Tak jak z Sandecją, czyli zupełnie inaczej


W rewanżu z kazachską Astaną, piłkarze Legii Warszawa potrzebują dziś zwycięstwa 2:0 lub wyższego, a zatem dokładnie takiego wyniku jaki uzyskali w sobotę w spotkaniu z Sandecją Nowy Sącz. Jednak prezentując taką grę, jak w meczu z beniaminkiem Ekstraklasy, trudno będzie choćby o remis, nie mówiąc o dwubramkowym zwycięstwie. Trener Jacek Magiera ma spory ból głowy, bo jego drużyna na starcie rozgrywek prezentuje się po prostu słabiutko. Miłą odmianą był jedynie dwumecz II rundy el. Ligi Mistrzów z Finami z Mariehamn. Tamten rywal był jednak po prostu kiepski…

Legia Warszawa 1.70, remis 3.80, FC Astana 4.80 – godz. 20:45
Jak ocenić ubiegłotygodniowy mecz w Astanie? Wyłącznie negatywnie. Legia nie potrafiła sobie poradzić z dynamicznymi zawodnikami rywala, a w szczególności Juniorem Kabanangą. Przewaga Kazachów zaowocowała prowadzeniem 2:0 do przerwy. Mimo kolejnych sytuacji gospodarzy, po przerwie Legia zniwelowała stratę. Wstrzelenie piłki przez Michała Kucharczyka wykorzystał Armando Sadiku. Taki wynik przed rewanżem był absolutnie do przyjęcia. Niestety, w doliczonym czasie gry Legia pozwoliła sobie strzelić gola nr 3 i szanse na awans mocno spadły. Dziś za Legię w IV rundzie eliminacji płacimy kursem 3.40.

Astana potwierdziła w ubiegłą środę, że jest zespołem własnego boiska. Znajomość sztucznej murawy stadionu w stolicy Kazachstanu jest dodatkowym atutem, ale porażki nie można zganiać na nawierzchnię, bo piłkarsko w tamtym spotkaniu Legia była tylko tłem dla Kabanangi i spółki. Wyniki osiągane przez mistrzów Kazachstanu w europejskich pucharach na przestrzeni ostatnich sezonów pokazują jednak, że ekipa ta ma spory problem z zagraniem na wyjeździe choćby w pewnym stopniu tak dobrze i skutecznie, jak u siebie. To jedna z nadziei dla Legii, która przecież potrafi przy Łazienkowskiej zagrać koncert. Dziś potrzebna jest Legia strzelająca gole. Ponad 2,5 bramki podopiecznych Jacka Magiery? Kurs 3.35.

A’propos Magiery – na przedmeczowej konferencji prasowej biła od niego pewność siebie i optymizm. Trener mistrzów Polski zapowiedział, że w środę na murawie boiska przy Łazienkowskiej zobaczymy zupełnie inny zespół, niż ten sprzed tygodnia. Zespół pełen wiary w zwycięstwo, który niesiony dopingiem trybun, musi w końcu odpalić. Magiera podkreśla też, że wyjściowy skład na dzisiejszy mecz będzie inny niż ten z Astany i sposób gry Legii także ma być całkowicie odmienny. Zapowiedzi brzmią cokolwiek pozytywnie, ale muszą za tym pójść boiskowe dokonania drużyny, która nie jest w najwyższej formie.

Sobotni mecz z Sandecją, mimo zwycięstwa 2:0, był raczej kompromitacją Legii, która grała w przewadze liczebnej 70 minut, ale przez ponad 50 nie potrafiła udokumentować jej żadnym golem. Beniaminek z Nowego Sącza bronił się całym zespołem, a grająca bez pomysłu i ofensywnej ikry drużyna gospodarzy, po prostu biła głową w mur. Niemoc przełamał Kasper Hamalainen, który po wejściu na boisko strzelił gola i zaliczyła asystę. Dziś można się spodziewać, że Fin zagra na „dziesiątce”, za plecami Armando Sadiku. Czy będzie to duet, który rozpracuje Astanę?

Legia od początku musi narzucić rywalom swoje warunki gry i zepchnąć Kazachów do głębokiej defensywy, jednocześnie uważając na piekielnie groźnych w kontrach czarnoskórych „szybkobiegaczy” z Astany. Przewaga optyczna Legii zapewne zaowocuje sytuacjami, a także stałymi fragmentami gry. Jeśli Legia wybije przynajmniej trzy rzuty rożne więcej niż jej rywal, trafimy kurs 1.88.

Podsumowując – Legia potrzebuje dziś wyniku takiego jak w sobotę z Sandecją, ale drogą do tego celu jest gra zupełnie inna niż ta zaprezentowana w spotkaniu z podopiecznymi Radosława Mroczkowskiego. Proste? W teorii na pewno. W praktyce…