Chcą rewanżu… Jedni i drudzy!


Zemsta jest rozkoszą bogów. Szykuje się nam więc boski wieczór z Premier League, bo w meczu Liverpoolu z Manchesterem City obie strony mają powody do myślenia o rewanżu. W dodatku gospodarze muszą gonić uciekające europejskie puchary, a przyjezdni chcą zniwelować stratę do lidera, który wczoraj zgubił punkty.

Liverpool 2.70, remis 3.44, Manchester City 2.75 – godz. 21.00
Liverpoolczycy chcą wziąć rewanż na „Obywatelach” za niedzielną porażkę w finale Pucharu Ligi Angielskiej. Porażkę tym boleśniejszą, że dopiero po serii rzutów karnych. 120 minut meczu nie przyniosło rozstrzygnięcia. Na bramkę Fernandinho odpowiedział jego rodak – Philippe Coutinho. Bohaterem rzutów karnych został rezerwowy bramkarz Manchesteru, któremu w Pucharze Ligi szanse dawał trener Manuel Pellegrini. Mowa oczywiście o Willym Caballero. Argentyńczyk wybronił aż trzy jedenastki i dzięki temu jego zespół po celnym strzale Yaya Toure mógł świętować sukces.

Z drugiej jednak strony biorąc pod uwagę tylko ligę, dużo większą zadrę w sercu noszą goście. W pierwszym spotkaniu na swoim stadionie niespodziewanie ulegli oni Liverpoolowi aż 1:4! Takie klęski „Citizens” zdarzają się niezwykle rzadko. Można być więc pewnym, że podopieczni Pellegriniego będą mieli dziś większą ochotę zmazać tamtą plamę niż spoczywać na laurach po niedzielnym zgarnięciu trofeum Capital One Cup. Prowadzenie gości już do przerwy? Kurs 3.30.

Wczorajsza strata punktów Leicester to dla „Obywateli” dodatkowy bodziec. Mogą oni zniwelować swoją stratę do „Lisów” i zasygnalizować nieco mocniej gotowość do walki o mistrza. Ostatnie tygodnie mocno podważyły wiarygodność Manchesteru City jako kandydata do ligowej glorii. Do finiszu jednak jeszcze 10 kolejek i dużo się może zdarzyć. Dobrym prognostykiem dla fanów City jest fakt, że dwaj ostatni zwycięzcy Pucharu Ligi Angielskiej na finiszu ligi podnosili także trofeum za mistrzostwo – dwa lata temu właśnie „Obywatele”, a w zeszłym sezonie Chelsea.

Na Anfield Road wraca dziś Raheem Sterling, ściągnięty latem przez Manchester City młody gwiazdor. Sterling w niedzielnym finale Pucharu Ligi był bardzo aktywny, ale „oszczędził” swoich byłych kolegów”, marnując dogodne sytuacje strzeleckie. Jak dziś zostanie przyjęty przez publikę w Liverpoolu? Warto pamiętać, że odwrotny kierunek latem obrał James Millner – do tej pory żelazny rezerwowy w klubie z Etihad, a od sezonu 2015/16 ważna postać w ekipie „The Reds”. Uniwersalny, waleczny i nader solidny zawodnik w niedzielę przez dłuższy czas grał nawet z konieczności jako lewy obrońca i radził sobie co najmniej przyzwoicie.

Kolejny „smaczek” spotkania Liverpool – Manchester City to oczywiście pojedynek braci. Po jednej stronie barykady Kolo Toure, środkowy obrońca Liverpoolu. Po drugiej Yaya Toure – koło zamachowe większości akcji Manchesteru City. Do niedzieli statystyczna wisienka była taka, że Yaya nigdy nie wygrał w oficjalnym bezpośrednim meczu przeciwko swojemu bratu. W niedzielę w regulaminowym czasie gry także nie wygrał, ale to on po meczu miał dużo więcej powodów do radości. Tak naprawdę jednak obaj bracia Toure byli pozytywnymi bohaterami tego spotkania. Yaya grał znakomicie, a przypieczętował to strzelonym karnym na wagę trofeum. Kolo zaś wszedł na boisko z ławki rezerwowych, po tym jak kontuzji doznał Mamadou Sakho. Iworyjczyk zagrał naprawdę dobry mecz, a w marnowaniu rzutów karnych nie brał czynnego udziału. Kurs na bramki braci? Kolo 10.00, Yaya 3.80.

Jeśli Liverpool nie wygra, zaliczy wstydliwą serię czterech kolejnych domowych meczów w Premier League bez wygranej. Ostatni raz taka nędzna passa zdarzyła się „The Reds” między sierpniem a październikiem 2012 roku. Manchester City może zaliczyć jeszcze gorszy „martwy ciąg” – trzy porażki z rzędu ostatni raz zdarzyły się tej drużynie na przełomie października i listopada 2008!

Ostatnia ciekawostka statystyczna jest lekko szokująca. Sergio Aguero nigdy nie wygrał meczu na Anfield Road, ani nawet nie strzelił na tym stadionie gola! Bilans „Kuna” to sześć meczów – 3 remisy i 3 porażki. Składają się na to występy w barwach Atletico Madryt i Manchesteru City. Jak przerywa się kiepskie passy pokazał jednak niedawno Leo Messi. Rodak i przyjaciel Aguero przełamał swoją niemoc przeciwko Petrowi Cechowi. Czy dziś Aguero zrobi to samo i trafi na Anfield? Kurs 2.00.