Arsenal chce oszukać przeznaczenie


Porażki Arsenalu w 1/8 finału Ligi Mistrzów stają się niemal takim samym pewnikiem jak śmierć i podatki. Gdy w ostatnim losowaniu „Kanonierzy” trafili na Barcelonę, jasne stało się, że i w tym sezonie uniknięcie przegranej w tej fazie będzie dla londyńczyków zadaniem o najwyższej skali trudności. Prawdopodobnie nawet poza zasięgiem. We wtorek pierwsze spotkanie na Emirates Stadium.

Arsenal 5.00, remis 4.05, FC Barcelona 1.68 – wtorek 20.45
W minionych latach zespół Arsene’a Wengera zostawał wyrzucany za burtę Champions League przez takie drużyny jak Bayern, Milan, Barcelona właśnie czy rok temu Monaco. I to porażka z drużyną z Księstwa naraziła Arsenal na kpiny ze strony wielu kibiców. Drużynie z północnego Londynu przypięto łatkę wiecznych przegranych w 1/8 finału. Jak oszukać przeznaczenie i awansować do ćwierćfinału, gdy naprzeciwko staje prawdopodobnie najsilniejsza drużyna na świecie? Wenger głowi się nad tym od dwóch miesięcy.

Arsenal notuje niezły sezon – jest jednym z głównych faworytów do mistrzostwa Anglii i wciąż walczy o trzeci z rzędu Puchar Anglii, choć sobotni remis z Hull City w tych rozgrywkach to raczej powód do wstydu, a nie dumy. W Lidze Mistrzów pomimo perturbacji w grupie, rzutem na taśmę „The Gunners” udało się tradycyjnie wyjść z grupy. Przyczyniła się do tego ostatnia, wyjazdowa wygrana w Olympiakosem Pireus, kiedy to hat-trickiem popisał Olivier Giroud. Czy tak często krytykowany na Wyspach Francuz wpisze się na listę strzelców przeciwko Barcelonie? Kurs 3.30.

Znacznie bardziej prawdopodobne są kolejne bramki magicznych napastników Barcelony, którzy ani na chwilę się nie zatrzymują. Tercet Mess-Neymar-Suarez straszy całą Hiszpanię, a gdy wraca Liga Mistrzów, także całą Europę. Panowie rozumieją się niemal bez słów, a mecze takie jak ten z Celtą Vigo, są najlepszym dowodem na nieprawdopodobne możliwości tej trójki. W dodatku Messi doskonale zna smak trafień przeciwko Arsenowi? W 2010 roku „Pchła” ustrzelił w meczu z „Kanonierami” cztery gole, walnie przyczyniając się do wyeliminowania ekipy Wengera. Jeśli w sobotę na The Emirates Argentyńczyk trafi do siatki, pomnażamy swój wkład o 1.97.

Jeśli jesteśmy przy 2010 roku, to warto przypomnieć, że tamten dwumecz, rozgrywany w ramach ćwierćfinału rozgrywek, rozpoczął się od remisu 2:2 w Londynie. Barcelona prowadziła już 2:0, ale roztrwoniła ten wynik i przed rewanżem jeszcze wszystko było możliwe. Na Camp Nou goście objęli prowadzenie po bramce Niklasa Bendtnera, ale wtedy Messi włączył turbodoładowanie i zaaplikował przyjezdnym „czteropak”. Rok później los ponownie skojarzył Arsenal i Barcelonę, wówczas już w 1/8 finału. Tym razem rywalizacja rozpoczęła się jeszcze bardziej po myśli Arsenalu, który u siebie zdołał wygrać 2:1. Sprawa awansu znów rozstrzygała się jednak w Katalonii i miejscowi zwyciężając 3:1 przeszli dalej, a potem wygrali całą Ligę Mistrzów. Czy Arsenal znów nie przegra u siebie? Gospodarze lub remis za 2.23.

Arsenal i Barca zmierzyły się też w finale Ligi Mistrzów w sezonie 2005/06. Na Stade de France przerobiony został scenariusz podobny do tego z kolejnych rywalizacji tych dwóch ekip. Zaczęło się po myśli Arsenalu, który w 36. minucie objął prowadzenie po bramce Sola Campbella. Co ciekawe, londyńczycy grali wtedy od blisko 20 minut w osłabieniu po czerwonej kartce dla Jensa Lehmanna. W drugiej połowie „Blaugrana” zdołała najpierw wyrównać (Samuel Eto’o), a potem zdobyć zwycięskiego gola (Juliano Belletti). Arsenal nigdy potem nie zbliżył się tak bardzo do wygrania Ligi Mistrzów, a Barcelona potrafiła powtórzyć ten sukces jeszcze trzy razy. W tym roku Katalończycy są głównymi faworytami do kolejnego wygrania rozgrywek.

Kibice futbolu w całej Europie liczą na wspaniały dwumecz. Barcelona od wielu lat jest symbolem efektownej gry, pełnej ozdobników, popisów technicznych, a do tego bardzo skutecznej. Pod wodzą Luisa Enrique drużyna nabrała nowego blasku, którego brakowało od czasów odejścia z klubu Pepa Guardioli. Arsenal z kolei nazywany był niegdyś „Barceloną północy”. Drużyna z Londynu uosabiała podobny styl gry, hołdujący krótkiej i szybkiej wymianie sporej ilości podań, ruchliwości zawodników i szeroko rozumianej ofensywie. To określenie przestaje być jednak adekwatne. Obecny Arsenal nadal potrafi grać ładnie w piłkę, ale nie jest to już na pewno cecha dystynktywna „Kanonierów”. Paradoksalnie – im futbol Arsenalu stawał się mniej spektakularny, tym łatwiej drużynie było o sukcesy na Wyspach – w ostatnich sezonach „The Gunners” dwa razy wygrali FA Cup i dwukrotnie sięgali po Tarczę Wspólnoty (angielski odpowiednik krajowego Superpucharu).

Mecz z Barceloną będzie niezwykle istotny dla Alexisa Sancheza. Chilijczyk w latach 2011-2014 reprezentował barwy klubu ze stolicy Katalonii, stanowiąc ważne ogniwo siły ofensywnej zespołu. Nie brakowało jednak osób krytykujących grę Sancheza, jego zbytnie zamiłowanie do dryblingów i „holowania” piłki. Gdy do Barcelony trafił Neymar, a w następnej kolejności Luis Suarez, jasne stało się, że w drużynie zrobiło się za ciasno i nie ma już miejsca dla Sancheza. Wtedy po sięgnął po niego Wenger, który wreszcie mógł pozwolić sobie na wielkie, gotówkowe transfery.

Rok wcześniej Arsenal zasilił przecież Mesut Özil. Arsenal dał wówczas wyraźny sygnał, że kończą się chude lata oszczędzania i spłacania kredytu na budowę stadionu. Rozpoczął się czas pogoni za sukcesami. Puchar Anglii to jednak tylko przystawka, a danie główne wciąż czeka na „Kanonierów”. Czy w tym sezonie nadejdzie czas przełamania i Wenger zatriumfuje w lidze, albo Champions League?

Wyeliminowanie Barcelony byłoby wielką sensacją. Arsenal to silny europejski zespół, ale obecnie Barcelonę odbiera się raczej w kategoriach niezniszczalnego potwora, o olbrzymiej mocy. Wydaje się, że tylko Real Madryt i Bayern Monachium mogą w pojedynczych meczach nawiązać walkę z „Dumą Katalonii”. W historii Champions League żadnej drużynie nie udało się sięgnąć po trofeum dwa razy z rzędu. Jeśli w tym sezonie Barcelona nie obroni mistrzowskiego tytułu, to trzeba będzie to chyba uznać za niemożliwe do osiągnięcia.

Sport uwielbia niespodzianki, a w szczególności uwidacznia się w futbolu, gdzie mnóstwo zmiennych czynników wpływa na końcowy rezultat. Nie ma jednak żadnych złudzeń – Arsenal stoi na straconej pozycji i musi oszukać przeznaczenie, dokonać niemożliwego, wspiąć się na własne wyżyny, licząc na gorsze dni Barcelony. Jeden gorszy dzień na The Emirates niczego raczej nie załatwi.

Tak czy inaczej możemy liczyć na fantastyczne piłkarskie widowiska, bowiem stężenie zawodników po prostu świetnie grających w piłkę na metr kwadratowy boiska będzie bardzo wysokie. Over 2,5 gola? Kurs 1.61.