Po prostu Zlatan


Choć francuscy dziennikarze już przed startem sezonu mieli dosyć Zlatana Ibrahimovicia i żegnali się z nim pisząc "dziękujemy za wszystko, ale do widzenia", to Szwed pozostał w Ligue 1 i do końca rozgrywek nigdzie się nie wybiera. Później prawdopodobnie trafi do amerykańskiej MLS. Zanim to jednak nastąpi powalczy o trofeum, o które bezskutecznie rywalizuje do lat - puchar Ligi Mistrzów.

Ibra został w PSG i pobił rekord Pedro Paulety w liczbie goli strzelonych dla klubu ze stolicy Francji. Jeszcze przed przerwą na mecze reprezentacji narodowych Szwed zdobył dwie bramki w klasyku z Olympique Marsylia i został samodzielnym liderem klasyfikacji strzelców. Potrzebował ledwie 136 meczów, by 109 razy trafić do siatki. To już czyni go postacią legendarną dla fanów z Paryża. Jego transfer przed ponad trzema laty był momentem przełomowym, jasnym określeniem ambicji klubu. Te daleko wykraczają poza Francję, gdzie PSG nie ma sobie równych i nie będzie mieć przez wiele następnych lat. Dziś dzięki katarskim inwestycjom klub jest najhojniejszym pracodawcą sportowym w całej galaktyce. Żadna inna instytucja sportowa na świecie nie płaci tak wielkich sum swoim pracownikom. PSG pobiło wszelkie rekordy i z sezonu na sezon powiększa swój budżet. Za kilka lat będzie najbogatszym klubem na ziemi.

Ibrahimović gra w Paryżu czwarty sezon. Poprzedni był dla niego pasmem rozczarowań, coraz częstszych kontuzji i frustracji, które odbijały się szerokim echem. Największym skandalem było obrażanie arbitrów po meczu z Girondins Bordeaux i nazwanie Francji gów....ym krajem niezasługującym na tak wielki klub jak PSG. Ibra odleciał. Przy pełnej świadomości swojej klasy i silnym charakterze zaczął niepodzielnie rządzić w drużynie. To on przechodząc przez strefę mieszaną wypełnioną dziennikarzami po jednym z meczów krzyczał do swoich kolegów: idziecie za mną, nikt nie udziela wywiadów. Oczywiście wszyscy pokornie spuścili głowi i zrobili to co boss nakazał. To on coraz częściej strofował przeciwników, wdawał się w bezsensowne konflikty z rywalami i polemiki z arbitrami. Nazwał się bogiem futbolu i tysiące razy mówił o sobie w trzeciej osobie. Dla niego nie ma "ja". Jest zawsze "Zlatan". Zlatan zrobił to, Zlatan zrobił tamto, Zlatan czuł się dobrze, Zlatan strzelił gola.

Latem był bliski odejścia z PSG. Jego szalony menedżer Mino Raiola chciał go sprzedać do Realu Madryt, negocjował z Milanem, kontaktował się z Interem. Szwed ma jednak bajoński kontrakt we Francji, niewiele jest klubów na świecie, które mogłyby zapłacić mu 12 mln euro za rok gry, ryzykując tak wiele. Poza tym to już 34. latek. Napastnik bliżej końca kariery niż jej szczytowego punktu. Siłą rzeczy Zlatan z miesiąca na miesiąc będzie dawał mniej drużynie niż jeszcze kilka lat temu.

Jego kariera jest przepiękna. Pełna sukcesów, indywidualnych rekordów, fenomenalnych, niepodrabialnych bramek. Nikt nie strzela tak efektownych goli jak Ibra. Jego fani twierdzą: tylko on tak potrafi. Nie umie tego Messi, nie umie Ronaldo. Zlatan jest tylko jeden. Przy trofeach, które zdobywał wszędzie gdzie się zadomowił po emigracji z Malmoe nie sposób nie wspomnieć o tym najważniejszym. To dla niego uwierający kamyk w bucie, rzecz nie dająca spokoju i wypominana przez przeciwników na każdym kroku. Ibra nigdy nie wygrał Ligi Mistrzów, nigdy nie zagrał w finale tych rozgrywek. Na razie dzieli los swojego największego idola - Brazylijczyka Ronaldo. El Fenomeno też nie sięgnął po Puchar Europy.

Czy to się może zmienić w tym roku? Na pewno PSG jest coraz dojrzalszą, lepszą drużyną. Nie jest już zależna wyłącznie od Zlatana, którego brakowało w pierwszych meczach sezonu, ale z powodzeniem zastępował go Edinson Cavani. Do tej pory w katarskiej erze Paryżanie nigdy nie przebrnęli przez ćwierćfinał. To dla nich granica będąca już niemal klątwą, linia, której nie potrafią przekroczyć. Ten sezon ma być inny, bo dzięki pozyskaniu Angela Di Marii potencjał ofensywny PSG został niewiarygodnie wzmocniony. Jeśli zespół Laurenta Blanca zdominuje europejskie rozgrywki w tym sezonie, to będzie Zlatan zakończy karierę w Paryżu jako piłkarz spełniony. Później będzie mógł wyemigrować do USA i bawić się piłką jak dziś robią to Frank Lampard czy Andrea Pirlo.