Madryckie deja vu


Po roku przerwy, znów w finale Ligi Mistrzów zobaczymy derby stolicy Hiszpanii. W 2014 roku po dogrywce zwyciężył Real Madryt. Atletico pała żądzą rewanżu, a od tamtego czasu przegrało tylko jeden z dziesięciu pojedynków z „Królewskimi”. Czy Diego Simeone znalazł patent na lokalnego rywala? Przekonamy się w sobotni wieczór, kiedy to dobiegnie końca rywalizacja na San Siro.

Real Madryt 2.50, remis 3.15, Atletico Madryt 3.25 – godz. 20.45
W zgodnej opinii ekspertów droga Realu do finału była dużo łatwiejsza. W grupie „Królewscy” poza silnym Paris SG, rywalizowali z Malmoe i Szachtarem Donieck, a potem w fazie pucharowej eliminowali kolejno AS Romę, VfL Wolfsburg i wreszcie Manchester City. Najlepszym dowodem jak gładko przychodziły Realowi kolejne zwycięstwa jest dorobek strzelecki Cristiano Ronaldo, który w całych rozgrywkach strzelił już bagatela 16 bramek! Dla porównania cały zespół Atletico strzelił także 16 (sic).

„Los Colchoneros” mimo destrukcyjnego i momentami po prostu brzydkiego stylu gry, zaskarbili sobie sympatię rzeczy fanów. Atletico to w porównaniu z Realem czy Barceloną ubogi krewny, a tymczasem od trzech lat ekipa Simeone nie ustępuje gigantom europejskiego futbolu w niczym. Drugi w ciągu trzech sezonów finał Champions League jest najlepszym tego zobrazowaniem. Zespół z Vicente Calderon w fazie pucharowej rozgrywek musiał mierzyć się z PSV, Barceloną i Bayernem, zatem drabinka Atletico była znacznie bardziej wymagająca niż ta „Królewskich”. Jeśli to właśnie banda „Cholo” wzniesie w górę trofeum Champions League, trafimy kurs 2.16.

Wielu zawodników obecnego składu Atletico doskonale pamięta finał sprzed dwóch lat. Po błędzie Ikera Casillasa i golu Diego Godina, „Los Colchoneros” byli bliscy szczęścia i zwycięstwa. W doliczonym czasie gry wyrównującą bramkę strzałem głową, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, zdobył Sergio Ramos. W dogrywce Atletico zabrakło już sił i Real wypunktował rywala, ostatecznie zwyciężając 4:1! To był bolesny moment dla fanów z Vicente Calderon, którzy powoli witali się już z przysłowiową gąską, a finalnie musieli przełknąć wyjątkowo gorzką pigułkę, jaką jest porażka w takich okolicznościach ze znienawidzonym sąsiadem zza miedzy.

Czas jednak leczy rany, a w tym wypadku leczyli je sami piłkarze Atletico, którzy w większości spotkań przeciwko Realowi byli górą. Wyjątek? Oczywiście Liga Mistrzów i zeszłoroczny dwumecz tych zespołów, tym razem w fazie ćwierćfinałowej. W pierwszym meczu padł remis 0:0, ale w rewanżu na Santiago Bernabeu padł jeden jedyny, złoty gol. Strzelił go Javier Hernandez i to Real awansował do półfinału. Prawidłowość ostatnich miesięcy jest więc taka, że Real nie potrafi sobie poradzić z Atletico w żadnych rozgrywkach, poza Ligą Mistrzów. Tam, mimo różnego rodzaju problemów, górą są jednak „Królewscy”, co przed sobotą jest dla nich doprawdy kapitalną wróżbą. Jedenasty w historii klubu Puchar Europy to byłoby piękne ukoronowanie, nie najlepszego przecież sezonu.

Real od początku tracił punkty do liderującej w La Liga Barcelony, przegrał Gran Derbi na własnym boisku 0:4, w kompromitujący sposób odpadł z Pucharu Króla, a nade wszystko cieniem kładł się styl gry pod wodzą Rafy Beniteza. Po zmianie trenera, wszystko zaczęło odmieniać się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zidane poprowadził zespół do finału Ligi Mistrzów, mimo że po drodze była porażka 0:2 w Wolfsburgu. Real odrobił niemal całą punktową stratę do Barcelony, wygrywając m.in. El Clasico na Camp Nou. Dwa krajowe tytuły zgarnęła jednak Barcelona i choć nie ma w tym winy Zidane’a, sezon jak na razie nie przysporzył fanom „Los Blancos” konkretnych radości. Sobotni finał jest ostatnią szansą na trofeum, które zrekompensuje tamte smutki. Prowadzenie Realu do przerwy? Kurs 3.20.

Atletico zakończyło ligowe zmagania nad dwójką gigantów, choć do przedostatniej kolejki to właśnie „Los Colchoneros” siedzieli na ogonie zespołowi Barcelony, mając dokładnie tyle samo punktów w dorobku. Sensacyjna porażka z Levante zepchnęła jednak podopiecznych Simeone na 3. miejsce. Choć od Atletico nikt nie oczekuje ciągłego wygrywania pucharów, to podobnie jak dla Realu, Liga Mistrzów to ostatnia szansa na nieskończenie sezonu z pustymi rękami. Kto jednak z madryckich klubów będzie w sobotę dumnie paradował po San Siro z Pucharem Europy?

Dla Atletico byłaby to pierwsza tego typu zdobycz w historii klubu. Dla Realu już jedenasta. Co ciekawe, nigdy w historii Pucharu Europy i Ligi Mistrzów żaden zespół nie przegrał swoich pierwszych trzech finałów. Atletico ma już na koncie dwie porażki i albo wpisze się do historii w tej niechlubny sposób, albo wreszcie wygra i dołączy do elitarnego grona triumfatorów tych rozgrywek.

Przed meczem dużo mówi się o zdrowiu Cristiano Ronaldo. Portugalczyk nie ukończył jednego z treningów przed finałem, zmagając się z kolejnym urazem. Przeważnie jednak takie spekulacje medialne przed decydującym meczem nie mają większego oparcia w faktach i doprawdy trudno przypuszczać by CR7 miał opuścić tak ważne spotkanie. Jeśli Ronaldo strzeli gola w sobotnim finale, będzie pierwszym w historii Ligi Mistrzów zawodnikiem, który trafi do siatki w trzech finałach. Jak na razie zdobywał gole dla Manchesteru United (przeciwko Chelsea) i Realu (w 2014 przeciwko Atletico). Trafienie CR7 na San Siro wyceniamy na 2.30.