Magiera na głębokiej wodzie


„Nowa miotła” warszawskiej Legii, czyli Jacek Magiera, zaczyna pracę od wyjazdowego meczu Ligi Mistrzów ze Sportingiem Lizbona. Powiedzieć, że Legia nie jest faworytem tego spotkania, to jak nie powiedzieć nic. Przed Magierą cały szereg trudnych zadań, a już pierwsza przeszkoda wydaje się nie do sforsowania. Trzeba przyznać, że następca Besnika Hasiego zostaje rzucony na głęboką wodę oceanu Champions League.

Sporting Lizbona 1.25, remis 6.75, Legia Warszawa 13.00 – wtorek 20.45
Sporting to grupowy rywal Legii z koszyka nr 3, zatem teoretycznie najłatwiejszy do „ugryzienia” przeciwnik. Teoretycznie, bo praktycznie nikt nie powinien mieć większych złudzeń. Hurraoptymiści sądzili, że przy dobrych wiatrach mistrzów Polski stać na walkę o 3. miejsce w grupie, a co za tym idzie miejsce w Lidze Europy. To, co prezentuje Legia w ostatnich tygodniach, nie daje jednak zbyt wielkich nadziei. Porażka 0:6 w inauguracyjnym meczu Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund jest tylko jednym z wielu tragicznych występów stołecznej drużyny. Czara goryczy przepełniała się, aż w końcu po meczu z Zagłębiem Lubin, przegranym, a jakże, trener Besnik Hasi został wyrzucony.

Tymczasowo zastąpił go Aleksandar Vuković, ale jego rola sprowadziła się do poprowadzenia Legii w meczu z Wisłą Kraków. Ligowy klasyk Ekstraklasy zawiódł poziomem, co akurat niespecjalnie dziwi, jeśli spojrzeć na miejsca zajmowane przez obie drużyny – kolejno 16. i 14. Legia może mówić o sporym szczęściu, że wyjechała z Krakowa z punktem. W końcówce Wiślacy egzekwowali rzut karny, ale strzał Denisa Popovicia obronił Arkadiusz Malarz – zdecydowanie mąż opatrznościowy Legii w rundzie jesiennej sezonu 2016/17. Już sam fakt, że to właśnie bramkarz jest niemal tydzień w tydzień wychwalany pod niebiosa świadczy najlepiej o sportowej degrengoladzie Legii jesienią. Zespół zbudowany za grube jak na polskie realia miliony, regularnie traci punkty w lidze, a w pozostałych rozgrywkach nie jest lepiej.

Przed Jackiem Magierą zatem bardzo dużo pracy. Wydaje się, że wręcz pracy u podstaw. Szkoleniowiec Legii, który podobnie jak Vuković jest jej byłym zawodnikiem, musi zebrać zespół do kupy, odpowiednio poukładać, nakreślić założenia taktyczne, strategię gry, poprawić krycie przy stałych fragmentach itp., itd. Legia w obecnej chwili musi ratować co się da – walczyć o możliwie jak najlepsze rezultaty w Lidze Mistrzów i zacząć odrabiać straty w Ekstraklasie. Samo rozstanie z Hasim nie okazało się panaceum na całe zło, a dobitnie pokazał to piątkowy mecz z Wisłą. To była wciąż ta sama, słaba Legia Warszawa. Nic dziwnego, że przed wtorkową konfrontacją ze Sportingiem kibice najczęściej zerkają w kierunku handicapów. I tak zwycięstwo gospodarzy różnicą dwóch goli wycenione jest na 1.59, różnicą trzech na 2.50, czterech – 4.50, a pięciu 9.00! Gdyby zaś Legia powtórzyła swój „wyczyn” z pierwszej kolejki i przegrała różnicą sześciu bramek, wówczas kurs rośnie do 16.00.

Sporting grupowe zmagania rozpoczął również od porażki, ale zaprezentował się o stokroć lepiej od Legii. Wicemistrzowie Portugalii długo prowadzili 1:0 na Santiago Bernabeu z Realem Madryt. W 89. minucie wyrównał jednak Cristiano Ronaldo, a w doliczonym czasie gry zwycięstwo „Królewskim” zapewnił Alvaro Morata. Portugalczycy pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenia, ale do domu wrócili z pustymi rękami. Potwierdziło się więc, że głównymi kandydatami do wyjścia z grupy będą ekipy Realu Madryt i Borussii Dortmund. Sporting nigdy nie przegrał dwóch pierwszych spotkań w fazie grupowej Ligi Mistrzów, co tylko umacnia go w roli faworyta wtorkowej potyczki. Prowadzenie gospodarzy już do przerwy oznaczone jest kursem 1.62.

Legia mierzyła się ze Sportingiem Lizbona w przeszłości dwukrotnie. Oba spotkania odbyły się w ramach 1/16 Ligi Europy w sezonie 2011/12. Legioniści zremisowali 2:2 u siebie po bramkach Jakuba Wawrzyniaka i Janusza Gola, ale przegrali w rewanżu 0:1 i to Portugalczycy awansowali do dalszych gier. Dokładny wynik 1:0 dla Sportingu, czyli powtórka z rozrywki? Kurs 8.00.

Notabene Legia nigdy nie grała z żadnym innym portugalskim zespołem, podobnie jak Sporting nie rywalizował nigdy z żadnym klubem z Polski.

Jeśli jesteśmy już przy ciekawostkach historycznych – licząc poprzednią przygodę Legii z Ligą Mistrzów, tę sprzed ponad 20 lat, stołeczny klub notuje fatalną serię sześciu kolejnych meczów Champions League bez strzelonego gola. Składają się na nią trzy mecze grupowe 1995/96 (0:0 z Blackburn, 0:4 z Rosenborgiem i 0:1 ze Spartakiem), dwa ćwierćfinały w tamtym sezonie (0:0 i 0:3 z Panathinaikosem) i wreszcie ostatni mecz z Borussia Dortmund (0:6). Dłuższą serię meczów bez zdobytego gola w Lidze Mistrzów notowało tylko Deportivo La Coruna (osiem kolejnych spotkań). Czas na przełamanie? Za bramkę zdobytą przez mistrzów Polski płacimy kursem 2.04.

Co więcej, żaden polski klub nie wygrał wyjazdowego meczu w Lidze Mistrzów. Legia i Widzew zanotowały jak dotąd sześć porażek i raptem jeden remis. Bez cienia wątpliwości o przełamanie tej niemocy w sezonie 2016/17 będzie bardzo ciężko. Gdzie szukać wygranej? Jutro w Lizbonie, gdy zespół jest praktycznie w kompletnej mentalnej rozsypce? A może później na Santiago Bernabeu lub Signal Iduna Park? To już zakrawa o science-fiction…