Hiszpania miażdży Anglię


Ostatnie tygodnie, choć będąc bardziej precyzyjnym i analitycznym, to ostatnie lata, dostarczają fanom La Liga kolejnych argumentów w dyskusjach z fanami Premier League. Hiszpańskie drużyny na arenie międzynarodowej odnoszą sukcesy, a angielskie nie. Czy kolejny odcinek tego smutnego dla Brytyjczyków serialu obejrzymy dziś w Lidze Europy?

Liga Europy – sprawdź kursy na spotkania rewanżowe

W pierwszych meczach Ligi Europy i Ligi Mistrzów ekipy z Primera Division zaimponowały, nie tracąc choćby jednego gola! Tylko Atletico nie wygrało, remisując wczoraj na stadionie PSV 0:0. Cała reszta, jak jeden mąż, zgodnie wygrała. Kolejno Real 2:0 w Rzymie, Sevilla 3:0 u siebie z Molde, Villareal u siebie z Napoli, Valencia 6:0 u siebie z Rapidem Wiedeń, Athletic Bilbao 1:0 w Marsylii i wreszcie we wtorek Barcelona 2:0 w północnym Londynie, na The Emirates. Nieźle, co?

W tym samym czasie Anglicy jak kania dżdżu oczekiwali choćby jednego zwycięstwa. Doczekali się wczoraj, kiedy to w Kijowie swój mecz wygrał Manchester City. Wygrał przekonująco 3:1 i może być pewny udziału w ćwierćfinale. Pozostali? No cóż, nie najlepiej. Chelsea przegrała na wyjeździe z Paris SG, Tottenham zremisował we Florencji 1:1, Manchester United uległ w Danii FC Midtyjlland 1:2 (sic), Liverpool ledwie zremisował z Augsburgiem, a Arsenal, jak wiemy z akapitu wyżej, przegrał z Leo Messim i spółką. Straszna bryndza, nawet biorąc pod rozwagę, że poza Arsenalem wszyscy będą mieli sposobność zagrać w rewanżu przed własną publicznością.

Jeśli dziś Tottenham, Liverpool i Manchester United spokojnie nie awansują do dalszych gier Ligi Europy, będzie to po prostu spory wstyd dla tych drużyn, a dla angielskiej piłki kolejny bolesny cios. A pamiętać należy, że w ostatnich kilku sezonach Premier League otrzymuje takie ciosy bardzo regularnie. Najciekawsza liga świata? Być może. Ale obecnie na pewno nie najlepsza.

 

Dziś 15 par rozegra mecze rewanżowe. Już wczoraj do 1/8 finału rozgrywek awansowała portugalska Braga, która wyeliminowała Sion. Wszystko co najciekawsze zaplanowane jest jednak na dziś, szczególnie zaś na 21.00. Porto będzie próbowało odrobić dwubramkową stratę z Dortmundu, ale patrząc na grę obu ekip na Signal Iduna Park, raczej trudno sobie wyobrazić awans „Smoków”.

Prawdziwym szlagierem jest na pewno rywalizacja Napoli z Villareal. Jeszcze kilka tygodni temu drużyna z Neapolu szła jak burza przez wszystkie rozgrywki, ale porażka z Juventusem, kolejna z Villareal i ledwie remis z Milanem to razem trzy kolejne mecze bez zwycięstwa. Jeszcze nie katastrofa, bo w lidze Juventus w zasięgu ręki, podobnie jak awans dziś. Trzeba tylko u siebie udowodnić wyższość nad Villareal. No właśnie, trzeba strzelić Hiszpanom gola! Kto zrobi to jako pierwszy w fazie play-off europejskich pucharów 2015/16? O 19.00 szansę otrzymają gracze Marsylii i Rapidu Wiedeń, ale faworytami raczej nie będą.

Wracając do spotkań o 21.00 – wyrok na siebie podpisać może Louis van Gaal. Jeśli jego Manchester United odpadnie w dwumeczu z FC Midtyjlland, dni Holendra na Old Trafford będą policzone. Na dniach „Czerwone Diabły” czeka ligowe starcie z Arsenalem, więc van Gaal musi zważyć czy wystawiać najsilniejszy skład czy jednak zaryzykować roszady. Sprawy dodatkowo nie ułatwia plaga kontuzji. Duńczycy naprawdę nie stoją na straconej pozycji!

Nie mniej emocji jak na Old Trafford powinno być na White Hart Lane. Fiorentina dzielnie się trzyma zarówno w Serie A, jak i Lidze Europy, choć nie ma przecież w swoim składzie zbyt wielu bardzo znanych. My oczywiście z uwagą będziemy przyglądać się grze Jakuba Błaszczykowskiego, który w pierwszym meczu zaliczył wprawdzie asystę, ale generalnie grał słabo.

Wieczory z najlepszym europejskim futbolem - promocja