Czerwono-niebieska mizeria


To nie do pomyślenia, ale dzisiejszy mecz Liverpoolu z Chelsea nie decyduje praktycznie o niczym. Na kolejkę przed końcem sezonu obie ekipy odrabiają ligową zaległość. Chelsea pogrążona w stagnacji środka tabeli i oczko wyżej notowany Liverpool, który przy dużej dozie szczęścia może jeszcze zająć miejsce 6. lub nawet 5. i w ten sposób awansować do europejskich pucharów. Mało kto jednak w to wierzy, a i dla „The Reds” nie ma to większego znaczenia.

Liverpool 1.91, remis 4.00, Chelsea 4.00 – godz. 21.00
Liverpoolczycy nie traktują na pewno finiszu ligi jako wielkiej okazji na „wślizgnięcie” się w ten sposób do Ligi Europy. Jeśli dziś gospodarze wygrają, przedostaną się na 7. pozycję w tabeli, z możliwością ataku na West Ham lub Manchester United podczas ostatniej ligowej niedzieli. Fakty są jednak takie, że w niedzielę „Czerwone Diabły” grają z bardzo słabo grającym ostatnio Bournemouth, a West Ham jedzie do Stoke, na mecz z walczącym już tylko o pietruszkę przeciwnikiem. Tylko niepoprawni optymiści sądzić więc mogą, że team z miasta Beatlesów zakończy rywalizację na pozycji 5. lub 6.

To zresztą nie jest najważniejszy powód, dla którego końcówka ligowych zmagań traktowana jest przez „The Reds” po macoszemu. Ich celem nr 1 jest zdobycie Ligi Europy. Liverpool przedzierał się przez naprawdę diabelnie trudną drabinkę, eliminując po drodze m.in. Manchester United, Borussię Dortmund i wreszcie w półfinale Villarreal. Cel Jürgena Kloppa i spółki jest już bardzo blisko – pozostało pokonać w finałowym meczu w Bazylei dwukrotnych już obrońców tego trofeum – Sevillę. Czyli zadanie tyleż bliskie realizacji, co jeszcze wciąż bardzo odległe.

Tak czy owak – wszystko w ostatnich tygodniach w Liverpoolu było podporządkowane Lidze Europy. W Premier League zespół często występował w bardzo rezerwowym składzie, przypłacając to stratami punktów. Klopp rotuje zespołem nie tylko dlatego, że chce oszczędzać najważniejszych zawodników na mecze pucharowe, ale chce też zrobić dokładny, analityczny przegląd kadr. Letnia przerwa będzie dla Niemca ogromnym polem do popisu. To jak wyglądać będzie kadra Liverpoolu na sezon 2016/17 zdecyduje o tym, jak cała ta kampania przebiegnie. Nikt nie ma chyba wątpliwości, że pod wodzą Kloppa „The Reds” stać na bardzo wiele, a na pewno znacznie więcej niż w tym, marnym już ligowym sezonie, który Liverpool skończy najprawdopodobniej w górnie części stanów średnich.

Co jednak mają powiedzieć fani Chelsea? Ci jeszcze rok temu świętowali mistrzostwo Anglii i roztaczali wizję podboju Champions League pod wodzą Jose Mourinho. Atmosfera była idylliczna, bowiem zespół wygrywał mecz za meczem, a osoba portugalskiego menadżera zdawała się być gwarancją dalszych sukcesów. Nagle przyszło załamanie – ten sezon był pasmem niepowodzeń dla „The Blues”. W efekcie w trakcie rozgrywek Mourinho stracił pracę, a zastąpił go Guus Hiddink. Wyniki poprawiły się nieznacznie, atmosfera wokół drużyny praktycznie wcale, bo do kompletu przykrości doszło odpadnięcie z Ligi Mistrzów, która miała być celem nadrzędnym Chelsea w tym sezonie.

Bez względu na wynik dwóch ostatnich spotkań, wiadomo już, że londyńczycy okażą się najsłabszym w historii Premier League obrońcą tytułu mistrzowskiego. Wystarczy dodać, że do ósmego Liverpoolu, bezpośredniego sąsiada z góry i dzisiejszego rywala, Chelsea traci bagatela 10 punktów! Za plecami „The Blues” chrapkę na zajęcie wyższego miejsca mają Stoke i Swansea, ale bądźmy uczciwi – nie ma to praktycznie żadnego znacznie. Na Stamford Bridge wszyscy myślą już o przyszłym sezonie, kiedy trenerem zespołu będzie Antonio Conte. Czy Włoch poradzi sobie na tym stanowisku tak dobrze, jak radził sobie w Juventusie? To nie czas na wróżenie z fusów.

Niezależnie od okoliczności, które raczej nie skłaniają nas do określenia meczu „Czerwonych” z „Niebieskim” mianem wielkiego hitu, należy pamiętać, że na murawie zobaczymy jednak kilkunastu dobrze kopiących piłkę facetów. Może w tym sezonie nie wszystko im wychodziło, ale umiejętności są po ich stronie, a presja dzisiejszego meczu jest żadna. Czas więc pokazać coś ciekawego! Liczymy na grad goli. Bramkowy over 2,5 to kurs 1.62, a 3,5 – 2.65.