Rywalizacja nieREALna? Rusza La Liga!


Koniec laby w Primera Division! Po letniej przerwie wracają emocje związane z Półwyspem Iberyjskim. Za nami już całkiem mocna uwertura w postaci dwumeczu o Superpuchar Hiszpanii, w którym Real zdeklasował Barcelonę, przy okazji zdobywając już drugie trofeum tego lata – wcześniej sięgnął też po inny Superpuchar – Europy. I to oczywiście „Królewscy” są głównym faworytem rozpoczynających się rozgrywek, a jeśli nic nie zmieni się w Katalonii, może być to bardzo łatwa i przyjemna kampania dla podopiecznych Zinedine’a Zidane’a.

La Liga 2017/18 – sprawdź kursy
Przed startem ligi hiszpańskiej praktycznie co roku można napisać zdanie o tym, że głównych faworytów jest dwóch – Real i Barcelona i to rywalizacja tej dwójki powinna wyznaczać bieg najważniejszych wydarzeń. Nie inaczej jest w tym roku, ale już dawno nastroje w stolicy Hiszpanii i stolicy Katalonii nie były tak rozbieżne. W Madrycie panuje spokój, mieszający się z euforią po kolejnych sukcesach. W Barcelonie mieszają się przygnębienie i wściekłość. Kluby znalazły się na dwóch różnych biegunach, choć wciąż pozostają wielkimi dominatorami hiszpańskiego i europejskiego futbolu.

Różnica to oczywiście zarządzanie, polityka transferowa, a w rezultacie także wyniki sportowe. Bezapelacyjnie przegrany przez Barcelonę dwumecz z Realem przelał czarę goryczy u wielu „socios” klubu z Katalonii. Przed sezonem mówiło się o konieczności wzmocnień drużyny, szczególnie w drugiej linii, a tymczasem jak na razie Barca straciła Neymara, a żaden z nowych zawodników nie przekonuje (Semedo i Paulinho). Fiaskiem zakończyły się podchody pod Marco Verrattiego i Hectora Bellerina, a negocjacje z Philippe Coutinho i Ousmane Dembele przedłużają się w nieskończoność. Nawet jeśli Barcelonie uda się sprowadzić obydwu, będzie musiała rozbić bank i wydać pewnie nawet więcej niż zarobiła na sprzedaży Neymara. Gdy do tego dołożyły się kilka nerwowych wypowiedzi zawodników czy klubowych działaczy, trudno dziwić się, że „Blaugrana” u progu nowego sezonu wygląda jak kolos na glinianych nogach. Sprawy Ernesto Valverde raczej nie ułatwi fakt, że kontuzji wykluczającej z gry na miesiąc doznał Luis Suarez… Barca mistrzem Hiszpanii? Kurs 2.30.

Real do obrony tytułu przystępuje z dwoma wspomnianymi już zdobyczami (superpuchary), a także odpowiednio wzmocniony, na tych pozycjach, na których Zidane’owi najbardziej zależało. Do drużyny dołączyli Dani Ceballos i Theo Hernandez. Z Realu odeszli niechciani przez trenera Danilo, Pepe, Morata czy James Rodriguez, który trafił na wypożyczenie do Bayernu. Żwawym krokiem do pierwszego składu pukają coraz to nowi młodzi zawodnicy, a Marco Asensio to już gwiazda Santiago Bernabeu i zdaniem wielu przyszły wielokrotny triumfator Złotej Piłki. Początek sezonu Asensio z pewnością rozegra jako podstawowy piłkarz, bo zawieszony za odepchnięcie sędziego w pierwszym meczu Superpucharu Hiszpanii jest Cristiano Ronaldo. Real nauczył się jednak pod wodzą Zidane’a radzić sobie bez największych gwiazd, więc mało prawdopodobne, by nawet absencja CR7 pokrzyżowała szyki „Królewskim” na starcie rozgrywek. Zresztą, Barcelona startuje z dużo poważniejszą wyrwą – z tercetu MSN póki co grać może tylko „M”. M jak Messi.

To właśnie Argentyńczyk jest faworytem w kategoriach król strzelców 1.90 i król asyst 3.00. Jest też największą nadzieją Barcelony, na skuteczną walkę z Realem. Bez Argentyńczyka w optymalnej formie, szanse „Blaugrany” maleją w sposób kolosalny. Messi bez formy jest jednak stosunkowo rzadko, a La Liga 2016/17 była popisem w wykonaniu mikrego Argentyńczyka, który znów zaliczał absurdalne liczby bramek i kluczowych podań. Nawet to nie wystarczyło jednak na wygranie rywalizacji z „Los Blancos”, choć walka trwała do samego końca.

W czołówce powinno być także Atletico, które po dość słabym sezonie 2016/17, chciałoby powrócić do prawdziwej rywalizacji o tytuł. W klubie pozostał Diego Simeone, więc nadzieja się na udaną kampanię się tli, ale są też oczywiste przeszkody. Główna to zakaz transferowy, który spowodował, że „Los Colchoneros” nie mogli pozwolić sobie na żadne wzmocnienia. W tej sytuacji priorytetem stało się zachowanie najważniejszych zawodników, z Antoinem Griezmannem na czele. Nie licząc wspomnianego już Theo Hernandeza, udało się. Powrót zespołu z Vicente Calderon na mistrzowski tron wyceniamy na 26.00.