Atletico czeka na rywala


W bieżącej edycji Ligi Mistrzów do rozegrania pozostały już tylko dwa mecze. Dzisiejszy półfinał pomiędzy Realem i Manchesterem City, a także zaplanowany na 28 maja finał, w którym na zwycięzcę dzisiejszej pary czeka już Atletico Madryt. Z kim na San Siro zmierzą się „Los Colchoneros”?

Real Madryt 1.50, remis 4.60, Manchester City 7.15 – godz. 20.45
Faworytem dzisiejszego spotkania są „Królewscy”. Bezbramkowy remis na Etihad Stadium to może nie idealny punkt wyjścia przed rewanżem, ale też nikt w obozie madrytczyków nie narzekał. Grając bez kontuzjowanego Cristiano Ronaldo ten rezultat wzięto jako umiarkowanie dobrą wróżbę przed spotkaniem u siebie. Dziś Ronaldo nie powinno już zabraknąć w wyjściowej jedenastce Zinedine’a Zidane’a, a jakim atutem w ofensywie jest Portugalczyk – to wiedzą wszyscy. Wystarczy przypomnieć, że w trwającej Lidze Mistrzów zdobył on już 16 bramek, a wicelider Robert Lewandowski ma ich 9. Czy to CR7 otworzy dziś wynik meczu? Kurs 3.40.

Nie zagra natomiast inny z tercetu BBC – Karim Benzema. Francuz w pierwszym spotkaniu z Manchesterem City nabawił się kontuzji, która uniemożliwi mu dzisiejszy występ na Santiago Bernabeu. Kto zastąpi Benzemę w wyjściowym składzie Realu? Wygląda na to, że największe szanse ma jego naturalny zmiennik – Jese Rodriguez.

Real w ćwierćfinale udowodnił jak mocny potrafi być na własnym terenie. Po porażce 0:2 w Wolfsburgu, „Królewscy” rewanż wygrali 3:0, po hat-tricku Ronaldo. Wymykający się z rąk awans do półfinału został uratowany i Real wciąż ma nomen omen realną nadzieję na 11. w historii klubu triumf w Pucharze Europy. Byłby to też drugi sukces zespołu w przeciągu trzech sezonów. Rok temu triumfowała Barcelona, ale w sezonie 2013/14 w finale Ligi Mistrzów miały miejsce derby Madrytu, wygrane po dogrywce przez „Los Blancos”. W tym sezonie wiadomo już na pewno, że pierwszym finalistą jest Atletico, zatem znów możemy obejrzeć derby stolicy Hiszpanii, które rozstrzygną o zwycięstwie w rozgrywkach.

Dzisiejszy mecz jest szczególnym wydarzeniem dla trenera Manchesteru City, Manuela Pellegriniego. Chilijczyk w sezonie 2009/10 prowadził Real, zajmując z nim w lidze 2. miejsce, mimo rekordowego dorobku 96 punktów na finiszu. Teraz Pellegrini powoli żegna się z Etihad Stadium. Do rozegrania pozostały mu dwa mecze ligowe i jeden lub dwa w Champions League. Odejście w glorii triumfatora Ligi Mistrzów byłoby wspaniałym ukoronowaniem pracy „Inżyniera”, jak mawia się o Chilijczyku. – Mam dobre wspomnienia z Madrytu. Na Bernabeu atmosfera zawsze jest niesamowita – mówi Pellegrini. Czy dziś jego wspomnienia będą równie dobre? Kurs na awans „Citizens” wynosi 2.95.

Sporo do udowodnienia ma również Sergio Aguero. „Kun” grał przeciwko Realowi jako zawodnik Atletico i Manchester City aż 13 razy i nigdy nie wygrał! Zdobył wprawdzie 4 bramki, jednak bilans 5 remisów i 8 porażek jest wybitnie niekorzystny. Gdyby dziś „Citizens” wyeliminowali Real, nawet po bramkowym remisie, to nikt jednak nie odważy się mówić o kompleksie, którego może wobec Realu nabawić się Argentyńczyk. Wszystko jest do podniesienia z murawy Santiago Bernabeu dziś wieczorem.

Właśnie czyste konto po stronie strat będzie dla Realu kluczem do sukcesu. W przypadku utraty gola, Real stawia się w trudnym położeniu – samemu musi zdobyć minimum dwie bramki. Zasady wyjazdowych trafień pogrążyła już Bayern, a teraz kolejnym zespołem, który może zapłacić słoną cenę za swój brak skuteczności w delegacji, mogą stać się „Królewscy”. Inna sprawa, że podopieczni Zidane’a w pięciu poprzednich domowych meczach w Lidze Mistrzów nie stracili ani jednej bramki, co z kolei jest marnym prognostykiem dla „Obywateli”.

Nikt nie ma wątpliwości, że dużo bardziej utytułowany, doświadczony i silniejszy na papierze Real jest faworytem. O tym, że „Citizens” to jednak nie ułomki świadczy najlepiej fakt, że w ćwierćfinale ekipa ta wyeliminowała Paris SG. Jeden błąd, jeden moment zawahania czy najdrobniejszy detal może rozstrzygnąć o losach awansu do finału. Derby Madrytu na San Siro 28 maja tylko podkreśliłyby i tak bardzo wyraźną już dominację zespołów z Primera Division.