Rany jeszcze świeże


Atletico Madryt w półfinałowym dwumeczu poprzedniej edycji Ligi Mistrzów wyeliminowało Bayern, mimo że to Bawarczycy wyraźnie przeważali, szczególnie w posiadaniu piłki, ale też w liczbie stworzonych sytuacji. Piłka nożna to jednak sport bardzo wymierny – liczą się strzelone gole, czasem szczególnie te wyjazdowe. Rozpędzony Bayern Guardioli po raz trzeci rozbił się więc tuż przed finałem. To musi boleć zawodników mistrza Niemiec, rany nie zdążyły się jeszcze zabliźnić, a dziś monachijczycy dostaną okazję do małego rewanżu na „Los Colchoneros”. Nomen omen los skojarzył te ekipy już w grupie Champions League 2016/17. To bezdyskusyjnie szlagier nr 1 środowych gier.

Atletico Madryt 3.10, remis 3.20, Bayern Monachium 2.57 – godz. 20.45
Wracając do zeszłorocznej Champions League. Półfinałowa rywalizacja Atletico z Bayernem miała dramatyczny przebieg. W Madrycie gospodarze wygrali 1:0 po wspaniałej bramce, poprzedzonej efektowną indywidualną akcją Saula. W rewanżu Bawarczycy zwyciężyli 2:1, co nie dało im awansu do finału. Gol Antoine’a Griezmanna strzelony na Allianz Arena okazał się kluczowy. Warto dodać, że w rewanżowym meczu obie drużyny nie wykorzystały po jednej „jedenastce”. Jan Oblak obronił strzał Thomasa Müllera, a Manuel Neuer wygrał wojnę nerwów z Fernando Torresem. Bayern do ostatnich sekund naciskał, ale nie zdołał przebić się przez jak zwykle świetnie zorganizowane zasieki obronne Atletico. Czy dziś defensywa madrytczyków znów będzie funkcjonować jak maszyna? Kurs na dokładny wynik 1:0 dla „Los Colchoneros”, czyli powtórkę z rozgrywki, wynosi 8.00.

Początek sezonu ligowego w wykonaniu podopiecznych Diego Simeone nie mógł napawać optymizmem – dwie straty punktów w dwóch kolejkach wywołały niepokój, a także kontrowersyjne wypowiedzi. Griezmann „palnął” nawet w mediach, że z taką grą Atletico powalczy jedynie o utrzymanie w Primera Division. Banda „Cholo” szybko wróciła jednak na właściwe tory, a trzy zwycięstwa przedzielone remisem na Camp Nou są najlepszym tego przykładem. Jeden rzut oka w tabelę La Liga wystarczy, by przekonać się, że Atletico to wciąż ten sam zespół. Podczas gdy Barcelona i Real już sześciokrotnie w tym sezonie traciły bramki, zespół z Vicente Calderon na razie tylko dwa razy. W Champions League w pierwszym meczu Atletico także zwyciężyło do zera. Notabene wygrana 1:0 w Eindhoven z tamtejszym PSV z miejsca ustawiła „Los Colchoneros” w świetnej sytuacji w trudnej grupie D, gdzie stawkę uzupełnia jeszcze rosyjski Rostów, zespół nieobliczalny szczególnie na swoim terenie. W tym miejscu warto dodać, że w ostatnich trzech sezonach podopieczni Simeone przegrali tylko jeden z 17 domowych meczów (ponadto 13 zwycięstw i 3 remisy). Podwójna szansa na gospodarzy wyceniona jest na 1.55.

Kto jednak, jeśli nie Bayern, ma wygrać na Vicente Calderon? Liczby monachijczyków w sezonie 2016/17 zwalają z nóg. Wydawało się, że trudno będzie poprawić maszynę do wygrywania Guardioli, a tymczasem początek rozgrywek wskazuje na to, że Carlo Ancelotti znalazł sposób na udoskonalenie Bayernu. Niech przemówią wspomniane liczby. Bundesliga – 5 meczów i 5 zwycięstw, bramki 15:1. Puchar Niemiec – 1 mecz i 1 zwycięstwo 5:0. Superpuchar Niemiec – 1 mecz i jedno zwycięstwo 2:0. Liga Mistrzów – 1 mecz i jedno zwycięstwo 5:0. Łącznie 8 meczów i 8 zwycięstw, bilans bramkowy: 27:1. Jest moc? Raczej tak. Nic dziwnego, że to właśnie goście są uznawani za faworyta w dzisiejszym starciu. Kurs na bramkę Roberta Lewandowskiego wynosi 2.80, ale być może warto zaryzykować nieco bardziej. Ostatnio w wybornej formie strzeleckiej utrzymuje się Joshua Kimmich. Jeśli to on pokona Jana Oblaka, trafimy kurs 5.50.

W dodatku w każdym z trzech poprzednich sezonów pod wodzą Guardioli Bayern wygrywał dwa pierwsze mecze grupowe Champions League. Na pewno Ancelotti nie zamierza być gorszy, mimo że los skojarzył go w grupie z dwukrotnym finalistą rozgrywek w trzech ostatnich latach. Włoski trener pamięta jednak doskonale starcia z Simeone, jeszcze jako trener Realu. Ostatnie jego cztery wizyty na Vicente Calderon to jeden remis i trzy porażki – za każdym razem bez choćby jednej zdobytej przez „Królewskich” gola. Czy Ancelotti nie nabawił się więc kompleksu Vicente Calderon? Ogółem jako menadżer Chelsea i Realu, Włoch rozegrał 15 meczów przeciwko Atletico. 5 razy wygrywał, 5 razy remisował i 5 razy przegrywał. Jedno z tych zwycięstw to jednak triumf w finale Ligi Mistrzów w 2014 roku, kiedy Real po dogrywce rozbił Atletico 4:1.