłaby to obrona trofeum! Plany Realowi pokrzyżować może jednak Barcelona i Juventus. Katalończycy są jednak uzależnieni od gry innych. Komplet zwycięstw „Blaugrany” nie da jej tytułu. Real ma tyle samo punktów co zespół Luisa Enrique, ale do rozegrania jeden mecz więcej – w najbliższą środę „Królewscy” odrobią zaległości meczem przeciwko Celcie Vigo. Kibice Barcy liczą jedna najbardziej na dzisiejszą postawę Sevilli, która jest teoretycznie najtrudniejszym z pozostałych rywali „Los Blancos”. Remis lub wygrana gości? Kurs 4.80.

Trzeba jednak wyraźnie stwierdzić, że od ponad miesiąca forma Sevilli jest znacznie niższa niż we wcześniejszej fazie sezonu. Ekipa Jorge Sampaoliego roztrwoniła sporo ligowych punktów, spadając za plecy Atletico Madryt. Jednocześnie z Champions League wyeliminował ją Leicester, co było odebrane w Andaluzji jako spore rozczarowanie. Sześciopunktowa przewaga nad piątym Villarrealem daje jednak Sevilli poczcie komfortu – w sezonie 2017/18 ekipa z Estadio Ramon Sanchez Pizjuan zagra najprawdopodobniej w eliminacjach Ligi Mistrzów. Trudno też sądzić, by trzecie Atletico, mające 5 punktów więcej, dało się wyprzedzić na finiszu drużynie z Andaluzji. De facto Sevilla gra już praktycznie o nic, co daje dziś Realowi naprawdę dużą przewagę. Jeśli ktoś będzie wypruwał sobie żyły na murawie, to prędzej będą to gospodarze. Ich prowadzenie już do przerwy wyceniamy na 1.49.

Sevilla i Real spotkały się ze sobą w tym sezonie także w Pucharze Króla. Real wygrał u siebie 3:0, by w rewanżu zremisować 3:3 i pewnie awansować do ćwierćfinału. Kilka dni później rozegrano wspomniany już ligowy mecz w Sevilli, który zakończył się triumfem miejscowych 2:1. Warto przypomnieć niezwykły przebieg tamtej rywalizacji. Real objął prowadzenie w drugiej połowie, po tym jak skutecznie rzut karny egzekwował Cristiano Ronaldo. Sevilla wszystko co najlepsze zostawiła na końcówkę. W 85. minucie wyrównał… Sergio Ramos, zaliczając gola samobójczego. W 90. minucie Andaluzyjczycy zadali cios decydujący – bramkę zdobył Stevan Jovetić. Dziś gola Czarnogórca wyceniany jest na 3.95.

Obniżka formy rywala, atut własnego boiska, świadomość celu o jaki się gra i silniejszy na papierze skład – to wszystko mocno przemawia dziś za zespołem Realu. To jednak tylko piłka nożna, sport, w którym najczęściej zdarzają się niespodzianki. Ta dzisiejsza byłaby szczególnie bolesna dla gospodarzy i szczęśliwa dla… Barcelony. Ale nadzieje fanów z Katalonii nie mają naprawdę zbyt mocnych podstaw. Real wygrał 10 z 11 ostatnich spotkań przeciwko Sevilli na Santiago Bernabeu. W zeszłym sezonie był to pogrom 4:0! Zwycięstwo „Los Blancos” z handicapem (-1) oznaczone jest kursem 1.47.