Coś dla estetów


W niedzielę w Premier League nic nie przykuje takiej uwagi jak starcie Manchesteru City z Arsenalem. Oba kluby walką o mistrzostwo Anglii i oba oglądają obecnie plecy rozpędzonej Chelsea. Dla Arsene’a Wengera i Pepa Guardioli równie ważny jak wynik, jest w futbolu styl gry, artyzm. Możemy się więc spodziewać, że konfrontacja na Etihad Stadium będzie miłą dla oka pożywką. Czy walory estetyczne rzeczywiście zdominują tę piłkarską walkę o niebagatelnym znaczeniu?

Manchester City 2.15, remis 3.65, Arsenal 3.50 – godz. 17.00
Arsenal w środku tygodnia nie zabrał się w pościg za Chelsea. Wtorkowa porażka z Evertonem spowodowała, że „Kanonierzy” utkwili w peletonie, razem z Liverpoolem, Manchesterem City i Tottenhamem – cała ta gromada wygrała w środku tygodnia swoje spotkania. „The Blues” osiągnęli sześć punktów przewagi i stali się najpoważniejszym kandydatem do tytułu. Jeszcze nieco ponad miesiąc temu trudno było uwierzyć w to, że ktokolwiek może przeszkodzić Manchsterowi City. Początek pracy Pepa Guardioli w klubie z Etihad Stadium był bardzo owocny. „Citizens” wygrywali mecz za meczem, strzelali sporo goli i z meczu na mecz coraz bardziej przypominali poprzednie „projekty” Pepa – Barcelonę i Bayern. Coś jednak przestało funkcjonować należy i „Obywatele” pogubili nadspodziewanie dużo punktów. Do niedzielnego meczu z Arsenalem gospodarze przystępują z 4. pozycji, mając punkt mniej niż „Kanonierzy”.

Dla Arsenalu wtorkowa porażka z Evertonem była dopiero drugą w tym sezonie ligowym. Wcześniej podopieczni Wengera ulegli na inaugurację innemu zespołowi z Liverpoolu – FC Liverpoolowi. Francuski menadżer Arsenalu na pewno dałby dużo, by znów po porażce nastąpiła długa, kilkunastomeczowa seria zwycięstw lub w najgorszym razie remisów. Sprawa nie jest jednak prosta, bo już pierwszy rywal po Evertonie to przeciwnik z najwyższej półki. Inna sprawa, że „Citizens” przed środowym zwycięstwem 2:0 z Watfordem zanotowali wstydliwą passę dwóch porażek – z Chelsea i Leicester, czyli dwoma ostatnimi mistrzami Anglii. Wygrana z Watfordem nie oznacza, że Guardiola wyciągnął już swój zespół na prostą. Arsenal będzie doskonałym papierkiem lakmusowym. Manchester City bez remisu? Kurs 1.55.

Guardiola ma spore kadrowe problemy. Wprawdzie mało który klub może pochwalić się tak szeroką i wartościową ławką rezerwowych, to jednak wyrwanie kilku zębów trzonowych musi boleć. Przypomnijmy, że kontuzjowany od dłuższego czasu jest lider formacji obronnej – Vincent Kompany. Urazy dopadły także środkowych pomocników – Ilkaya Gündoğana i Fernandinho. Jakby tego było mało w meczu z Chelsea czerwoną kartkę za brutalny faul na Davidzie Luizie obejrzał Sergio Aguero i teraz musi odpokutowywać karę zawieszenia. Z Leicester z przodu zagrał młodziutki Kelechi Iheanacho. Z Watfordem w pierwszej linii wystąpił Nolito. Obaj na listę strzelców się nie wpisali i trudno powiedzieć na jaki wariant Guardiola postawi w niedzielę. Gol Iheanacho wyceniony jest na 2.55.

Swoje problemy ma też Wenger, który nie może skorzystać z usług Shkordana Mustafiego, Santiego Cazorli czy Aarona Ramseya. Dla Francuza najważniejsze jest jednak to, że w pełni sił jest Alexis Sanchez, który jest także w wybornej formie. Strzela, asystuje i napędza grę „Kanonierów”. Robi to praktycznie w każdym meczu, co odróżnia go od chimerycznego Mesuta Özila. Niemiec we wtorkowym meczu z Evertonem był niewidoczny i na pewno mocno wpłynęło to na wynik końcowy. Czy Sanchez pokona rodaka, Claudio Bravo? Kurs 2.80.

Co ciekawe i zaskakujące, w ostatnich pięciu meczach Manchesteru City z Arsenalem „Obywatele” nie wygrali ani razu. Ostatni raz pokonali podopiecznych Wengera w grudniu 2013 roku (6:3). Czy ta seria może się przedłużyć? Arsenal z podpórką (X2) to kurs 1.76.