Przedostatni przystanek


Stacja końcowa tegorocznej Ligi Mistrzów to Mediolan i słynne San Siro. Zanim jednak uczestnicy Ligi Mistrzów dotrą do tego momentu, rozgrywki muszą wyłonić dwie najlepsze ekipy. Dziś pierwszy z rewanżowych półfinałów. Atletico Madryt przyjeżdża do Bawarii, bronić jednobramkowej zaliczki z Vicente Calderon. Bayern będzie atakował od pierwszych chwil…

Bayern Monachium 1.56, remis 4.15, Altetico Madryt 7.00 – godz. 20.45
Pierwszy mecz potwierdził, że Atletico jest bardzo niewygodnym rywalem dla każdego zespołu, który chce długo utrzymywać się przy piłce i kreować grę. Po ograniu Barcelony, przyszła więc kolej na Bayern. Szybko zdobyty przez Saula gol pozwolił gospodarzom kontrolować przebieg boiskowych wydarzeń. Bayern przeważał, ale niewiele z tego wynikało. Robert Lewandowski piłkę w polu karnym rywali otrzymywał bardzo rzadko.

Dziś prawdopodobnie obejrzymy kolejny odcinek tego już dobrze znanego serialu. Atletico będzie przeszkadzać, psuć, niszczyć, a Bayern będzie próbował tworzyć, kreować, strzelić. Znów zderzą się ze sobą filozofie Diego Simeone i Pepa Guardioli. Ta pierwsza to walka, motywacja, wybieganie i ambicja. Ta druga jest jej zaprzeczeniem – u Guardioli nie liczą się wślizgi i przebiegnięte kilometry. Liczy się piłka. To jednak wcale nie jest gwarancja sukcesu, a przekonują się o tym dobitnie kolejni faworyci. W tym sezonie Atletico ograło już przecież nie tylko Bayern, ale też Barcelonę (w Lidze Mistrzów) i Real (w La Liga). Awans gości do finału wyceniamy na 1.75.

To co nie udało się przed dwoma laty, teraz może stać się faktem. Na finiszu sezonu 2013/14 Atletico uległo w finale Ligi Mistrzów lokalnemu rywalowi z Santiago Bernabeu. „Los Colchoneros” prowadzili 1:0 do samego końca, ale w ostatniej akcji spotkania Sergio Ramos wyrównał po rzucie rożnym. W dogrywce Real nie miał już litości dla watahy „Cholo”. Czy teraz wspaniała historia Atletico dopełni się ostatnim aktem, w postaci triumfu na San Siro? Droga na Stadio Giuseppe Meazza wiedzie przez Monachium.

 

Guardiola po tym sezonie odchodzi z Bayernu i jest tylko jeden sposób, by jego kadencji w Bawarii nie oceniano negatywnie. To zwycięstwo w Champions League. Pep przychodził do Bayernu „na gotowe” – zespół triumfował w lidze, krajowym pucharze i Lidze Mistrzów. Za Guardioli udawało się zwyciężać tylko w Niemczech, a Puchar Mistrzów pozostawał do tej pory poza zasięgiem. W jednym sezonie Bayern odprawili z kwitkiem gracze Realu, w kolejnym Barcelony. Teraz „katem” może być trzeci hiszpański tuz.

W sobotę niemal pewny wygrania Bundesligi Bayern mógł odpoczywać. Guardiola w meczu z Borussią Moenchengladbach nie posłał do boju swoich czołowych zawodników. Ci zostali na ławce, pieczołowicie obserwując poczynania kolegów. Bayern zremisował ze „Źrebakami” 1:1 – koronacja została odłożona o tydzień, ale nikt nie robi z tego problemu. Priorytetem jest Liga Mistrzów. Dziś wypoczęty Robert Lewandowski i spółka ma zadbać o to, by Jan Oblak się nie nudził i nie zachował kolejnego w sezonie czystego konta. Gdyby jednak Bayern nie strzelił gola, trafiamy kurs 5.00.

Monachijczycy celują w szósty w historii klubu awans do finału Ligi Mistrzów. Mogą w ten sposób zrównać się z Milanem, obecnym rekordzistą. Z kolei sam Guardiola już po raz siódmy jest trenerem półfinalisty Ligi Mistrzów, ale tylko dwukrotnie udawało mu się osiągać finał – oba przypadki w Barcelonie. Czy Pep przełamie wreszcie swoją „niemoc” w Bayernie i doprowadzi bawarski walec do tak oczekiwanego sukcesu? Tym sukcesem jest oczywiście meta sezonu na San Siro. W każdym innym wypadku kataloński szkoleniowiec odchodzić będzie z Monachium z poczuciem niespełnienia…