Liverpool jedzie jak na ścięcie


Tylko najbardziej niepoprawni optymiści wśród kibiców Liverpoolu liczą, że dziś ich zespół będzie w stanie zajść za skórę Realowi Madryt. Mecz 4. Kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów ma tylko jednego faworyta i są nim „Królewscy”.

Real Madryt 1.22, remis 6.50, FC Liverpool 12.50 - godz. 20.45
Na Anfield Road górą byli „Los Blancos”, zwyciężając gładko 3:0. Tak naprawdę Real załatwił sobie sprawę już przed przerwą, w drugiej połowie bawiąc się z „The Reds” w kotka i myszkę. Ekipa trenera Carlo Ancelottiego wygrywając dziś zapewni sobie awans do 1/8 finału. Trudno zresztą spodziewać się było innego układu sił w tej grupie, bowiem poza Hiszpanami i Anglikami znaleźli się w niej piłkarze Ludogorca i Bazylei. Liverpool tylko na papierze wydawał się nomen omen realnym zagrożeniem dla „Królewskich”. Boiskowa rzeczywistość w sezonie 2014/15 okazała się jednak brutalna. Prowadzenie Realu do przerwy w dzisiejszym meczu oznaczone jest kursem 1.58.

Po kilku wpadkach na początku rozgrywek obecnie zespół z Madrytu wygrywa na wszystkich frontach, strzelając horrendalnie duże ilości goli. Ponad tydzień temu Real ograł 3:1 FC Barcelonę w ligowym „El Clasico”. Ofensywna moc zespołu jest porażająca. Ostatnią ofiarą rozpędzonego pociągu Ancelottiego była Granada (4:0). W bardzo dobrej dyspozycji znajduje się francuski snajper Karim Benzema. Kurs na jego bramkę w dzisiejszym meczu z wicemistrzami Anglii to 1.94.

To jednak nie Benzema, a oczywiście Cristiano Ronaldo jest największym zagrożeniem w ekipie Realu. W lidze CR7 strzelił już… 17 bramek. Portugalczyk miażdży wszystkich swoich konkurentów do korony króla strzelców. Ma więcej goli niż 14 drużyn La Liga! Ronaldo przestał zachwycać swoim geniuszem – on stał się maszyną do strzelania goli, robotem. Prawdopodobnie w środku nie ma już krwi, tętnic, żył i innych wnętrzności, a kabelki, układy scalone i inne podzespoły. Co ciekawe, w Champions League Ronaldo nie jest chwilowo liderem strzelców. 6 goli ma już Luis Adriano z Szachtara, a 4 wspomniany już Benzema. Portugalczyk trafił jak na razie trzykrotnie. Kurs na to, że powiększy dziś swój dorobek o kolejne dwa „ukłucia” wynosi 2.40.

Liverpool jest w wyraźnym kryzysie. Od początku ligowej kampanii z trudem przychodzi mu gromadzenie punktów. Brendan Rodgers nie potrafi znaleźć recepty na załatanie dziury po Luisie Suarezie, a jedyna realna siła, mogąca sprawić, że o akcjach Urugwajczyka szybko się zapomni, a mowa tu o Mario Balotellim, po prostu zawodzi. W dodatku kontuzji doznał drugi z genialnego duetu S&S – Daniel Sturridge. W zeszłym sezonie akcje „The Reds” były szybkie, nieprzewidywalne, zaskakujące i skuteczne. W tym sezonie gra Liverpoolczyków jest monotonna, jednostajna, nudna i do bólu przewidywalna. Nic zatem dziwnego, że zespół straci już do Chelsea 12 punktów, mając przed sobą bezpośredni mecz z londyńskim gigantem, już w najbliższej kolejce! Dorobek Liverpoolu w Champions League także nie rzuca na kolana. Szczęśliwa wygrana z Ludogorcem po golu w doliczonym czasie gry, a ponadto porażki z Bazyleą i Realem, stawiają zespół Rodgersa w niewygodnym położeniu. Jeśli dziś Basel wygra z Bułgarami, a Liverpool przegra z Realem, awans może oddalić się na bardzo duży dystans od miasta Beatlesów. „The Reds” muszą więc dziś postawić wszystko na jedną kartę. Jeśli obie drużyny strzelą gola w tym meczu to trafimy kurs 1.64.

Mecz może być też pojedynkiem dwóch naszych pierwszych rysunkowych „wąsaczy”. Na facebookowym profilu Unibetu rozpoczęliśmy, popierając akcję Movember, wąsate zmagania. W pierwszej parze Mario Balotelli mierzy się Garethem Balem. Wygra ten kto zbierze więcej lajków, a dziś wygra ten zespół, który strzeli więcej goli – jak to zwykle w piłce nożnej.