Euforia i strach


Powrót polskiego klubu do Ligi Mistrzów po 20-letniej przerwie niesie ze sobą spory ładunek emocjonalny. Bilety na mecz Borussii z Legią rozeszły się na pniu, w przedsprzedażach dla najwierniejszych fanów warszawskiego klubu. Fani Legii z jednej stronie czują radość, euforię, a nawet podniecenie, z drugiej towarzyszy im spora obawa – Legia w tym sezonie nie prezentuje kompletnie nic, co uprawniałoby ją do gry w Champions League. I paradoksalnie właśnie w tym momencie ten awans udało się uzyskać. Co jednak będzie w fazie grupowej?

Legia Warszawa 10.15, remis 5.40, Borussia Dortmund 1.35 – godz. 20.45
Mistrzowie Polski grają w ostatnich tygodniach tak źle, że wylądowali na 13. miejscu w Ekstraklasie. Szeroka i jak na warunki polskiej ligi bardzo silna kadra nijak nie przekłada się na grę zespołu. Kibice Legii tęsknią za Stanisławem Czerczesowem, bowiem jak na razie pod wodzą Besnika Hasiego ekipa z Łazienkowskiej cieniuje.

Płacimy 100 PLN za każdą bramkę Legii – promocja!

Oczywiście, udało się wywalczyć awans do elitarnej Ligi Mistrzów, ale i tu czynnikiem decydującym były szczęśliwe losowanie, a potem także na boisku potrzebny był łut szczęścia. W dwumeczu z AS Trenczyn bardzo dobrze spisywał się Arkadiusz Malarz i gdyby nie jego interwencje, Słowacy mogliby przejść do kolejnej rundy. W IV rundzie kwalifikacyjnej dzięki korzystnemu układowi innych dwumeczów, Legia była rozstawionym w losowaniu zespołem i trafiła w dodatku na najłatwiejszego możliwego rywala – irlandzki Dundalk. I to nie usłało drogi mistrzów Polski do Ligi Mistrzów różami. Bardzo kiepski mecz w Irlandii zakończył się jednak bardzo dobrym wynikiem 2:0 dla ekipy Hasiego. W rewanżu miało obyć się bez problemów, ale Legia… przegrywała 0:1, a potem straciła jeszcze Adama Hlouska. Grając w osłabieniu udało się jednak utrzymać korzystny wynik, a na koniec nawet zdobyć gola na 1:1. O tym jak zaprezentowali się Legioniści najlepiej niech świadczy fakt, że zamiast oklasków i podziękowań po historycznym sukcesie, po meczu usłyszeli od swoich kibiców głównie krytykę i gwizdy. Znamienne.

Bilans Legii w sezonie 2016/17? Przegrany Superpuchar Polski, odpadnięcie z Pucharu Polski, 13. miejsce w lidze i… awans do Champions League. Bez stylu, bez choćby 45 minut dobrej gry. Ale ten awans to także gigantyczny zastrzyk pieniędzy do klubowej kasy, który pozwolił Legii solidnie wzmocnić drużynę, a przy okazji zainwestować w rozwój klubu na innych płaszczyznach. Gdyby w parze z tym sukcesem, poszła jeszcze choćby przyzwoita gra na boisku, to kibice warszawskiej drużyny mogliby chodzić cali w skowronkach, roztaczając wizję niepokonanej przez wiele lat na krajowym podwórku Legii. Ta wizja wciąż jest bardzo realna, ale póki co mniej odległy i jeszcze bardziej realny jest scenariusz klęsk w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W środę do Warszawy przybywa wicemistrz Niemiec – Borussia Dortmund. Truizmem będzie pisanie kto jest faworytem tego spotkania. Kurs na minimum dwubramkowe zwycięstwo przyjezdnych wynosi 1.91.

Co gorsza, Legia w meczu z Borussią zagra bez wspomnianego Hlouska (zawieszenie za czerwoną kartkę z meczu z Dundalk) i Michała Pazdana. Ten pierwszy nie ma w klubie praktycznie żadnej konkurencji na lewej obronie, a ten drugi to w tym momencie najlepszy defensor Legii. Reprezentant Polski doznał urazu łydki przed ostatnim meczem kadry z Kazachstanem. Kontuzja okazała się na tyle poważna, że Pazdan na pewno nie wystąpi przeciwko BVB. Wobec tragicznej formy Jakuba Rzeźniaka, najbardziej prawdopodobny wariant defensywy klubu z Łazienkowskiej to Maciej Dąbrowski i Jakub Czerwiński w środku oraz Mateusz Wieteska na lewej stronie. Możliwe jest także ustawienie na lewej flance defensywy któregoś z prawych obrońców – Łukasza Brozia lub Bartosza Bereszyńskiego – wtedy drugi z nich zagrałby na swojej nominalnej pozycji. W każdym z tych układów kibicom Legii pozostanie strach i niepewność. Over 2,5 gola gości wyceniamy na 2.32.

A Borussia ma kim straszyć. Wprawdzie na Łazienkowskiej nie zagrają Marco Reus czy Shinji Kagawa, to i tak ofensywa klubu z Westfalii na papierze prezentuje się wyśmienicie. Wystarczy wymienić tu Pierre-Emericka Aubameyanga, Mario Götze, Andre Schürrle czy Ousmane Dembele. Zespół przeszedł latem spore kadrowe roszady, co na razie wpływa na zgranie, ale kwestią czasu wydaje się, kiedy maszynka odpali na dobre. Jak na razie ekipa z Signal Iduna Park przegrała mecz o Superpuchar Niemiec z Bayernem, a także sensacyjnie ostatnie ligowe spotkanie z FK Lipsk. Po drodze były jednak dwa zwycięstwa – w Pucharze Niemiec 3:0 z Trier oraz w Bundeslidze 2:1 z Mainz. Dwa gole w tym meczu zdobył wspomniany Aubameyang, wicekról strzelców ubiegłego sezonu w lidze niemieckiej. Wtedy Gabończyk ustąpił tylko Robertowi Lewandowskiemu. Czy w środę ten przebojowy snajper pokaże swój kunszt na stadionie przy Łazienkowskiej? Kurs na jego bramkę wynosi 1.75.

Na prawej obronie Borussii zapewne zobaczymy Łukasza Piszczka. Reprezentant Polski od wielu sezonów jest pewniakiem w ekipie z Wesftalii. Występ na Łazienkowskiej będzie dla niego szczególnym wydarzeniem. Piszczek wyjechał z Ekstraklasy 10 lat temu, po zdobyciu tytułu mistrzowskiego z Zagłębiem Lubin. W Bundeslidze zaczynał jako napastnik, ale z czasem przekwalifikowany został na prawego obrońcę. Z Borussią, do której trafił z Herthy Berlin, zdobył dwa mistrzostwa Niemiec, Puchar Niemiec i Superpuchar Niemiec. Grał u Jürgena Kloppa, gra u Thomasa Tuchela.