Pucharowy czwartek po raz ostatni?


By ostatnia kolejka fazy grupowej Ligi Europy nie okazała się ostatnim dniem sezonu 2015/16 z udziałem polskich drużyn w rozgrywkach międzynarodowych, stać musiałby się cud. Zarówno Legia Warszawa, jak Lech Poznań od pewnego czasu mają nowych trenerów. Nie są jednak nimi Anatolij Kaszpirowski ani David Copperfield, a pozostałych meczów w tych grupach nie sędziuje „Fryzjer” i jego koledzy…

Napoli 1.45, remis 4.55, Legia Warszawa 7.00 – godz. 19.00
Czego potrzebuje Legia by cieszyć się z awansu? Uwaga – zwycięstwa w Napoli i remisu w drugim grupowym meczu, w którym FC Midtyjlland podejmuje Club Brugge. Paradoksalnie chyba łatwiej będzie o spełnienie tego drugiego warunku, na który piłkarze ze stolicy Polski nie mają wpływu. Ich zwycięstwo w Napoli to wręcz straceńcza misja, biorąc pod uwagę, że czołowa drużyna Serie A w bieżącej edycji Ligi Europy wygrała wszystkie mecze w grupie! 5 spotkań, 5 zwycięstw! Prowadzenie gospodarzy już do przerwy wyceniane jest na 1.96.

Mecze Ligi Europy zapowiadaliśmy też na stronie głównej

Nadzieja Legii? To oczywiście rezerwowy skład ekipy z Neapolu, która jest już pewna awansu z 1. miejsca w grupie, a w perspektywie ma trudny mecz z Romą w najbliższy weekend. Trener Maurizio Sarri podkreśla, że choć nie lekceważy Legii, da dziś odpocząć kilku podstawowym zawodnikom. Wolne dostaną na pewno Gonzalo Higuain, Pepe Reina, prawdopodobnie także rekonwalescenci – Lorenzo Insigne i Dries Mertens. Być może to nie wszystkie roszady personalne włoskiego szkoleniowca, dla którego priorytetem są najbliższe ligowe punkty. W ostatniej kolejce Napoli sensacyjnie uległo 2:3 Bologni, tracąc pozycję lidera na rzecz Interu. Jeśli Legia zremisuje bądź wygra (X2) to trafiamy kurs 2.75.

Lech Poznań 2.30, remis 3.35, FC Basel 3.20 – godz. 21.05
Lech Poznań tylko w teorii stoi przed łatwiejszym zadaniem. Poznaniacy grają u siebie z FC Basel i warunek ich zwycięstwa należy traktować w kategoriach realnego. Co innego natomiast jeśli chodzi o drugą część planu, który musi być zrealizowany, by awans stał się faktem. Mianowicie portugalskie Belenenses musi na wyjeździe ograć włoską Fiorentinę. To już niestety wyższa szkoła jazdy, biorąc pod uwagę fakt, że mówimy o meczu wicelidera Serie A z 13. zespołem portugalskiej Primeira Ligi…

Sama kwestia wygranej Lecha, choć wykonalna, jest także niełatwa. Przypomnijmy, że będzie to już czwarty mecz „Kolejorza” z mistrzem Szwajcarii w tym sezonie i trzy poprzednie za każdym razem kończyły się triumfami zawodników z Bazylei – dwukrotnie w eliminacjach Ligi Mistrzów i ostatnio już w fazie grupowej Ligi Europy, gdzie padł wynik 2:0. Jeśli dziś znów 2:0 wygrają Szwajcarzy, wejdzie nam kurs 18.00.

Trener Jan Urban nie pozostawia wątpliwości. Lech będzie walczył do końca o zachowanie twarzy i być może szansy na awans – w zależności od wyniku z Florencji. – Musimy zrobić to co do nas należy. Gramy u siebie z ekipą, mającą zapewniony awans. Determinacja w tym meczu powinna być więc po naszej stronie. Nawet jeśli mamy pożegnać się z Ligi Europy, to chcemy to zrobić z honorem – podkreśla szkoleniowiec „Kolejorza”. Na plus dla „Lechitów” działa fakt, że goście przyjadą do Poznania w mocno osłabionym kartkami i kontuzjami składzie, a wśród miejscowych z podstawowego składu zabraknie tylko Węgra Gergo Lovrencsicsa. Nie zagra też Denis Thomalla, strzelec gola z lipcowego meczu Lech – Basel przy Bułgarskiej. To jednak obiektywnie rzecz biorąc niewielkie osłabienie dla Lecha – miejsce w ataku zajmie albo Dawid Kownacki, albo Kasper Hamalainen. Gol „Kownasia” wyceniany jest na 4.00.