Nadzieja umiera ostatnia


Po zeszłotygodniowej porażce 1:3 u siebie, złudzenia mają już tylko nieliczni. Falę pesymizmu potęguje fakt, że to już po raz dziewiętnasty z rzędy mistrz Polski prawdopodobnie rozstanie się z Ligą Mistrzów na etapie kwalifikacji. Lech Poznań jedzie do Bazylei jak na ścięcie… albo po cud.

FC Basel 1.60, remis 4.20, Lech Poznań 5.30 – godz. 20.15
Na początek wiadomości optymistyczne. Przez większą część spotkania w Poznaniu, gospodarze byli równorzędnym rywalem dla Szwajcarów. Ba, momentami „przykręcali śrubę” i wydawało się, że bramki dla „Kolejorza” są kwestią czasu. Punktem zwrotnym okazała się czerwona kartka dla Tomasza Kędziory, po której Basel nie wykorzystał wprawdzie rzutu karnego, ale zyskał przewagę liczebną. Lechici przez godzinę nie odstawali od rywala, ale zakończyli mecz bardzo mizernie. Czy dziś będą w stanie przez 90 minut nie ustępować gospodarzom? Podwójna szansa na poznaniaków to w naszej ofercie kurs 2.33.

Drugi i w zasadzie ostatni pozytyw jest taki, że Lech nie ma nic do stracenia. Piłkarze trenera Macieja Skorży mogą wyjść na boisko i dać z siebie wszystko, spróbować każdego niekonwencjonalnego zagrania, by dać sobie szansę na cud. Całkowity brak presji, bowiem po porażce 1:3 u siebie praktycznie nikt nie stawia na awans mistrzów Polski. Kurs na takie wydarzenie wynosi aż 26.00, a w przypadku awansu Bazylei… 1.01! To mówi wszystko.

Podstawowym problemem Lecha jest z kolei słaba forma, zwłaszcza zawodników defensywnych. Indywidualne błędy w meczu z Basel, potem powtórzyły się w ligowej potyczce z Wisłą, którą Lech przegrał 0:2. Jakby nieszczęść było mało – UEFA zamknęła stadion „Kolejorza” na najbliższy pucharowy mecz, a to wskutek wywieszonego w Sarajewie transparentu o rasistowskim wydźwięku. Wszystkie nieszczęścia spadły na poznaniaków w krótkim czasie, a wczoraj dodatkowo okazało się, że z powodu urazu stawu skokowego dziś najprawdopodobniej zabraknie skrzydłowego Gergo Lovrencsicsa. Over 1,5 gola zdobyte przez Bazyleę wyceniamy na 1.63.

Poza Węgrem nie zagrają kontuzjowani od dłuższego czasu Paulus Arajuuri i Dawid Kownacki, a także zawieszony za czerwoną kartkę Kędziora. Do tego trener Skorża może zdecydować się na roszadę w środku obrony, gdzie ostatnio regularnie zawodzi Tomas Kadar, „czarna owca” meczów z Basel i Wisłą. Czy jednak Dariusz Dudka i Kebba Ceesay są w stanie zastąpić Kędziorę i Kadara z jakościowym zyskiem dla drużyny? To mocno wątpliwa kwestia, która tylko pokazuje różnicę klas między dysponującym szeroką i bardzo mocną kadrę mistrzem Szwajcarii, ale najlepszą ekipą w Polsce w sezonie 2014/15. Wprawdzie odpadnięcie z eliminacji Ligi Mistrzów nie wyklucza jeszcze Lecha z tegorocznych pucharów, a jedynie przesuwa do walki o Ligę Europy, to jednak dziś polscy kibice spróbują wierzyć do końca w sukces misji Champions League. Nadzieja umiera ostatnia…