Puchar pełen smaczków


W ostatnich latach meczów Bayernu Monachium z Borussią Dortmund nie trzeba specjalnie reklamować. To klasyka niemieckiej piłki. Tym razem rywale z Bawarii i Westfalii zmierzą się ze sobą w meczu o Puchar Niemiec, a spotkaniu towarzyszy wiele ciekawych historii, które dodają tej rywalizacji pikanterii.

Bayern Monachium 2.05, remis 3.50, Borussia Dortmund 3.65 – godz. 20.00
Zacząć wypada od osoby Pepa Guardioli. Hiszpański trener kończy właśnie swój 3-letni epizod w Bayernie i latem przechodzi do Manchesteru City. Jak będzie zapamiętany Pep w Bawarii? Na pewno dwojako. Na krajowym podwórku tylko ulepszył „potwora”, z którym równać się nie mógł nikt i spokojnie, w wielkim stylu trzykrotnie wygrał ligę. W 2014 roku zdobył dublet, dokładając do mistrzostwa także Puchar Niemiec i teraz może to osiągnięcie powtórzyć. Cieniem na jego pracy w Monachium kładzie się jednak Liga Mistrzów. Bayern rokrocznie odpadał w półfinale z rywalami z Hiszpanii – kolejno Realem, Barceloną i Atletico. Guardiola przychodził do Monachium zaraz po tym, jak zespół zdobył potrójną koronę, wygrywając także Champions League. Nie udało mu się doskoczyć na ten sam poziom i na pewno wiele osób patrzy na byłego trenera Barcelony krytycznie. Tego obrazu nie zmieni już zdobycie Pucharu Niemiec na pożegnanie, ale może to być miły akcent dla obu stron – Guardioli i klubu, którzy nie rozstają się przecież w niezgodzie. Kurs na trofeum dla Bayernu to 1.40.

To właśnie mistrzowie kraju są faworytem tej konfrontacji. W sezonie ligowym ekipa Guardioli zdobyła w meczach z Borussią 4 punkty, co miało kluczowy wpływ na losy rywalizacji o tytuł. Dortmundczycy poza tym nie tracili raczej dystansu do Bayernu i gdyby osiągnęli lepsze rezultaty w bezpośrednich starciach, mogli znacznie poważniej myśleć o powrocie na tron Bundesligi. Przypomnijmy, że w Monachium gospodarze roznieśli BVB 5:1, a w rewanżu padł remis 0:0.

W Niemczech nikt nie ma wątpliwości, że obie drużyny do meczu przystąpią w obecnie najsilniejszych możliwych zestawieniach. W Bayernie z powodu kontuzji nie zagra na pewno Arjen Robben, a w Borussii Ilkay Gundogan. Poza tym na murawie Stadionu Olimpijskiego w Berlinie powinni zaprezentować się wszyscy najważniejsi gracze, wśród nich także dwójka Polaków – Robert Lewandowski i Łukasz Piszczek, oczywiście po przeciwnych stronach barykady.

Rywalizacja Polaków nie jest jednak tematem nr 1 przed sobotnim „Der Klassiker” o Puchar Niemiec. Najwięcej, poza oczywiście Guardiolą, mówi się o Matsie Hummelsie. Niemiec niedawno ogłosił, że latem przenosi się z Borussii właśnie do Bayernu, którego to jest wychowankiem. W pierwszym zespole klubu z Monachium Hummels zagrał jednak ledwie jedno spotkanie i został wypożyczony, a potem także wykupiony przez Borussię. To właśnie w Westfalii jego talent rozkwitł i wywindował go do miana jednego z najlepszych stoperów na świecie. Teraz Hummels wbił nóż prosto w serce kibiców Borussii, którzy nie potrafią się pogodzić z tym, że po raz kolejny Bayern odbiera im czołowego zawodnika. Tak było z Mario Goetze, tak było z Lewandowskim, zakusy były także na Marco Reusa, ale ten pozostał jak na razie wierny Dortmundowi. Jak długo?

Hummels, jeśli tylko Thomas Tuchel wystawi go w finałowym meczu, będzie miał więc unikalną okazję w pożegnalnym meczu dla BVB zagrać przeciwko swojemu nowemu pracodawcy i zatrzymywać swoich przyszłych kolegów. Część z nich, w tym Lewandowskiego, zna przecież bardzo dobrze z Borussii. Wielu innych z kadry Niemiec. Smaczków jest tu więc całe mnóstwo.

Sobotni finał Bayernu z Borussią będzie już czwartym takim starciem w meczu o DFB Pokal. Żadne inne drużyny tak często nie spotkały w finale. Co ciekawe, wszystkie trzy poprzednie finały miały miejsce w ciągu ostatniej dekady. W 2008 roku Bayern wygrał 2:1 po dogrywce. W 2012 roku Borussia rozgromiła monachijczyków 5:2, a Robert Lewandowski, wówczas grający jeszcze w BVB, ustrzelił hat-trick. Wreszcie w 2014 roku górą znów był Bayern, znów po dogrywce, tym razem zwyciężając 2:0. Czy przyszedł czas na kolejne zwycięstwo Westfalczyków? Ich sukces w finale wyceniamy na 2.85.